http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Tego nie robi się kotu

Anna Malinowska
2009-01-06, ostatnia aktualizacja 2009-01-06 19:37

Dyrektorka tyskiej biblioteki w oficjalnym piśmie: "Zobowiązuję do usunięcia kota z miejsca pracy w terminie trzech dni". Czytelnicy: - Ten kot musi do nas wrócić!

Kubuś w objęciach stałych czytelniczek biblioteki nr 3, które stanęły w jego obronie: Grażyny Buchty, Anny Patryarchy i Elżbiety Rogalskiej-Nocuń
Fot. Grzegorz Celejewski / AG
Kubuś w objęciach stałych czytelniczek biblioteki nr 3, które stanęły w jego...
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Jest ogromna szansa, że Kubuś wróci do biblioteki - czytaj więcej



Bibliotekarki doskonale pamiętają. To był jeden z tych paskudnych jesiennych dni. Rok 2003. Padał deszcz i wiało, ale ruch w bibliotece był spory. Ludzie wypożyczali książki na długie wieczory.

- Ktoś wam zostawił niespodziankę - stały czytelnik uśmiechał się od progu. W dłoniach trzymał trzęsącą się z zimna czarno-białą kuleczkę o ogromnych zielonych oczach i uszach jak u nietoperza. Kot! Znajda z wycieraczki. Mógł mieć najwyżej trzy miesiące.

Bibliotekarki rzuciły się na pomoc. Osuszyły zwierzaka, nakarmiły, a on zadowolony wdrapał się na kolana jednej z pań i zasnął.

Żadna nie mogła go zabrać do domu, więc wywiesiły ogłoszenie, że w bibliotece jest kotek do wzięcia. Nikt się nie zgłosił.

Postanowiły jednomyślnie: to będzie nasz biblioteczny kot. Nazwały go pieszczotliwie Kubusiem. Oczywiście dostał książeczkę zdrowia i błogosławieństwo dyrekcji Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tychach na pobyt w filii nr 3.

Chyba zrozumiał, na czym polega rola kota bibliotecznego, bo od razu podjął obowiązki. Spacerował z czytelnikami między półkami, ocierał się o szufladki katalogów, pozwalał się głaskać. Ale najchętniej wylegiwał się na półkach w dziale filozofii, gdzie był spokój, bo rzadko kto tam zaglądał.

To nie jest zwykła wypożyczalnia

Nawet nie wiedział, jak bardzo odmienił bibliotekę.

- O, jaki ładny kotek - witali go czytelnicy. Gdy tylko Kubuś wyczuwał, że pochwała nie jest pustym komplementem, łasił się i wskakiwał na kolana, mrucząc z zadowolenia.

- Atmosfera w naszej bibliotece wyraźnie się zmieniła. Gdy nie było z nami Kubusia, czytelnicy witali się z nami zdawkowo, wybierali książki i wychodzili. Kot sprawił, że ludzie chętniej z nami rozmawiali. Zaczynali o kocie, a kończyli na swoim życiu. Otwierali się, poznawaliśmy się.

Do biblioteki zaczęły przychodzić wycieczki przedszkolaków. Dzieci przynosiły Kubusiowi rysunki, robiły sobie z nim zdjęcia.

Kot uwiódł też starszych czytelników. Grażyna Buchta, emerytowana ekonomistka: - Byłam na zakupach, kiedy zobaczyłam, że jakiś kot drapie w drzwi biblioteki. Pomogłam mu wejść do środka. Okazało się, że tam mieszka. Porozmawiałam z bibliotekarką. Było tak przyjemnie, że poprosiłam o przepisanie mojej bibliotecznej karty z filii, do której od lat chodziłam. Teraz dojeżdżam po książki z drugiego krańca miasta.

Elżbieta Rogalska-Nocuń, gospodyni domowa: - Koleżanka zaciągnęła mnie do tej biblioteki. Mówiła, że to nie jest zwykła wypożyczalnia książek. I miała rację.

Anna Patryarcha, artysta plastyk: - Kot i książki zawsze mają się ku sobie. Nie ma chyba przyjemniejszej chwili niż usiąść w fotelu z dobrą lekturą i ukochanym zwierzakiem na kolanach. Wielu czytelników robiło właśnie tak z Kubusiem. Książki i gazety czytali na miejscu.

Idylla trwała sześć lat.

Kot wywołuje alergię

Miesiąc temu ktoś przysłał e-maila Dorocie Łukasiewicz-Zagale, dyrektorce miejskiej biblioteki. Czytelnicy są pewni, że musiała to zrobić osoba podła, podstępna i złośliwa. Tylko tak można powiedzieć o kimś, kto szkodzi kotu i nie ma odwagi przedstawić się z imienia i nazwiska.

Mail był krótki: "Informuję, że cierpię na alergię. Każde odwiedziny w bibliotece narażają mnie na pogorszenie stanu zdrowia. Jeśli kot w niej pozostanie, a moja alergia się nasili, pozwę bibliotekę do sądu i zażądam odszkodowania". I jeszcze podpis: "Czytelniczka".

Skarga podziałała. Dyrektorka napisała oficjalne pismo do bibliotekarek: "Zabraniam przebywania kota w filii nr 3 i zobowiązuję do usunięcia kota z miejsca pracy w terminie 3 dni od daty otrzymania niniejszego pisma".

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

5

1 głos

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne