Poligamia?! W Wielkiej Brytanii?! Takie rzeczy tu się nie zdarzają! - zapewnia mnie starszy pan w księgarni na Edgeware Road, gdzie żyje i handluje wielu londyńskich Arabów. Pan, który przedstawia się jako Muhammad, pochodzi z Libanu, inni mężczyźni w tej arabskiej księgarni mówią do niego "panie profesorze".
Dopóki pan profesor jest w sklepie, nikt nie zaprzecza, ale gdy tylko wychodzi, dwóch sprzedawców daje się wciągnąć w rozmowę. Fajsal sam nie zna nikogo, kto miałby więcej niż jedną żonę, ale słyszał, że to się zdarza, szczególnie wśród bogatych i wpływowych muzułmanów. - Takim ludziom najłatwiej wziąć sobie drugą czy trzecią żonę. Stać ich na to - tłumaczy.
Ahmad taką rodzinę zna osobiście. Mąż to człowiek wysoko postawiony, drugą żonę sprowadził z Iraku.
- Jak to, tak legalnie? - pytam. - Myślisz, że on komuś mówi, że to kandydatka na żonę? - odpowiada Ahmad. - Tacy jak on mają wejścia wśród urzędników, tłumaczą, że to córka przyjaciela, który naraził się władzom i woli, by dziewczyna na jakiś czas wyjechała.
- Ale mój znajomy zrobił inaczej - opowiada dalej. - Ma zaprzyjaźnione biuro tłumaczeń, dali ogłoszenie, że szukają kogoś z arabskim. Firma załatwiła formalności, na papierze dziewczyna pracuje dla nich, ale jej jedyne zajęcie to bycie jego drugą żoną - śmieje się Ahmad.
Sposób na przepisy Nie wiadomo, ile małżeństw poligamicznych żyje w Wielkiej Brytanii, władze wiedzą o kilkunastu tysiącach takich związków. Przeważnie są to ludzie, którzy pobrali się w kraju pochodzenia, gdzie poligamia jest dozwolona. Pozostałe związki poligamiczne nie są rejestrowane. Jednak Mufti Abd al Kadir Barakatullah, jeden z sędziów brytyjskiej Rady Szariackiej, przyznaje, że co miesiąc styka się z kilkunastoma przypadkami poligamii.
Za bigamię w Wielkiej Brytanii można trafić za kratki nawet na siedem lat. Muzułmańscy imigranci mają jednak sposoby na obejście prawa. Najczęstszym jest legalny ślub cywilny z pierwszą żoną i drugi ślub religijny zawarty w meczecie z inną kobietą.
Inny sposób to oficjalny rozwód z pierwszą żoną, która nie przestaje mieszkać z mężem, wyjazd do kraju pochodzenia i powrót z nową wybranką.
Takie kombinowanie najbardziej uderza w kolejne żony, które zgodnie z brytyjskim prawem nigdy nie były mężatkami, więc w przypadku choroby lub śmierci męża nie należą im się zasiłki, spadek, a nawet prawo do wychowywania dzieci, jeśli te pochodzą od innej matki. Takie kobiety nie mogą też się rozwieść, bo teoretycznie nigdy nie wyszły za mąż.
Islam pozwala mężczyźnie mieć cztery żony, o ile zapewni im równe traktowanie pod każdym względem, także finansowym, i ma wyraźny powód. Np. gdy pierwsza żona jest bezpłodna
Właśnie takie problemy drugich żon władze próbowały rozwiązać kilka lat temu. Mimo zakazu bigamii rząd zaczął wówczas wypłacać pewnemu mężczyźnie comiesięczny dodatek w wysokości 33,6 funta na każdą z żon. Poligamiczne rodziny dostały też dodatkowe pieniądze na opłacenie większego
mieszkania.
Próba wsparcia takich rodzin nie oznacza ich legalizacji - twierdzi rząd - bo po rozwodzie z woli mężczyzny albo po jego śmierci kolejne żony nadal nie mają finansowego zabezpieczenia.
W zeszłym roku sprawa trafiła do mediów. Wybuchła wielka awantura, bo wielu komentatorów uważało, że rząd za pieniądze podatników promuje poligamię.
Noszaba Husajn z muzułmańskiego parlamentu Wielkiej Brytanii, jednej z najważniejszych instytucji muzułmańskich na Wyspach, przyznaje, że zna wiele szczęśliwych rodzin poligamicznych. - To dobre związki, ci ludzie chcieliby je zalegalizować i być chronieni przez prawo. Przecież taki zakaz narusza zasadę poszanowania życia prywatnego i rodzinnego - twierdzi.
Muzułmański parlament grozi, że jeśli Brytyjczycy nie zalegalizują takich związków, zwróci się o pomoc do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
Inni też pomagają Nie tylko Brytyjczycy mają kłopot z problemem poligamii wśród muzułmańskich imigrantów. W 2004 r. sąd w Ludwigshafen w Niemczech przyznał prawo stałego pobytu drugiej żonie irackiego imigranta. Sąd argumentował, że obydwie żony żyją w Niemczech od lat, a w Iraku grozi im niebezpieczeństwo.
Chociaż sędzia podkreślał, że sprawa nie może stać się precedensem, w Niemczech coraz częściej słychać głosy, że takie związki trzeba dla dobra kobiet usankcjonować.