Były ambasador Gruzji w ONZ i jeden z najpopularniejszych polityków kraju przeszedł oficjalnie do obozu opozycji i zarzucił prezydentowi Micheilowi Saakaszwilemu autokratyczne zapędy i winę za sierpniową przegraną wojnę z Rosją.
35-letni Irakli Alasania uważany jest w Gruzji za jednego z najbardziej lubianych i szanowanych polityków. Od dawna wymieniało się go też wśród potencjalnych następców Saakaszwilego. Do jesieni Alasania uchodził za zwolennika prezydenta. Był jego doradcą ds. polityki zagranicznej, specjalnym przedstawicielem do rozmów ze zbuntowanymi prowincjami Południową Osetią i Abchazją, a od dwóch lat - ambasadorem Gruzji w ONZ.
Po sierpniowej przegranej wojnie z Rosją w Południowej Osetii Alasania podał się do dymisji. Według innych źródeł - został odwołany ze stanowiska za krytyczne uwagi, jakich się dopuszczał pod adresem prezydenta.
W czwartek w Tbilisi Alasania oficjalnie ogłosił, że przechodzi do obozu opozycji, rozpoczyna rozmowy z opozycyjnymi partiami i popiera ich żądanie przedterminowych wyborów parlamentarnych i prezydenckich w Gruzji (wg kalendarza powinny się odbyć dopiero w 2013 r.). Alasania zarzucił Saakaszwilemu dyktatorskie skłonności i nieodpowiedzialność, które sprawiły, że dał się wciągnąć Rosji w wojnę.
Alasania jest kolejnym gruzińskim przywódcą, niedawnym zwolennikiem Saakaszwilego, który przeszedł do obozu opozycji. Dezercje zaczęły się jesienią zeszłego roku, gdy przeciwko prezydentowi wystąpił b. minister obrony Irakli Okruaszwili. Po przegranej sierpniowej wojnie do opozycji przeszli m.in. była przewodnicząca parlamentu Nino Burdżanadze oraz były ambasador w Rosji, bogacz i dawny właściciel prywatnej telewizji Rustawi 2 Erosi Kicmariszwili.