http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wirtualny sklep i prawdziwe oszustwo

Małgorzata Kolińska- Dąbrowska
2009-01-06, ostatnia aktualizacja 2009-01-06 20:31

- 15 lat pracowałem na dobre imię mojej firmy a teraz ktoś wykorzystuje jej dane - mówi Andrzej Kuryłowicz, właściciel warszawskiego wydawnictwa "Albatros". On i pracownicy od dwóch dni odbierają telefony od zainteresowanych kupnem sprzętu elektronicznego, którzy złożyli zamówienie na stronie internetowej www.1rtv.pl. Ktoś otwierając wirtualny sklep podszył się pod wydawnictwo Kuryłowicza.

Regulamin zakupu zakłada, że najpierw trzeba zapłacić, a potem sklep wydaje towar. W taki sposób oszuści wyłudzają pieniądze
Regulamin zakupu zakłada, że najpierw trzeba zapłacić, a potem sklep wydaje...
Zaczęło się od dużych reklam w "Fakcie" i "Super Expresie". Promocja. Na zielonym tle zdjęcie nowoczesnego telewizora plazmowego i przekreślona cena: 4599 złotych. Niżej ta , z którą można go teraz kupić: 2499 złotych. Dalej adres internetowy.

Wejście na stronę przekonuje przyszłego klienta, że ma do czynienia z poważnym biznesem. Profesjonalnie przygotowane informacje o sprzedającym sprzęt, regulamin zakupów, formy płatności, dostawa sprzętu i informacje o bezpieczeństwie zakupów oraz ochronie danych osobowych. Formularze zamówień. A dalej szeroka oferta sprzętu elektronicznego i hasło "Poświąteczna wyprzedaż". Ceny rzeczywiście bardzo atrakcyjne. Nawet o 70 proc. niższe niż gdzie indziej.

- Jako sprzedającego podano nazwę mojej firmy - denerwuje się Kurłowicz. - Adres pocztowy też jest nasz. Właściciel prawdziwego "Albatrosa" lekceważył pierwsze telefony z pretensjami od oszukanych klientów. Nie rozumiał o co chodzi.

- Dopiero kiedy wszedłem na tę stronę zrozumiałem. Przeprowadziłem własne śledztwo. Okazało się, że wykupione reklamy w "Fakcie" warte są 647 tys. złotych. W "Super Expressie" - ponad 60 tys. Ktoś zainwestował duże pieniądze w równie duży przekręt - przypuszcza Kuryłowicz.

Mechanizm oszustwa jest prosty. Klienci wybierają towar, składają zamówienia przez internet. Dostają potwierdzenie, że zostało przyjęte. Zgodnie z regulaminem zakupów muszą wpłacić, i to cała kwotę, przed dostawą sprzętu. Pieniądze trafiają na konto w internetowym banku Inteligo. Jednak należy ono nie do firmy o nazwie "Albatrosa" ale do osoby prywatnej.

Kuryłowicz: - Dokumenty, jakimi posłużyli się oszuści zamawiając reklamy są dobrze podrobione. Zwierają wszystkie dane należące do mnie: regon, NIP, adresy, tylko właściciel firmy jest inny. Nie może być dwóch firm z takimi samymi danymi a innymi właścicielami. Założyłem firmę w 1994 roku. Wtedy nadano mi NIP. Oszust posługuje się zaświadczeniem z 2003.

Co zamierza teraz zrobić?

- Już wstrzymałem publikacje reklam. Złożyłem doniesienie na policję. Próbowałem zablokować stronę internetową. Ale bez policji czy prokuratury to niemożliwe - mówi Kuryłowicz.

Strona "sprzedawcy sprzętu elektronicznego powstała 5 grudnia. Już miała 79 tys. wejść.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 54 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':