http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Papieska litania zakazów

Marco Politi*
2008-12-23, ostatnia aktualizacja 2008-12-26 13:23

W trzecim roku pontyfikatu Joseph Ratzinger pokazuje obraz Kościoła okopującego się na pozycjach obrony wartości; obraz, który nie przemawia do uczuć zwyczajnych ludzi. Jakby dla Benedykta XVI doktryna znaczyła więcej niż więź z wiernymi


Fot. PIER PAOLO CITO AP
SERWISY
L'Osservatore Romano odpiera zarzuty wobec Benedykta XVI

Jesień papieża Ratzingera upływa pod znakiem litanii "nie". Kiedy prezydent Sarkozy w imieniu krajów Unii Europejskiej wychodzi z propozycją rezolucji ONZ o powszechnej depenalizacji homoseksualizmu, Watykan się sprzeciwia. 24 godziny później Stolica Apostolska ogłasza także odmowę podpisania konwencji Narodów Zjednoczonych o prawach osób niepełnosprawnych, ponieważ w dokumencie znajduje się paragraf mówiący o "zdrowiu reprodukcyjnym", czyli o legalnej i gwarantowanej aborcji. Niedawno została opublikowana nowa instrukcja Świętego Oficjum, również pełna sprzeciwów. Żadnych badań nad komórkami macierzystymi zarodków, żadnego zapłodnienia in vitro, żadnego użytkowania zamrożonych zarodków, żadnej selekcji zarodków umieszczanych w macicy kobiety, nawet jeśli ryzykuje się przyjście na świat ciężko chorego i skazanego na śmierć dziecka. Nie, nie, nie.





Tragedia młodej matki

Z Pałacu Apostolskiego nadejdzie potem, naturalnie, wyjaśnienie, że Watykan nie staje po stronie 91 państw, w których homoseksualizm jest uznawany za przestępstwo (karane więzieniem, chłostą lub śmiercią). „Należy wyraźnie powtórzyć - oświadcza Radio Watykańskie - że Kościół popiera depenalizację homoseksualizmu, jednakże opowiada się przeciwko planom zrównania wszelkich orientacji seksualnych”. Symptomatyczne, że na okoliczność publikacji dokumentu Dignitas Personae najeżonego zakazami dotyczącymi zapłodnienia i badań naukowych na embrionach rzecznik Watykanu ojciec Lombardi poczuł potrzebę rozpowszechnienia następującej deklaracji: „Nowy dokument poświęcony bioetyce może sprawiać wrażenie przy pierwszej powierzchownej lekturze, że jest zbiorem zakazów ”. I właśnie tak odbiera go opinia publiczna.

Valeria, młoda matka, która patrzyła na śmierć swojego dziecka chorego na rdzeniowy zanik mięśni (SMA) pierwszego stopnia, nie wie, jak ma się odnieść do tekstu, który zabrania badań przed implantacją zarodka, napiętnowanych jako praktyka "eugeniczna". Valeria, katoliczka, może tylko powiedzieć, że jej dziecko urodziło się wiosną z narastającym, nieuleczalnym problemem z przełykaniem, a pewnej grudniowej niedzieli matka i ojciec zobaczyli, jak staje się "czarne, czarne Jeszcze przez chwilę jego serce biło, potem się zatrzymało". Ten, kto twierdzi, że zlepek komórek żyje tak samo jak narodzona istota, mówi Valeria, "powinien znaleźć się na wprost dziecka, które umiera na jego oczach, a obok mieć naczynie do hodowli zarodków z embrionami w środku. I może wtedy zacząłby zadawać sobie pytanie, czy prawo do życia nie oznacza także prawa do nienarodzenia się dla osób, którym pisana jest jedynie śmierć".

Co się kryje w papieskiej szufladzie

Trzy lata pontyfikatu Josepha Ratzingera przynoszą opinii publicznej obraz Kościoła i papieża twardo okopanych na swoich pozycjach. Nie takie jednak są intencje Benedykta XVI. - Misja, którą sobie wyznaczył - mówi osoba z jego otoczenia - to "ochrona czystości wiary i głoszenie, że chrześcijaństwo jest radością". O tym drugim zamierzeniu jednak się nie słyszy. Przesłania je kwestia obrony wartości, a ona nie przemawia do uczuć zwyczajnych ludzi.

