Tomasz Bielecki: Czy kolejne doniesienia o ofiarach cywilnych w Strefie Gazy, w tym w szkole w Dżabalii, mogą osłabić poparcie Izraelczyków dla wojny?Jossi Klein Halewi*: Dotychczas w operacji lądowej armii Izraela wydarzyły się dwa tragiczne wypadki - jeden to szkoła w Dżabalii, gdzie prawdopodobnie Hamas używał cywilów jako żywych tarcz, a druga to błędne ostrzały, w których od kul izraelskich żołnierzy zginęli ich koledzy. Opłakuję ofiary po obu stronach, ale wojnę może zakończyć tylko dogodny dla nas rozejm.
Nie sądzę, że w Izraelu spadnie poparcie dla walk. Jeśli już ktoś decyduje się na wojnę, musi nie tylko zrobić wszystko, żeby oszczędzić cywilów, ale także wziąwszy głęboki oddech, doprowadzić ją do zadowalającego końca.
Takiej konsolidacji Izraelczyków nie było ani podczas wojny w Libanie w 2006 r., ani chyba w poprzednich dwóch-trzech dekadach.- Tę wojnę Izraelczycy traktują jako test, czy możemy przetrwać na Bliskim Wschodzie. Jako test traktują ją też nasi wrogowie w regionie. Po nieudanej wojnie w Libanie w krajach arabskich oraz w Iranie zaczęła dominować opinia, że izraelscy Żydzi stracili już swą żywotność, zgnuśnieli wskutek dobrobytu, masowa imigracja z byłego Związku Radzieckiego osłabiła tożsamość Izraela i jego obywatele nie są już gotowi umierać za swój kraj. A skoro nie są gotowi do poświęceń, to pokonamy ich za kilka lub kilkanaście lat. Hamas przekonywał, że jego gotowi na śmierć bojownicy-męczennicy wcześniej czy później przegnają nieruchawych Żydów do krajów, z których przybyli do Izraela.
Utrata gorliwości syjonistycznych pionierów to także temat izraelskich debat o przyszłości kraju.- Tak. Ta wojna ma też udowodnić nam samym, że wciąż jesteśmy gotowi się bronić, umierać na wojnach. I jednocześnie nie zamieniać Izraela w obóz wojskowy oraz zachować jego atrakcyjność dla nowych fal imigrantów.
Wojna jako instrument w sporach ideologicznych?- To nie są akademickie dyskusje. Od czasów wojny sześciodniowej z 1967 r.
Izrael nie miał aż tak wrogiego otoczenia politycznego na Bliskim Wschodzie jak obecnie.
Iran rośnie w siłę - z pomocą swych popleczników i zwolenników, m.in. z Hamasu, zagraża nie tylko Izraelowi, ale też umiarkowanym reżimom arabskim. Jeśli z trwającej wojny nie wyjdziemy jako zwycięzcy, nacisk naszych rozzuchwalonych wrogów się zwiększy. A z drugiej strony morale Izraelczyków może fatalnie upaść.
Walczył pan w Strefie Gazy na początku lat 90. Teraz walczy tam pański syn. Ile razy to się będzie jeszcze powtarzać?- Mój syn Gawriel ma tę przewagę nade mną, że może wierzyć, iż walczy w wojnie sprawiedliwej. Kiedy ja wchodziłem do Gazy w latach 90., jeszcze przed porozumieniami Izraela z Jaserem Arafatem, miałem wątpliwości, czy moje działania są uprawnione, czy nie reprezentuję tam brutalnego okupanta. Te moralne wątpliwości były tam zmorą wielu żołnierzy z mojego pokolenia.
Natomiast Gawriel może sobie dzisiaj powiedzieć: Izrael zrobił wiele błędów, ale parę lat temu wreszcie oddaliśmy Strefę Gazy Palestyńczykom; zaproponowaliśmy im pokój, jednak Hamas wybrał wojnę. To czarno-biała sytuacja. Izrael przez wiele miesięcy uprzedzał, że ostrzały Hamasu spotkają się z twardą odpowiedzią, a dopiero potem przystąpił do wojny.
Pacyfista powiedziałby, że wojna przynosząca aż tyle ofiar prawie nigdy nie jest sprawiedliwa.- Pokolenie mojego syna, czyli 19-, 20-latkowie, wyrastało w cieniu drugiej intifady, która wybuchła w 2000 r. Zwłaszcza w Jerozolimie niemal wszyscy znali lub znają bliższych lub dalszych kolegów ze szkoły, którzy albo zostali ranni w zamachach terrorystycznych, albo zginęli, albo cudem umknęli śmierci. Wielu z nich ma przeświadczenie, że żyją, bo cudem przyszli na przystanek o kwadrans wcześniej niż zwykle i dlatego nie wsiedli do autobusu, który wybuchł.
Z takim bagażem trudno być pacyfistą - młodzi wiedzą, że na Bliskim Wschodzie wciąż trwa walka o przetrwanie, i tak traktują tę wojnę. Z tego samego względu zdecydowana większość Izraelczyków jest gotowa - znacznie bardziej niż podczas kilku poprzednich wojen - ponieść nawet liczne ofiary i znieść rosnącą krytykę międzynarodową. Jeśli warunki negocjowanego zawieszenia broni nie będą dobre, to ta wojna może potrwać jeszcze bardzo długo.
*Wykładowca uniwersytecki, autor książek o tożsamości żydowskiej i izraelskiej