Tuż po rozpoczęciu nowego roku przypadkiem miałem nieprzyjemność oglądać Program 1 TVP. Nadawano tam szopkę noworoczną. Pod koniec tego strasznego spektaklu dobiegły mnie dźwięki jakby znajome. Znajome były i owszem, bo własne. Sprawcy wykorzystali muzykę z piosenki mojego autorstwa "Gdy nie ma dzieci", wyrzucając tekst oryginalny, a w to miejsce instalując jakiegoś lirycznego potworka. Pomijając poziom artystyczny czy wymowę ideową, taki ruch wymaga zgody autora i kompozytora piosenki, ponieważ jest ona utworem tzw. łącznym - jej urok, sens i wartość to muzyka i słowa stanowiące nierozerwalną całość. Niestety, nikt o taką zgodę nie raczył mnie ani kompozytora zapytać. Nie miałem więc nawet okazji do odpowiedzi odmownej. Co więcej, nazwisko kompozytora nie zostało wymienione w ogóle, bo nie jest nim żaden Kazik czy inne coś pod nazwą "Kult", a takie nazwy zauważyłem w napisach końcowych.
Już słyszę argument, że tradycja szopki będącej swego rodzaju parodią nie niesie obowiązku stawiania takich pytań. Myślę, że jest to zła tradycja, za którą prawo przez wiele lat nie nadążało, ale w końcu nadążyć zdołało. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych jest w tej kwestii precyzyjna. Zwłaszcza że mówimy o widowisku nadawanym parę razy, w porze ogromnej oglądalności, w głównym kanale publicznym, a nie o przedstawieniu dokonanym na miarę środków przez entuzjastów w - dajmy na to - Kołbieli.
Piosenka "Gdy nie ma dzieci":
Nie wiem, jak inni niepytani o zgodę - bo tych piosenek naprawdę sporo było - ale umieszczenie piosenki, której jestem autorem w czymś takim, co miałem nieszczęście zobaczyć w środową noc, załamało mnie i obraziło właściwie. Brak zaś elementarnych zasad grzeczności, by zapytać, czy tego chcę, to już doprawdy gruba niestosowność.