Wczorajsza manifestacja ok. siedmiu tysięcy licealistów i studentów przeciwko polityce konserwatywnego rządu szybko przerodziła się w walki z policją. Starcia rozpoczęły się w pobliżu gmachu parlamentu w Atenach. Otoczeni demonstranci zaczęli obrzucać policję kamieniami i koktajlami Mołotowa, przewracać
samochody i palić kosze na śmierci. Policjanci odpowiedzieli gazem łzawiącym.
Z okolicznych sklepów uciekali w popłochu klienci robiący przedświąteczne zakupy. Rodzice w pośpiechu zabierali dzieci z karuzeli na głównym placu stolicy.
Policjanci i strażacy musieli też bronić bożonarodzeniowej choinki ustawionej w tym tygodniu na miejsce drzewka spalonego podczas wcześniejszych zajść.
Pochód zorganizowany przez związek zawodowy nauczycieli, konfederację greckich pracowników oraz licealistów i studentów niósł transparenty z napisami: "Żałoba nie wystarczy, walka trwa", "Państwo morderca" i "Należy przykładowo ukarać winnych".
Wszystkie hasła odnosiły się do śmierci 15-letniego Aleksisa Grigoropoulosa zabitego 6 grudnia podczas policyjnej interwencji. Tragedia ta sprowokowała trwające od niemal dwóch tygodni zamieszki i antyrządowe protesty.
W środę po południu inny nastolatek został lekko zraniony od kuli, kiedy rozmawiał z kolegami w odległości ok. 200 m od szkoły. Kula wystrzelona z wiatrówki drasnęła go w nadgarstek. Nie wiadomo, kto strzelał do 16-latka. Policja zapewnia, że w tym czasie w okolicy nie znajdował się żaden funkcjonariusz.