Benedykt XVI wydaje się nie dostrzegać wartości posoborowego zwrotu ku człowiekowi. Bliźni w liturgii to dla niego jakby przeszkoda, rozproszenie na modlitwie - Tadeusz Bartoś: ''Kościół przedsoborowy powraca''



Niesłuszne jest porównywanie Benedykta XVI z Piusem XII. Papież Pacelli, choć w ramach wizji Kościoła osądzającego i roszczącego sobie pretensje do wszechwiedzy, był modernizatorem. Wystarczy przypomnieć jego przemówienie do położnych, w którym Kościół katolicki wyrażał zgodę na znieczulenie podczas porodu, albo pierwsze pozwolenia na odprawianie liturgii w językach narodowych we Francji i w Niemczech. Pontyfikat Ratzingera nie przynosi przemian. Od lat w szufladzie papieskiej spoczywa reforma stwierdzenia nieważności małżeństw kościelnych oddająca ową procedurę w ręce biskupów i rozwiązująca problem milionów rozwiedzionych katolików, którzy weszli w nowy związek małżeński i nie mogą przyjmować eucharystii. Na synodzie nie odnotowano żadnej znaczącej zmiany kursu co do realnego uczestnictwa światowych episkopatów w zarządzaniu Kościołem. A w obliczu ogromnego kryzysu powołań papież nie decyduje się stawić czoła zagadnieniu viri probati, ordynacji kapłańskiej żonatych mężczyzn, w dojrzałym wieku i o wzorowej moralności.

Bardziej niż krok naprzód ten pontyfikat przypomina wielką pauzę. Podczas przemówienia w Kaplicy Sykstyńskiej Ratzinger, dopiero co wybrany, ogłosił, że jego "ambicją i naglącym obowiązkiem" jest pracować bez szczędzenia energii na rzecz odbudowy "całkowitej i dostrzegalnej jedności wszystkich wyznawców Chrystusa". Trzy lata później, w Sydney, obwieszcza, że ekumenizm dotarł do "punktu krytycznego" i że droga ku jedności "wciąż jest trudna". Także poruszające gesty, jak wspólna modlitwa z wielkim muftim w Błękitnym Meczecie w Stambule, nie miały kontynuacji. A wręcz kilka tygodni temu przyszło ochłodzenie wraz z listem Benedykta XVI do Marcela Pery, w którym papież wykazuje, iż podziela przekonanie, że "dialog międzyreligijny w ścisłym znaczeniu tego słowa nie jest możliwy" i że jest jedynie miejsce na "dialog międzykulturowy". Ogranicza to drastycznie możliwość budowania więzi pomiędzy żydami, chrześcijanami i muzułmanami wierzącymi w tego samego Boga Abrahama.



Gruntowna reforma mundurów

Jedyne dwie reformy ogłoszone za rządów Ratzingera to przywrócenie łacińskiej mszy przedsoborowej i zmiana mundurów policji watykańskiej: teraz straż z kepi w stylu francuskim znów ma wygląd bardziej militarny. Historyk Giovanni Miccoli mówi, że pontyfikat Ratzingera jest bogaty w deklaracje, ale „ubogi w fakty”. Wynika to nie tyle z linii doktrynalnej (identycznej jak linia Karola Wojtyły), ile z niewystarczającej umiejętności przemawiania do świata i niewystarczającego umocowania w problemach naszej planety, co różni Benedykta XVI od Jana Pawła II. Nie mówiąc już o tym, że wewnątrz Kościoła broni się „minimalistycznej koncepcji Soboru”. Język wielu dokumentów jest surowy i staroświecki. Gianni Geraci, animator gejowskiego portalu katolickiego Gionata [Jonatan - przyp. tłum.], odwołując się do watykańskich polemik dotyczących inicjatywy Sarkozy'ego w ONZ, uważa, że te same treści można było wypowiedzieć tak, aby nie raniły. „Jedna rzecz to - mówi - zachęcenie homoseksualistów do czystości przy jednoczesnym sprzeciwie wobec wszelkich kar przewidzianych przez prawo i prześladowań osób tej orientacji. Zupełnie inną sprawą jest wysunięcie na pierwszy plan stwierdzenia, że nie można zrównać ich z heteroseksualistami. To właśnie jest bolesne”. To tak, jakby wciąż istniała, dodaje Geraci, gorliwa chęć „oczyszczenia” doktryny z interpretacji, które mogłyby ją „skalać”.

