Budanow, dowódca wielce zasłużonego w czasie drugiej czeczeńskiej 160. pułku czołgów w marcu 2000 r. uprowadził do obozu swojej jednostki Elzę Kungajwą. Tam zgwałcił i udusił dziewczynę. Został aresztowany. Potem jego los zależał od zmian koniunktury politycznej. Kiedy Kreml zabiegał o sympatię rosyjskich mundurowych, pułkownika uznawano za niepoczytalnego i zdejmowano z niego odpowiedzialność za zbrodnię. Kiedy Moskwa próbowała kokietować Czeczenów, dyspozycyjni psychiatrzy orzekali, że Budanow jest zdrowy i musi odpowiedzieć za swój czyn.
Ostatecznie w sierpniu 2003 r., kiedy Moskwie zależało na umocnieniu marionetkowego rządu Ahmada Kadyrowa w Groznym, Budanow dostał 10 lat.
Teraz, kiedy władze obawiając się niepokojów społecznych wywołanych skutkami kryzysu, zabiegają o lojalność wojskowych i milicji, sąd przyznał Budonowowi prawo do przedterminowego zwolnienia warunkowego na niemal dwa lata przed końcem kary.
Wyjdzie jeszcze pewnie przed Nowym Rokiem, a rosyjscy nacjonaliści powitają go na wolności, jak bohatera.
Wolności przed końcem roku nie odzyska natomiast skazana cztery lata temu na 6,5 roku więzienia za nadużycia Bachmina, na którą w domu czeka dwóch małych synków i która niedawno urodziła córeczkę. Sąd w Mordowii wczoraj nie rozpatrzył wniosku jej prawników o przedterminowe zwolnienie warunkowe, odkładając sprawę na drugą połowę stycznia.
Zdaniem obrońców kobiety szanse na przedterminowe zwolnienie Bachminej są bardzo małe, bo władze nie chcą okazywać żadnego miłosierdzia komukolwiek z byłych pracowników Jukosu.