Zaczęło się od dużych reklam w "Fakcie" i "Super Expresie". Promocja. Na zielonym tle zdjęcie nowoczesnego telewizora plazmowego i przekreślona cena: 4599 złotych. Niżej ta , z którą można go teraz kupić: 2499 złotych. Dalej adres internetowy.
Wejście na stronę przekonuje przyszłego klienta, że ma do czynienia z poważnym biznesem. Profesjonalnie przygotowane informacje o sprzedającym sprzęt, regulamin zakupów, formy płatności, dostawa sprzętu i informacje o bezpieczeństwie zakupów oraz ochronie danych osobowych. Formularze zamówień. A dalej szeroka oferta sprzętu elektronicznego i hasło "Poświąteczna wyprzedaż". Ceny rzeczywiście bardzo atrakcyjne. Nawet o 70 proc. niższe niż gdzie indziej.
- Jako sprzedającego podano nazwę mojej firmy - denerwuje się Kurłowicz. - Adres pocztowy też jest nasz. Właściciel prawdziwego "Albatrosa" lekceważył pierwsze telefony z pretensjami od oszukanych klientów. Nie rozumiał o co chodzi.
- Dopiero kiedy wszedłem na tę stronę zrozumiałem. Przeprowadziłem własne śledztwo. Okazało się, że wykupione reklamy w "Fakcie" warte są 647 tys. złotych. W "Super Expressie" - ponad 60 tys. Ktoś zainwestował duże pieniądze w równie duży przekręt - przypuszcza Kuryłowicz.
Mechanizm oszustwa jest prosty. Klienci wybierają towar, składają zamówienia przez internet. Dostają potwierdzenie, że zostało przyjęte. Zgodnie z regulaminem zakupów muszą wpłacić, i to cała kwotę, przed dostawą sprzętu. Pieniądze trafiają na konto w internetowym banku Inteligo. Jednak należy ono nie do firmy o nazwie "Albatrosa" ale do osoby prywatnej.
Kuryłowicz: - Dokumenty, jakimi posłużyli się oszuści zamawiając reklamy są dobrze podrobione. Zwierają wszystkie dane należące do mnie: regon, NIP, adresy, tylko właściciel firmy jest inny. Nie może być dwóch firm z takimi samymi danymi a innymi właścicielami. Założyłem firmę w 1994 roku. Wtedy nadano mi NIP. Oszust posługuje się zaświadczeniem z 2003.
Co zamierza teraz zrobić?
- Już wstrzymałem publikacje reklam. Złożyłem doniesienie na policję. Próbowałem zablokować stronę internetową. Ale bez policji czy prokuratury to niemożliwe - mówi Kuryłowicz.
Strona "sprzedawcy sprzętu elektronicznego powstała 5 grudnia. Już miała 79 tys. wejść.
Źródło: Gazeta Wyborcza