W czwartek w czeczeńskiej stolicy Groznym kilkaset osób zebrało się, by zaprotestować przeciwko tej decyzji. Zbrodnia Budanowa, najgłośniejsza z popełnionych na czeczeńskiej wojnie, stała się symbolem stosunku Rosji do Kaukazu.
W marcu 2000 r., na początku ostatniej z rosyjsko-czeczeńskich wojen, pijany Budanow wyprawił się wozem pancernym do wioski Tangi-czu, z której wywiózł 18-letnią Hedę Kungajewą.
Dziewczyna już wcześniej wpadła mu w oko. Fatalnej nocy zabrał Hedę z rodzinnego domu, twierdząc, że wiezie ją na przesłuchanie. W wojskowej bazie Budanow zgwałcił i udusił 18-latkę.
Po trwającym prawie trzy lata procesie w lipcu 2003 r. Budanow został skazany na dziesięć lat więzienia. Do wyroku zaliczono mu czas aresztu. Do końca utrzymywał, że dziewczyna była współpracowniczką partyzantów, a nawet snajperką, i że zabił ją podczas przesłuchania przypadkiem, w afekcie. Jego adwokaci próbowali bronić go, twierdząc, że był niepoczytalny.
Dla Czeczenów Budanow stał się symbolem rosyjskiej arogancji i zbrodni, dla rosyjskich nacjonalistów - bohaterem i kozłem ofiarnym.
Budanow już cztery razy występował o przedterminowe zwolnienie z więzienia. Kiedy w 2004 r. pojawiły się plotki, że obejmie go amnestia, w Groznym wybuchły uliczne zamieszki.
W środę sąd w Dimitrowogradzie podjął decyzję, że po odsiedzeniu ośmiu i pół roku z dziesięciu zasądzonych lat Budanow zostanie w styczniu wypuszczony na wolność. Czeczeni, których republika jest częścią Federacji Rosyjskiej, zapowiadają, że napiszą list do prezydenta Dmitrija Miedwiediewa i premiera Władimira Putina, by zakazali wypuszczania zabójcy-gwałciciela z więzienia.
- To nie jest nawet sprawa Budanowa, ale tego, jak rosyjska sprawiedliwość stosowana jest wobec mieszkańców Czeczenii - mówi czeczeński rzecznik praw człowieka Nurdi Nuchażijew.
Źródło: Gazeta Wyborcza