http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Ludobójstwo w Rwandzie osądzone

Wojciech Jagielski
2008-12-19, ostatnia aktualizacja 2008-12-18 17:38

Czaszki ludzi, którzy zostali zamordowani w kościele katolickim w Nyamata w Ruandzie
Czaszki ludzi, którzy zostali zamordowani w kościele katolickim w Nyamata w Ruandzie
Fot. BRENNAN LINSLEY AP

Po raz pierwszy międzynarodowy trybunał ONZ skazał wczoraj organizatorów i przywódców rzezi w Ruandzie w 1994 r. Rządzący wtedy krajem płk Theoneste Bagosora i dwaj jego kompani dostali dożywocie za ludobójstwo blisko miliona osób

Skazani nie przyznali się do winy. Zaprzeczyli, by w Ruandzie w ogóle doszło do ludobójstwa, i zapowiedzieli apelację.

Utworzony jeszcze w 1994 r. w tanzańskiej Aruszy trybunał za głównego pomysłodowcę i architekta zbrodni uznał 68-letniego dziś emerytowanego pułkownika Theoneste'a Bagosorę. Dożywocie to najwyższy z wyroków, jaki norweski sędzia Erik Moses mógł orzec.

6 kwietnia 1994 r., gdy nad ruandyjską stolicą został zestrzelony samolot z prezydentami Ruandy i Burundi, a tragedia ta stała się początkiem etnicznych pogromów, płk Bagosora był oficjalnie zaledwie dyrektorem gabinetu ministra obrony.

Faktycznie jednak od dawna był "szarą eminencją" rządzących w Kigali nacjonalistów z ludu Hutu. Kiedy więc prezydent Juvenal Habyarimana zginął w katastrofie lotniczej (do dziś nie wyjaśniono, kim byli ludzie, którzy zestrzelili samolot), jeszcze tego samego dnia wieczorem Bagosora wezwał do siebie dowódców wojska i dokonał faktycznego zamachu stanu, przejmując władzę w kraju.

To on i jego ludzie wydawali rozkazy i maczety bojówkarzom Hutu ze zbrojnych milicji "Interahamwe" ("Walczący razem"), którzy natychmiast po śmierci prezydenta rozpoczęli w Kigali, a potem w całym kraju polowanie na Tutsi.

W zaledwie sto dni bojówki Hutu, wspierane przez rządowe wojsko, wymordowały prawie milion Tutsi i tych Hutu, którzy sprzeciwiali się zagładzie (Ruanda liczyła wtedy ok. 8 mln ludności).

Kanadyjski generał Romeo Dallaire, który był wówczas w Ruandzie dowódcą 2,5 tys. wojsk pokojowych ONZ, zeznał podczas procesu Bagosory, że nie miał wątpliwości, iż to właśnie on nie tylko dowodził mordami, ale zawczasu je drobiazgowo przygotował.

Wspominając swoje spotkania z Bagosorą, Kanadyjczyk opowiadał, że wraz z innymi oficerami, którzy przejęli rządy, pułkownik zachowywał zimną krew, choć za oknami jego gabinetu trwały rzezie.

Bagosora odmówił Kanadyjczykowi, gdy ten chciał ewakuować z Kigali dzieci, a także gdy oferował pomoc, by uspokoić ruandyjskich żołnierzy, którzy przyłączyli się do bojówkarzy Hutu i mordowali Tutsi.

Bagosora nienawidził Tutsi z całego serca. I walczył z nimi przez cale życie. Jako młody oficer dowodził oddziałem, który odpierał szturm partyzantów Tutsi atakujących z sąsiedniego Burundi.

Wspierani przez europejskich kolonizatorów z Niemiec, a potem z Belgii Tutsi, choć mniej liczni, panowali nad Hutu jako miejscowa elita.

Odmianę przyniosła dopiero niepodległość w 1962 r. Najpierw, pod koniec lat 50., w wyniku krwawej chłopskiej rewolucji Hutu obalone zostało królestwo Tutsi w Ruandzie, a potem znacznie liczniejsi Hutu przejęli na dobre władzę w kraju.

