Największe arabskie telewizje al Arabija i al Dżazira, które są głównym źródłem wiedzy o świecie większości mieszkańców świata arabskiego, bombardują widzów przerażającymi obrazami zwęglonych ciał, rannych dzieci, izraelskich czołgów i płonących ruin. Słowa "masakra", "jatka", "najeźdźcy" padają w każdych wiadomościach, na czołówkach wszystkich gazet i na każdej stronie internetowej.
Palestyńskie ofiary są określane wyłącznie mianem "męczenników", izraelskie są tylko na chłodno podliczane. Al Dżazira regularnie nadaje wywiady z rannymi w szpitalach w Gazie, pokazuje zdjęcia zakrwawionych dzieci, rozmowy z oszalałymi z rozpaczy rodzicami oraz zdjęcia z propalestyńskich demonstracji w Rabacie, Damaszku czy Bejrucie.
Stacje arabskie prześcigają się też w pokazywaniu przemówień przywódców Hamasu, jak Osamy Hamdana, który w Bejrucie wzywał Arabów do walki z Izraelem, "by nie stracili Palestyny jak 60 lat temu". - O, ludzie Gazy! Bóg nakazał wam napisać stronę chwały! Izraelczycy, wiedzcie, że to początek wielkiej wojny, początek waszego końca, jeśli Bóg pozwoli! - krzyczał na ekranie al Dżaziry. W tym samym czasie na dole ekranu pojawiała się powracająca na pasku pilna informacja: "Uwaga - kobiety i dzieci padają ofiarami izraelskiej inwazji!".
Częstym gościem arabskich mediów jest Hassan Nasrallah, przywódca libańskiego Hezbollahu, a dla arabskiej ulicy symbol skutecznej walki z Izraelem. Nasrallah od tygodnia jak z rękawa sypie przemówieniami, w których odżegnuje Izrael od czci i wiary i wieszczy wielkie zwycięstwo Hamasu.
"Czcigodny pan", jak nazywają Nasrallaha Arabowie, nie odpuszcza nikomu - za bierność ostro dostało się też krajom arabskim, szczególnie Egiptowi. - Egipcjanie, wyjdźcie milionami na ulice, zmuście rząd do otwarcia przejścia [granicznego z Gazą] Rafah! - grzmiał. - Jeśli tego nie zrobicie, będziecie współodpowiedzialni za masakrę Palestyńczyków!
Al Manar, osławiona i ciesząca się wielką popularnością w całym świecie arabskim
telewizja Hezbollahu, oprócz zdjęć z zakrwawionymi ciałami kilkuletnich "męczenników" pokazuje izraelskie czołgi z komentarzem, że głównym celem Izraela od początku było zabicie jak największej liczby Palestyńczyków.
Także pierwsze strony arabskich gazet od Zatoki Perskiej po Maghreb pokazują obrazki z Gazy bez porównania bardziej krwawe niż zdjęcia pokazywane w zachodnich mediach. W ogólnoarabskiej gazecie "Al Hajat" główny artykuł nosił wczoraj tytuł: "Gaza zagrożona Holocaustem".
Chociaż gazety w Egipcie i Jordanii, które jako jedyne państwa arabskie uznają Izrael, gorliwie opisują wysiłki dyplomatyczne swoich rządów i pomoc humanitarną wysyłaną przez nie do Gazy, nawet one nie ośmielają się krytykować Hamasu. Zdarzają się jednak arabscy publicyści, jak Hassan Hajdar z "Al Hajatu", który przypomina, że "zrywając rozejm, Hamas dał się złapać w pułapkę, podając Izraelowi na srebrnej tacy pretekst do ofensywy".
Libański
dziennik "Ad Dijar" twierdzi z kolei, że Palestyńczycy są gotowi na "heroiczne akty męczeństwa". "Całe pokolenia będą mówiły o tej wielkiej porażce Izraela, który padł w starciu samolotów i ognia z siłą samych ludzkich rąk!" - pisze redakcja w komentarzu.
Arabscy dziennikarze nie kryją się z jednostronnym przedstawianiem wojny w Gazie. "Izraelczyków w ogóle nie powinno się dopuszczać się do głosu w arabskich mediach, bo próbują usprawiedliwiać agresję" - napisał w gazecie "Jordan Times" szef Jordańskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Tarik Mumani. - Trudno, w takiej sytuacji profesjonalizm trzeba odłożyć na bok.
Z kolei Madżid Tobah z jordańskiej gazety "Al Gad" przyznał, że dla arabskich dziennikarzy priorytetem powinno być w tej chwili nie bezstronne relacjonowanie faktów, ale "wspieranie palestyńskiej sprawy".