Opozycjonista uważa, że za tymi działaniami stoją białoruskie służby specjalne. Władze milczą.
W piątek po południu Finkiewicz wyszedł na ulicę ze swego
mieszkania w Mińsku. Zaraz potem został zaatakowany przez nieznanych sprawców. - Dostałem w twarz, następnie na głowę naciągnięto mi czapkę i bijąc, wepchnięto mnie to mikrobusa - opowiada "Gazecie" Finkiewicz.
Oprawcy wozili go kilka godzin po mieście. Opozycjonista cały czas leżał skrępowany na podłodze samochodu. - Krzyczeli: "Koniec z tobą!". Myślałem, że mnie zabiją. Nic nie mówiłem, tylko się modliłem - mówi Finkiewicz.
Ostatecznie został wywieziony do lasu, około 25 kilometrów od Mińska, i tam go porzucono, zabierając wcześniej telefon komórkowy, klucze od mieszkania i niewielką sumę pieniędzy.
Za raz po powrocie do Mińska Finkiewicz złożył w milicji zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. MSW wszczęło postępowanie karne. Zajście kwalifikowano jako napad rabunkowy. "Gazecie" nie udało się uzyskać oficjalnego komentarza MSW w tej sprawie.
Finkiewicz uważa, że został napadnięty z powodu działalności w opozycji. Jego zdaniem za wszystkim stoją służby specjalne. Podobnego zdania są niezależni eksperci.
- Służby specjalne właśnie tak działają. Celem porwania może być zastraszenie i zmuszenie do rezygnacji z działalności politycznej - tłumaczy nam Gary Paganiajła z Białoruskiego Komitetu Helsińskiego. Los czterech opozycjonistów porwanych w podobny sposób w przeszłości nadal pozostaje nieznany.
Finkiewicz organizował ostatnio liczne pikiety i protesty, między innymi w obronie niedawno zwolnionego ostatniego więźnia politycznego Białorusi Aleksandra Barazienki. Opozycyjny publicysta Gienadź Barbarycz z tygodnika "Biełarusy i Rynok" uważa, że właśnie to mogło się stać przyczyną brutalnego ataku.
- Finkiewicz jest jednym z liderów opozycyjnej młodzieży, jest aktywny, zwłaszcza w organizacji protestów ulicznych, a w warunkach narastającego kryzysu gospodarczego władze tego boją się najbardziej - powiedział Gazecie Barbaricz.
23-letni Artur Finkiewicz szefuje opozycyjnej organizacji Młoda
Białoruś. W 2006 roku został aresztowany za malowanie graffiti "Chcemy nowego" (hasło kampanii antyłukaszenkowskiej). Został skazany na dwa lata ograniczenia wolności i przebywał w otwartym zakładzie karnym. Z więzienia wyszedł w lutym 2008 roku w wyniku presji Unii Europejskiej na reżim Łukaszenki.