Pod koniec października 11-letni Islam Amr Badr przyszedł do swojej szkoły na przedmieściach Aleksandrii bez zadania domowego z matematyki. 23-letni nauczyciel Abd al Hamid najpierw zbił go linijką po rękach, jak inne dzieci, które nie odrobiły zadania, a kiedy chłopiec cofnął ręce, kilka razy kopnął go w brzuch. Islam zemdlał, a po przewiezieniu do szpitala zmarł.
W procesie nauczyciela, który dzisiaj ruszył przed sądem w Aleksandrii, zeznawały dzieci z klasy Islama. To one opowiedziały, jak i za co chłopiec został pobity. Sąd przesłuchał też lekarzy - według nich Islam miał dwa złamane żebra i poważne uszkodzenia żołądka, które spowodowały spadek ciśnienia krwi i zawał.
- Jeden z nauczycieli zadzwonił do mnie i powiedział, że mój syn jest chory - opowiada ojciec chłopca Amr Badr Ibrahim. - Kiedy przyjechałem na miejsce, w szpitalu było pełno nauczycieli, wszyscy mówili, że nie wiedzą, co się stało, bo nikt nawet nie tknął mojego syna.
Według ojca nauczyciel nie jest jedynym winnym śmierci chłopca. - Problemem jest cały fatalny system, pierwszym oskarżonym powinien być minister edukacji! - przekonywał miejscowych dziennikarzy. - Pytam prezydenta Mubaraka: co by było, gdyby to przydarzyło się jednemu z jego wnuków?
Na razie minister edukacji Jusri al Gama, który miał wczoraj zeznawać w charakterze świadka, nie zamierza podawać się do dymisji. Jednak tuż po śmierci chłopca znany dziennikarz Mahmud Saad, który w drugim kanale egipskiej telewizji prowadzi program "El Bejt Bejtak" ("Nasz dom jest twoim domem"), wezwał go do ustąpienia. - Na co pan czeka? - pytał premiera Ahmada Nazifa. - Zwolnienie ministra to jedyna właściwa reakcja na ten kryzys.
Odwołania ministra domaga się też organizacja pozarządowa Prawo do Edukacji. - Chcemy też podjęcia przez rząd zdecydowanych kroków przeciwko rozkładowi systemu edukacji pod jego rządami - napisali w specjalnym oświadczeniu.
Na razie minister obiecał rodzicom Islama odszkodowanie i potępił "zjawisko przemocy w szkołach". - Wzywam dyrektorów szkół do wyeliminowania go, a rodziny do dobrego wychowywania dzieci - mówił po śmierci chłopca w trakcie wizyty w jednej ze szkół. Na pogrzebie nie zjawił się nikt z ministerstwa.
Śmierć chłopca wywołała prawdziwą burzę w kraju, gdzie podobnie jak w innych krajach arabskich bicie dzieci w szkołach jest na porządku dziennym, a młodzi, niedoświadczeni i fatalnie opłacani nauczyciele muszą często zapanować nad klasami, w których jest 60, a nawet setka dzieci.
Teoretycznie kary cielesne są w Egipcie zakazane od 1998 r. Jednak badanie przeprowadzone przez Amerykański
Uniwersytet w Kairze (AUC) w 2006 r. pokazało, że 95 proc. chłopców i 89 proc. dziewczynek jest nadal bitych w szkołach.
Według Saida Sadika, socjologa z AUC, w Egipcie istnieje ogromne przyzwolenie społeczne na bicie dzieci i w szkołach, i w domach. - Nauczyciele i rodzice uważają po prostu, że tak trzeba. Dlatego potrzebna jest zmiana całej mentalności, a to potrwa bardzo długo.