Wydaje się, że Benedykt szuka teologicznego kompromisu. I, niestety, mam wrażenie, że jest w tym poszukiwaniu dosyć osamotniony - ks. dr Andrzej Draguła: ''Jedną nogą przed Soborem''



Dwa oblicza Benedykta XVI

Pozostaje odkryć, do jakiego stopnia Ratzinger chce faktycznie nawiązać komunikację z opinią publiczną. We współczesnym społeczeństwie nie należy nigdy tracić z oczu relacji z mediami, niezależnie od linii, jaką się wybiera. Przywódca musi umieć mówić do narodu i robić użytek z prasy. Benedykt XVI trzyma media na dystans. Podczas gdy Wojtyła chętnie posługiwał się środkami masowego przekazu, a podczas swoich podróży samolotem osobiście podchodził do każdego dziennikarza towarzyszącego papieżowi w pielgrzymce, Ratzinger zachowuje dystans, zgadzając się odpowiadać jedynie na pięć uzgodnionych wcześniej pytań. Jeśli spotyka reportera podczas urlopu, jego pierwsze słowa to: "Dziękuję, żadnych pytań".

W ten sposób tworzy się obraz, który opinia publiczna ogląda od dawna. To zdumiewające dla dziennikarza, by po trzech latach pontyfikatu słyszeć od wielu ludzi wciąż to samo pytanie: "Jaki jest właściwie ten papież?". Pytanie, które świadczy o tym, że harmonia jest zaburzona. Profesor Mario Morcellini, znany specjalista w dziedzinie komunikacji, uważa, że Ratzinger rozpoczął swój pontyfikat, właściwie unikając naśladowania poprzednika: "Teraz jednak wydaje się, że z trudnością przychodzi mu rozbijanie komunikacyjnej skorupy i nawiązywanie relacji z masami". Czy jest w tym jakaś strategia? - zastanawia się Morcellini. Czy należy doszukiwać się tu roli mediów?

Dziennikarze z pewnością nie mają nic wspólnego z tym, że w Meksyku pojawiły się breloczki z napisami: "Juan Pablo, nie wiesz, jak nam ciebie brakuje". Zdaniem wielu wierzących, a także niewierzących Ratzinger nie potrafi przebić się przez taflę szkła i do nich trafić. Nie pomaga nawet przywrócenie triumfalistycznych szat liturgicznych z dawnych lat czy krzyż Piusa IX, który zastąpił pastorał z cierpiącym Chrystusem noszony przez Pawła VI i Jana Pawła II.

A jednak niemiecki papież ma dwa oblicza. Kiedy wygłasza kazanie w parafii, gdzie czuje się swobodnie, lub w kręgu osób, których towarzystwo dobrze go usposabia, Benedykt XVI objawia zaskakującą umiejętność angażowania się, a także wielką delikatność. Kardynał Paul Poupard, erudyta, opisuje go jako osobę będącą w stanie przekazywać wiernym z „zadziwiającą łatwością siłę swojej refleksji nad Pismem”. Ci, którzy czytali jego książkę o Jezusie, wiedzą, że Benedykt XVI, komentując Kazanie na Górze, przypowieść o miłosiernym Samarytaninie czy najważniejsze fragmenty Ojcze nasz, potrafi być porywający. Na mszy w intencji chorych w Lourdes we wrześniu ubiegłego roku jego słowa o „uśmiechu Maryi” i o obecności Jezusa, który „wchodzi” w osamotnienie i wielkie cierpienie tych, których dotknęła choroba, głęboko wzruszyły zgromadzonych. W tym sensie jest on wielkim kaznodzieją, a nie tylko znaczącym teologiem.

Mimo to od szerokiej publiczności, tłumu zaludniającego naszą planetę, w którym mieszają się bez różnicy wierzący i wierzący inaczej, dzieli go przepaść. Osłabło także zainteresowanie, jakie w pierwszym roku pontyfikatu przyciągnęło na uroczystości i audiencje papieskie więcej wiernych niż w ostatnich latach pontyfikatu Wojtyły. Podczas gdy w pierwszym roku rządów Ratzingera pielgrzymów było ponad cztery miliony, w drugim roku Prefektura Domu Papieskiego zarejestrowała trzy miliony i trzysta tysięcy. Tymczasem w całym roku 2007 doliczono się dwóch milionów i ośmiuset trzydziestu tysięcy.

przeł. Joanna Wajs



Tekst ukazał się 14 grudnia w dzienniku "La Repubblica". Tytuł i śródtytuły od redakcji "Gazety"



*Marco Politi - watykanista dziennika "La Repubblica". Ostatnio wydał "Papa Wojtyła. Pożegnanie", opowieść o odchodzeniu Jana Pawła II



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 119 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':