http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Trzeba rozmawiać z Hamasem

Rozmawiała Marta Kazimierczyk
2009-01-10, ostatnia aktualizacja 2009-01-09 19:11

Gdyby w 2000 r. Jaser Arafat przyjął ofertę Izraela, który chciał oddać Palestyńczykom prawie wszystkie ziemie okupowane, trwałe porozumienie byłoby dziś dużo bardziej realne

Marta Kazimierczyk: Długo jeszcze potrwają walki w Strefie Gazy?

Dina Shehata, politolog z egipskiego centrum studiów strategicznych al Ahram: Te, które toczą się teraz, pewnie nie. Zakończą się w ciągu kilku najbliższych dni, góra tygodni. Bo chociaż władze Izraela na razie nie chcą się do tego przyznać, zaczynają być przyparte do muru - światowa dyplomacja wzywa do wstrzymania ofensywy, wszędzie organizowane są propalestyńskie demonstracje. A mieszkańcy Gazy po wycofaniu się ONZ są prawie zupełnie odcięci od pomocy. Izrael nie może sobie pozwolić na zagłodzenie 1,5 mln ludzi. Myślę, że szybko zgodzą się na rozejm.

Będzie trwały?

- Nie. Żaden doraźny rozejm w Strefie Gazy nie będzie trwały; przekonaliśmy się o tym w grudniu, kiedy wygasł poprzedni. Po pierwsze, trzeba rozmawiać z Hamasem, rozmawianie o Strefie Gazy z przewodniczącym Autonomii Mahmudem Abbasem nie ma sensu, bo on nie ma w Strefie żadnych wpływów. A Hamas nie przestanie się zbroić i nie uzna Izraela, dopóki nie dostanie tego, czego chce.

Czyli zniszczenia państwa Izrael?

- Nie, celem Hamasu już dawno nie jest zniszczenie Izraela, tyle że nie bardzo może się do tego przyznać, bo taki cel, choćby tylko na papierze, zawsze dobrze wygląda w oczach arabskiej ulicy. Ale wbrew temu jak często przedstawia się ich na Zachodzie, hamasowcy to całkiem sprytni politycy, którzy bardzo dobrze wiedzą, czego chcą.

Po pierwsze, walka z Izraelem zwiększa im poparcie mieszkańców Strefy. Po drugie, chociaż wiedzą, że nie pokonają Izraela zbrojnie, naprawdę wierzą, że ich walka ma sens, bo jeśli będą konsekwentni, to wreszcie zmęczeni ostrzałem i ciągłą niepewnością Izraelczycy ulegną i zgodzą się na państwo palestyńskie w granicach sprzed wojny sześciodniowej w 1967 r. W rękach egipskich była wówczas dzisiejsza Strefa Gazy, a Zachodni Brzeg Jordanu z Jerozolimą wschodnią kontrolowali Jordańczycy.

Jak długo mieszkańcy Gazy będą popierać Hamas? Może mają już tak dosyć walk i izraelskiej blokady, że obrócą się przeciwko Hamasowi, byle mieć święty spokój?

- Nie. Może przed rozpoczęciem izraelskiej ofensywy rzeczywiście część ludzi, udręczona zamknięciem, biedą, brakiem prądu i czystej wody, byłaby gotowa odpuścić wiele, byle znowu normalnie żyć. Ale dzisiaj na pewno nie - Hamas znowu jest bohaterem, a Izrael, zabijając kilkuset palestyńskich cywili, obudził pokłady nowej nienawiści w mieszkańcach Gazy, wszystkich Palestyńczykach, a nawet we wszystkich Arabach.

Poza tym prawda jest taka, że mieszkańcy Strefy nie bardzo mają alternatywę wobec Hamasu. Poparcie dla Abbasa i jego skorumpowanego Fatahu jest tam naprawdę zerowe, nie ma więc co liczyć na spadek poparcia dla hamasowców.

W 2000 r. Izrael chciał oddać Palestyńczykom prawie wszystkie ziemie okupowane, ale Jaser Arafat odrzucił tę propozycję. Dobrze zrobił?

- Źle. Gdyby wtedy się zgodził, trwałe porozumienie byłoby dużo bardziej realne. Pewnie, że mogłoby się zdarzyć, że Izrael nie dotrzymałby tych warunków, bo z tego, co wiem, to były raczej wstępne propozycje. Ale gdyby tak się stało, Izraelczycy skompromitowaliby się w oczach świata. A tak Arafat pokazał się jako człowiek, który odrzucił możliwość pokoju. Bardzo źle się wtedy stało.

Uda się kiedyś to naprawić? Przecież nawet jeśli Izrael zgodzi się na palestyńskie warunki i powstanie państwo palestyńskie w granicach sprzed 1967 r., jego władze nie będą w stanie zagwarantować Izraelczykom, że nie będzie więcej ostrzału...

- A ja wierzę, że są, pod warunkiem że porozumienie będzie zawarte z tym, z kim trzeba. A prawda jest brutalna - to się uda tylko, jeśli udział w rządach będą mieli ci sami ludzie, którzy teraz strzelają.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':