http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Homoseksualizm to też norma

Maciej Zaremba*
2009-01-03, ostatnia aktualizacja 2009-01-02 15:14

"Wczoraj wyskoczyliśmy za miasto" to zdanie heteronormatywne. Powinieneś powiedzieć: "Wczoraj wyskoczyliśmy za miasto, ja i mój partner - który jest kobietą"


Fot. DENIS FARRELL AP MACIEJ
ZAREMBA
(ur. 1951)
- pracuje
w największym
szwedzkim
dzienniku
MACIEJ ZAREMBA (ur. 1951) - pracuje w największym szwedzkim dzienniku...
Polityczna poprawność po szwedzku - część II

Zobacz część I



Johan Nilsson mówi, że poczuł do mnie zaufanie, kiedy przeliterowałem swoje nazwisko.

- Użyłeś imienia żeńskiego, powiedziałeś "Ewa"!

- Naprawdę? "Zet, Adam, Rickard, Ewa..." Faktycznie.

- Eklund w życiu nie powiedziałby "Ewa" - mówi Nilsson. Wykładowca Lars Eklund jest "nosicielem postaw patriarchalnych".

Jak to się przejawia?

- Trudno opisać - ale Nilsson czuł to od początku. Aż w styczniu 2005 wspólnie z dwojgiem studentów zaskarżył Eklunda. Anonimowo. Akt oskarżenia dali do podpisania Studenckiemu Związkowi Gejów i Lesbijek nazywanemu potocznie Studentami-Gejami. Nie, Nilsson nie poczuł się dotknięty wypowiedziami Eklunda. Dla niego była to „kwestia polityki płci”. Wykładowca nie może kręcić nosem na teorię queer. Teoria queer rządzi!

Dwa lata później wyszło na jego. Sztokholmska WSP, gdzie wykłada Eklund, wypłaciła po 30 tysięcy koron (ok. 10 tysięcy złotych) Nilssonowi i tamtym dwojgu, ponieważ uczelnia miała jakoby „postąpić uwłaczająco”. O ile dobrze rozumiem, była to historyczna ugoda, która pozostawiła trwałe ślady na uczelni. Po raz pierwszy student uzyskał zadośćuczynienie za... no właśnie, za co? Trudno powiedzieć. Może za stwierdzenie „to nie było ładnie”, które Nilsson usłyszał od kolegi z roku? Te cztery słowa (i wiele innych spraw) zaskarżył jako łamanie ustawy o równym traktowaniu. (Więcej na ten temat w następnej części cyklu).

Pewnie, że niefajnie jest, kiedy inni myślą inaczej niż my. Ale czy jest to obraźliwa dyskryminacja? Czy upoważnia do odszkodowania? Takie można odnieść wrażenie, czytając, na czym opiera się ugoda.

- Będziesz pisał o tym reportaż? - pyta Ingrid Carlgren. - Powinieneś napisać dramat.

Jako rektor 18 grudnia 2006 roku podpisała ugodę. Teraz, widząc konsekwencje, nie jest przekonana, że była to słuszna decyzja.

Jednak Johan Nilsson jest pewien swego, choć nie czuje się usatysfakcjonowany, bo zaskarżony wykładowca dalej naucza.

- Eklund musi odejść - mówi Nilsson. Jego poglądy i pedagogika są szkodliwe dla studentów. Nie musi jednak tracić pracy.

- Zawsze potrzeba kogoś do opróżniania śmietników - śmieje się Nilsson.

Lars Eklund nie został zwolniony. Ale obecnie unika rozmów z pewnymi kategoriami studentów, jeśli nie ma świadków.

- Już nie jest tym samym otwartym człowiekiem - opowiada jego kolega.

Również uczelnia się zmieniła. Zdarza się, że studenci zgłaszają dyskryminację, kiedy wykładowca powie „moja droga”, gdy wypsnie mu się, że kobiety w Iranie są „uciśnione” albo ma uwagi do ortografii. (O czym była mowa w poprzednim reportażu).

- Zapanowała atmosfera nagonki - mówi jeden z czołowych pedagogów. - Wykładowcy uważają, żeby nie powiedzieć czegoś, czym dałoby się podeprzeć skargę. Nauczanie się dostosowało: stało się nijakie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 24 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':