http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Skąd się wzięła Strefa Gazy

Marta Kazimierczyk
2009-01-05, ostatnia aktualizacja 2009-01-04 18:11

Zamieszkana przez 1,5 mln Palestyńczyków Strefa Gazy to maleńki skrawek lądu, którego historią można by obdzielić kilka całkiem dużych państw

Ostrzał strefy Gazy
Fot. Tara Todras-Whitehill AP
Ostrzał strefy Gazy
Arabska Kita Gazza, czyli Strefa Gazy, to odcięte od świata, zamieszkane przez 1,5 mln Palestyńczyków 400 km kw. śródziemnomorskiego wybrzeża przy granicy z Egiptem.

Do pierwszej wojny światowej późniejsza enklawa należała tak jak reszta Palestyny do Imperium Osmańskiego. Przy powojennym podziale Bliskiego Wschodu przez zwycięskie mocarstwa wraz z resztą ziem palestyńskich dostała się Brytyjczykom.

Palestyński mandat okazał się kłopotliwym łupem wojennym - w latach 30. i 40. stało się jasne, że Londyn nie zdoła powstrzymać napływu żydowskich osadników, a żydowskie i arabskie akcje terrorystyczne wymierzone w brytyjskich żołnierzy będą coraz częstsze. W 1947 r. Brytyjczycy oddali Palestynę ONZ.

Zgodnie z rezolucją ONZ nr 1947 o podziale Palestyny między Żydów i Arabów obszar dzisiejszej Strefy Gazy wraz Zachodnim Brzegiem i wschodnią Jerozolimą miał wejść w skład nowego państwa arabskiego. Precyzyjne plany mocarstw pokrzyżowała pierwsza wojna arabsko-izraelska, która wybuchła natychmiast po utworzeniu Izraela w roku 1948 r., czyli "Roku Wielkiej Katastrofy", jak mówią Arabowie.

Po tamtej wojnie Strefa trafiła w ręce Egiptu, którego wojskowy zarząd trwał aż do 1967 r., a Zachodni Brzeg stał się częścią Jordanii. Arabowie, którzy powtarzają jak mantrę, że winę za konflikt w Palestynie ponosi Izrael, często nie chcą pamiętać, że państwa arabskie ochoczo przy każdej okazji wyciągały rękę po kawałek palestyńskiego tortu.

Najbardziej ponura część historii Strefy Gazy zaczęła się w 1967 r., kiedy po wojnie sześciodniowej Izrael rozbił armie Egiptu, Jordanii i Syrii. Tej porażki Arabowie nigdy nie zapomnieli. Do dziś karmią się nią wszelkiej maści arabskie fundamentalizmy, dla których jest ona karą, która spada na muzułmanów porzucających pierwotną fundamentalną wiarę i wynoszą do władzy grzeszne świeckie reżimy.

Tamta wojna, choć zwycięska dla Izraela, sprowadziła nań problem, z którym nie potrafi sobie poradzić do dziś. Wtedy to zaczęła się okupacja Strefy Gazy i zamieszkanego przez 2,3 mln ludzi Zachodniego Brzegu Jordanu (żydowskiej Judei i Samarii). Od tej pory to właśnie tu osiedlano Palestyńczyków wyrzucanych z pozostałych terenów zajętych przez Izrael, a w latach 80. zaczęła się regularna izraelska kolonizacja.

Na mocy palestyńsko-izraelskich porozumień z Oslo z 1993 r. formalnie zakończyła się izraelska okupacja. Faktycznie w Strefie Gazy trwała ona do sierpnia 2005 r., kiedy Izrael ewakuował wszystkie żydowskie osiedla.

W styczniu 2006 r. Zachód z niedowierzaniem przecierał oczy, patrząc na wynik wyborów do parlamentu Autonomii Palestyńskiej. Okazało się, że większość chce, żeby rządził radykalny Hamas, który finansuje szkoły, meczety i szpitale, a nie skorumpowany i nieudolny Fatah prezydenta Mahmuda Abbasa.

Półtora roku później hamasowcy, którym Fatah nie chciał ustąpić władzy, w pełni przejęli rządy w Strefie przepędzając policję i wojsko wierne prezydentowi. Odtąd dla Izraela Gaza to "wrogie terytorium" rządzone przez ludzi, których głównym celem programowym jest zniszczenie państwa żydowskiego.

To dlatego dzisiaj mieszkańcy Gazy, jak sami często powtarzają, żyją jak w więzieniu. Izrael kontroluje granice, zamykając je na długie tygodnie i dopuszczając tylko pomoc humanitarną, wodę i prąd. Dotacje finansowe, które wcześniej płynęły do Strefy obfitym strumieniem z UE i USA zostały wstrzymane, bo Zachód uznaje Hamas za organizację terrorystyczną.

Sytuacji mieszkańców Gazy nie poprawia Kair, który nie otwiera przejścia granicznego ze Strefą w Rafah, bojąc się jak ognia większego przenikania do Egiptu wpływów Hamasu.

Egipski rząd prezydenta Hosniego Mubaraka sam ma wystarczającą bolączkę w postaci z roku na rok rosnącego w siłę islamskiego Bractwa Muzułmańskiego, a jak mówią egipscy politycy - Hamas to "Bracia Muzułmanie na sterydach".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':