W sąsiednim Burundi równie nieliczni Tutsi przez długie lata rządzili jako dyktatorzy wojskowi. W obu krajach dochodziło do regularnych pogromów etnicznych.

Aby to zmienić i ostatecznie pogodzić wrogie ludy, ONZ posłała do Ruandy wojska pokojowe i obiecała zorganizować wolne wybory.

W 1993 r., pod naciskiem Narodów Zjednoczonych, rządzący Hutu i przywódcy partyzantów Tutsi podpisali pokój. Bagosora, który uczestniczył w tych rozmowach, nigdy się z tym nie pogodził. Oskarżył szefa rządowej delegacji o zdradę, a sam, trzasnąwszy drzwiami, rzucił na odchodne Tutsi, by "szykowali się na apokalipsę".

Według międzynarodowego trybunału właśnie Bagosora wraz grupą wojskowych, ministrów, najbliższych przyjaciół i krewnych prezydenta Habyarimany zawiązali tajne przymierze "Akazu", którego celem było niedopuszczenie do ugody z Tutsi. Prezydent nie wiedział ponoć o spisku, na którego czele stanęła jego żona Agathe, matka chrzestna najstarszej córki Bagosory.

Przywódcy "Akazu" kierowali propagandową kampanią nienawiści do Tutsi. W wojskowych koszarach potajemnie szkolili bojówki "Interahamwe", kupowali dla nich mundury i maczety.

Na początku pogromów zginął minister spraw zagranicznych Boniface Ngurinzira, którego Bagosora oskarżył o zdradę podczas negocjacji z Tutsi. Pułkownik kazał też zabić premier Agathe Uwilingiyimanę, która opowiadała się za zgodą z Tutsi, oraz dziesięciu oddelegowanych do jej ochrony belgijskich żołnierzy. Śmierć Belgów miała przerazić wojska ONZ i zmusić je do ucieczki.

Tak zresztą się stało i w środku rzezi prawie wszystkie międzynarodowe wojska pokojowe zostały wycofane z Ruandy (te, które zostały, miały zakaz interwencji), a amerykański prezydent Bill Clinton zakazał swoim ministrom nazywania ruandyjskich masakr ludobójstwem.

Zajęci mordami Hutu nie byli w stanie stawić czoła partyzantom Tutsi, którzy ze swoich kryjówek w Ugandzie ruszyli na odsiecz rodakom i w lipcu 1994 r. przejęli władzę w Kigali. W obawie przed zemstą dwa miliony Hutu uciekło do Konga.

Uciekł także Bagosora, który zaszył się aż w Kamerunie. Ścigany listami gończymi został tam w 1996 r. aresztowany i odesłany do Aruszy.

W czwartek razem z nim na dożywocie skazani zostali mjr Alloys Ntabakuze, były dowódca batalionu komandosów z lotniska w Kigali, oraz Anatole Nsengiyuvuma, były dowódca jednego z okręgów wojskowych. Trzech innych oskarżonych zostało oczyszczonych z zarzutów.

To jeden z ostatnich wyroków trybunału, który - jeśli ONZ nie postanowi inaczej - w tym roku ma zakończyć procesy, a do 2010 r. także rozprawy apelacyjne. W ciągu dziesięciu lat trybunał wydał zaledwie ok. 40 wyroków, w tym sześć uniewinniających. Krytycy trybunału, wytykający mu ślamazarność, zastanawiają się, w jaki sposób uda mu się zakończyć ponad 20 toczących się jeszcze procesów. Szesnaście osób ściganych przez trybunał listami gończymi wciąż pozostaje na wolności.

Do najsurowszych krytyków trybunału należy sama Ruanda (choć wczoraj pochwaliła wyrok na Bagosorę i jego kompanów), która twierdzi, że zamiast trwonić pieniądze i czas na sąd w Aruszy, winnych ludobójstwa lepiej było osądzić w Kigali.

Ruandyjskie władze nie chcą, by ONZ przedłużała żywot trybunału, chcą za to wydania im więźniów i aresztowanych. Aby przekonać wspólnotę międzynarodową do tego pomysłu, w zeszłym roku rząd w Kigali zniósł karę śmierci.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

5

1 głos

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne