http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Paralizatory na bezdomnych

Jacek Harłukowicz
2009-01-08, ostatnia aktualizacja 2009-01-09 10:26

Ochroniarze na wrocławskim Dworcu Głównym przeganiają bezdomnych na dwudziestostopniowy mróz. Na opornych mają pałki, gaz i paralizatory

Zdjęcie wykonane telefonem komórkowym w trakcie akcji usuwania bezdomnych z dworca
zdj. "GW"
Zdjęcie wykonane telefonem komórkowym w trakcie akcji usuwania bezdomnych z...
Na nocnej zmianie 18 grudnia jeden
z ochroniarzy telefonem komórkowym
nagrał, jak młody mężczyzna
w mundurze agencji ochrony budzi
bezdomnego paralizatorem
Na nocnej zmianie 18 grudnia jeden z ochroniarzy telefonem komórkowym nagrał...

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Warszawska firma Sat-Guard Defence chroni wrocławski dworzec od października. Jej pracownicy pilnują porządku, dbają, by oblegający dworcową halę bezdomni jak najmniej uprzykrzali życie podróżnym. Umowa między Sat-Guardem a PKP kończy się i pod koniec stycznia zostanie wybrana nowa firma chroniąca Główny lub PKP przedłuży umowę z dotychczasowym współpracownikiem.

Janusz, były pracownik Sat-Guard Defence: - Na początku grudnia kierownik zebrał nas i oświadczył, że musimy wyrzucić z dworca bezdomnych. Możemy ich bić, nękać, zastraszać. Mówił: róbcie tak, żeby bali się tu wracać. Im będzie ich mniej, tym większe szanse na nową umowę. Jak już ją podpiszemy, to robotę mamy zapewnioną na dłużej. Trzeba tylko uważać na kamery.

Pracownicy agencji ochrony zrozumieli. Na własną rękę zaopatrzyli się w miotacze gazu, paralizatory, kajdanki. I przystąpili do działania. Janusz: - Mówiłem kierownikowi, że to się skończy nieszczęściem jak na tym lotnisku w Kanadzie, co Polaka paralizatorem zabili. Słyszałem tylko, że mam się nie wtrącać, a jak mi się nie podoba, to mogę się zwolnić. Tych, co bili chwalił.

Umowa o dzieło, którą Janusz miał podpisaną z Sat-Guardem, wygasła 31 grudnia. Nowej nie podpisał. Wcześniej, na jednej z nocnych zmian, 18 grudnia telefonem komórkowym nagrał, jak młody mężczyzna w mundurze agencji ochrony budzi bezdomnego paralizatorem. Ten film pokazała w środę TVP Wrocław.

- Ten, co z paralizatorem biega, ma ksywkę "Bocian". On sam jest bezdomny, mieszka w schronisku niedaleko dworca. Jeszcze niedawno tu z nami popijał, a teraz dostał mundur, kupił sobie sprzęt i wielki pan ochroniarz się zrobił. Sam miałem z nim przyjemność ostatniej niedzieli - opowiada Zenek, od trzech lat mieszkający na dworcu, i bierze się do podnoszenia koszuli. - Zasnąłem przy bramie głównej, to mnie właśnie tym paralizatorem budził. Jeszcze mam ślady.



Jego kompan: - Ja przyjemność z tymi panami miałem dwa dni temu. Paralizator, gumą w plecy i wypier... z dworca.

Krzysztof, inwalida po amputacji obu nóg, od czterech lat mieszkający na Głównym: - Biją, szarpią, bluzgają. To takie same bezdomniaki jak my, a gorsi niż policja. Kiedyś w nocy, jak na dworcu było pusto, zdjąłem protezę, żeby mi kikut odpoczął. Od razu się zjawili, zaczęli szarpać i kopać. Rzuciłem protezę na środek hali i mówię: "To weź mnie, człowieku, i stąd wynieś!".

Szeregowi ochroniarze Sat-Guard Defense nie mają prawa używać środków przymusu bezpośredniego, bo nie mają licencji pracownika ochrony. A tylko licencjonowany ochroniarz po spełnieniu warunków zapisanych w rozporządzeniu może w trakcie pracy stosować przemoc. Takie licencje w firmie mają jedynie dowódcy zmian.

Andrzej Pawłowski odpowiedzialny w Sat-Guardzie za kontakty z mediami: - Nie wyposażamy naszych pracowników w paralizatory. A cała ta sprawa to manipulacja dwóch naszych byłych już pracowników, którzy mszczą się za dyscyplinarne zwolnienie.

- Nikt mnie dyscyplinarnie nie zwalniał. Po tym, co tu zobaczyłem, sam odszedłem - zaprzecza Janusz i pokazuje umowę o dzieło, która skończyła się 31 grudnia. - Po tej sytuacji z paralizatorem zwolnił się jeszcze jeden pracownik. Rozumiem, że firma walczy o pieniądze, ale ci bezdomni to przecież też ludzie. Jak powiedziałem, że pójdę do mediów, to dzwonili i prosili, żeby awantury nie robić. Mówili: "Jak podpiszemy nową umowę, to wrócisz i podwyżka będzie".

W winę ochroniarzy nie wierzy administrator dworca z ramienia PKP Ziemiomysł Mituniewicz. Współpracę z Sat-Guardem sobie chwali. - Zanim się tu zjawili, miałem 50-60 stałych bezdomniaków. Teraz jest może z sześciu. I to jest dowód skuteczności tej firmy. Ja zresztą nie wymagałem, żeby bezdomnych stąd wyrzucać. Niech sobie będą, byleby nie terroryzowali pasażerów, nie pili ani nie srali mi po kątach. Sat-Guard jest jednak po to, żeby im to dworcowe życie uprzykrzać. I daje sobie radę bez przemocy.

- Jak?

- A nie dają im się na przykład wyspać. Jak tylko który zaśnie, to go od razu budzą i tak w kółko.

Bezdomni z wrocławskiego Dworca Głównego deklarują, że pomimo bicia i nękania się nie wyniosą. Przynajmniej do wiosny.

- Na dworze minus 20, a w schronisku są wszy - tłumaczy Zenek.

- I alkomat - dodaje jego kompan.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 60 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':