Izraelczycy doskonale wiedzieli, że operacja w Strefie Gazy, jednym z najgęściej zaludnionych miejsc na świecie, będzie oznaczać wielkie straty wśród cywilów. Dlatego już wcześniej rozpoczęli kampanię medialną mającą nagłośnić problem ostrzału południa kraju przez Hamas.
Na dwa dni przed rozpoczęciem nalotów szefowa
MSZ Cipi Livni poleciała do Kairu, gdzie najprawdopodobniej otrzymała milczące przyzwolenie od prezydenta Mubaraka na działania przeciw Hamasowi.
Między 25 a 27 grudnia min. Livni rozmawiała telefoniczne z Waszyngtonem, Moskwą, Londynem, Rzymem, Madrytem, Paryżem, z szefem dyplomacji UE Javierem Solaną, z szefem tzw. Kwartetu Bliskowschodniego Tonym Blairem, a także Turkami, największym sojusznikiem Izraela na Bliskim Wschodzie. Zapewne poinformowała ich o planach ataku.
A do ostrzeliwanego od kilku lat przez Hamas miasta Sderot zaprosiła 60 ambasadorów akredytowanych w Tel Awiwie. Powiedziała im, że jej zdaniem większość przywódców wie, iż Hamas odpowiada za kryzys, ale czasami trudno głośno protestować, gdy elementy radykalne nadużywają telewizji i wykorzystują sytuację, by szerzyć nienawiść.
W poprzedni piątek, w przeddzień ataku, prezydent Szymon Peres w arabskojęzycznej telewizji izraelskiej ostrzegł, że państwo nie może pozostać obojętne na ponad 600 rakiet, jakie spadły na Izrael w ciągu 26 dni grudnia.
Pamiętajcie, że winien jest HamasW ciągu pierwszych 3 min i 40 s nalotów 50 samolotów zniszczyło ponad 60 celów na ziemi, dając też sygnał do rozpoczęcia kampanii medialnej. Ma ona uwiarygodnić w oczach świata zasadność nalotów i odpowiedzieć na obrazy zakrwawionych ciał dzieci, płaczących kobiet i zbombardowanych ulic w telewizji, w gazetach, portalach internetowych.
Do kampanii włączył się lider opozycji Benjamin Netaniahu poproszony o to przez premiera Ehuda Olmerta. Netaniahu ze swoją fantastyczną znajomością angielskiego jest tym izraelskim politykiem, który jest najlepiej przygotowany lingwistycznie do występów w anglojęzycznych mediach. Nie raz toczył batalie z dziennikarzami BBC, chyba najbardziej antyizraelskiej telewizji w Europie.
Rzecznikiem sił zbrojnych dla mediów anglojęzycznych została urodzona w
USA mjr Avital Leibowitz. Spokojnym i opanowanym głosem wyjaśnia kolejne posunięcia armii i powody, dla których został zbombardowany np. meczet w Beit Lahiya. Robi to w telewizji i w YouTube.
Izraelska elita polityczna mówiąca jednym głosem jest dobrze słyszalna w mediach arabskojęzycznych - pierwszy raz w historii Izraelczycy na tak ogromną skalę dotarli do widzów od Maroka po Indonezję.
Jako pierwsza wywiadu katarskiej telewizji al Dżazira udzieliła min. Livni. Zaraz potem pokazał się tam jej zastępca, druzyjski polityk Majalii Whbee mówiący po arabsku z nieprawdopodobną swobodą.
Premier Olmert w telewizji al Arabija zwracał się bezpośrednio do mieszkańców Gazy. Minister bezpieczeństwa publicznego Avi Dichter był m.in. w egipskiej Nile TV.
Jeden z rzeczników MSZ w ciągu dwóch pierwszych dni konfliktu udzielił po arabsku 25 wywiadów, w tym dla arabskojęzycznej telewizji rosyjskiej Russia al Yom.
Wielkim zaskoczeniem także w Izraelu okazał się występ w al Dżazirze jednego z rzeczników armii, kapitana Avichaia Adaraia. Jest on pierwszym w historii arabskich mediów przedstawicielem armii Izraela, który pojawił się w nich na żywo. Wypluwając słowa w tempie wystrzałów z karabinu maszynowego, z charakterystyczną dla ludności arabskiej gestykulacją i pokrzykując od czasu do czasu, jak to robią Arabowie, Avichai przejął pełną kontrolę nad "przesłuchującym" go dziennikarzem. Po kilku sekundach to on zaczął zadawać pytania. Rozwścieczony pytaniem, czy armia Izraela chce zamienić Gazę w krematorium, kpt Avichai oskarżył al Dżazirę o stronniczość i nieinformowanie widzów o ostrzale miast izraelskich i cierpieniach ludności cywilnej w swoim państwie. (Al Dżazira ma w Izraelu kilka akredytacji dziennikarskich oraz studio).
W potocznym języku arabskim, rzadko słyszanym w bliskowschodnich mediach, mówił generał Yoav Mordechai, objaśniając cele "Płynnego Ołowiu".
Ten przekaz docierający wprost do arabskich domów miał przekonać Arabów, że operacja w Strefie Gazy jest wymierzona przeciwko Hamasowi, a nie cywilom. I że to Hamas za to wszystko odpowiada. Ale Izraelczycy chyba osiągnęli coś więcej. Mówiąc po arabsku, używając gestów spotykanych na ulicach Marrakeszu czy Rijadu i prezentując symbole państwa żydowskiego (mundury, politycy na tle flag izraelskich), zaznaczyli jak nigdy przedtem swą obecność w tej części świata. Pokazali, że Izrael jest częścią Bliskiego Wschodu, parterem, z którym można i należy rozmawiać.
Totalna komunikacjaPamiętając o błędach w informowaniu o celach politycznych i wojennych popełnionych podczas wojny w Libanie w 2006 roku, Izraelczycy przygotowali nową strategię komunikacji nazwaną "Real Time - Total Communications" (totalna komunikacja w czasie realnym).
Zgodnie z nią ograniczyli wystąpienia dowódców na codziennych konferencjach prasowych, dostarczając w zamian w czasie rzeczywistym informacji o akcjach.
Już w zeszły poniedziałek (48 godzin od rozpoczęcia nalotów) na YouTube (
www.youtube.com/idfnadesk) uruchomiono stronę z filmami pokazującymi działania lotnictwa i piechoty. Można dzięki nim analizować akcje i - co może nawet ważniejsze - wpisują się one w przyjętą strategię komunikacji: Walczymy z Hamasem, a nie z cywilami. Atakujemy cele militarne, a nie ludzi. Obarczamy całą winą za cierpienia cywilów terrorystów z Hamasu.
Oprócz korzystania z YouTube armia wysyła co kilka godzin raporty informujące o działaniach do 50 kluczowych blogów w USA opisujących sytuację na Bliskim Wschodzie.
W zeszły wtorek na popularnym w USA portalu społecznościowym Twitter pracowniicy konsulatu Izraela w Nowym Jorku odpowiadali w czasie rzeczywistym na pytania dotyczące Gazy.
A największe sieci telefonii komórkowej 3G w Izraelu udostępniają abonentom specjalne serwisy z pola walk - materiały filmowe, zdjęcia oraz najnowsze informacje. Armia zapowiedziała otwarcie kanału typu wideo na żądanie w sieci kablowej HOT, który pozwoli na oglądanie działań żołnierzy.
Totalna komunikacja objęła też cywili w Gazie. Oprócz zrzucania tysięcy ulotek wzywających do opuszczenia budynków, gdzie są składy broni, wojsko rozsyła podobnej treści SMS-y po arabsku.
W wojnie totalnej komunikacji uczestniczą również izraelskie media. Prywatna stacja telewizyjna Channel 10 regularnie łączy się na żywo z prowizorycznym studiem w Strefie Gazy, urządzając debaty Izraelczyków i Palestyńczyków. Moderator łączy się na przykład z reporterem nadającym relację z izraelskiego miasta Beer Szewa. Nagle odzywają się syreny alarmowe i dziennikarz ucieka do schronu, by uniknąć ostrzału Hamasu. Za chwilę moderator zarządza powrót kamery do studia i zaczyna się kłótnia pomiędzy izraelskim lekarzem i palestyńskim dyrektorem szpitala, który jest w studiu w Gazie. Nagle i tam słychać odgłosy wybuchów, więc palestyński rozmówca ucieka sprzed kamery. W tym momencie prowadzący zapowiada przerwę reklamową.
Autor jest specjalistą ds. komunikacji. Mieszka w Izraelu, zajmuje się usługami PR.