http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Bush broni wojny z terroryzmem

Mab, Waszyngton
2008-12-18, ostatnia aktualizacja 2008-12-17 19:56

Odchodzący prezydent USA George Bush po raz ostatni bronił wczoraj swego dorobku w polityce zagranicznej. W przemówieniu do kadetów Bush kilkakrotnie podkreślał, że 11 września 2001 r., gdy terroryści al Kaidy zaatakowali Nowy Jork i Waszyngton, był "dniem, który zmienił świat".

Prezydent USA George W. Bush
Fot. Pablo Martinez Monsivais AP
Prezydent USA George W. Bush
- Mogliśmy wówczas obrać taktykę defensywną, schować się przed światem i bronić swych granic, mogliśmy wybrać taktykę odwetu, wybraliśmy świadomie trzecią drogę - twierdził Bush, przemawiając w Akademii Wojennej w Pensylwanii.

Po raz kolejny podkreślił, że jego zdaniem zarówno zaatakowany w 2001 r. Afganistan, jak i w 2003 r. Irak "były zagrożeniami dla świata i regionu". Mówił, że jest dumny, że "nie zastąpiliśmy tam jednych tyranów drugimi", ale "pomagamy w budowie młodych demokracji", które "są przykładem dla całego Bliskiego Wschodu".

Bush, podkreślił, że nad strategią wojny z terroryzmem podczas jego rządów można i trzeba dyskutować. - Ale nie da się dyskutować o rezultatach naszej walki o utrzymanie bezpieczeństwa w samej Ameryce - mówił prezydent. - Nikt 11 września nie spodziewał się, że już ponad 7 lat uda nam się nie dopuścić do kolejnych ataków na USA.

Wymienił też kilka udaremnionych prób zamachów al Kaidy na Amerykę: na zbiorniki z paliwem na lotnisku JFK w Nowym Jorku, na centrum handlowe w okolicy Chicago, na najwyższy wieżowiec w Los Angeles.

Bronił też systemu podsłuchów, który oburza wielu obrońców praw obywatelskich. - Musimy szybko wiedzieć, z kim rozmawiają terroryści i o czym - mówił Bush.

Zaznaczał też sukcesy swej strategii pomocy ruchom wolnościowym na świecie i "rozszerzania strefy demokracji", wspominał o poparciu dla bezkrwawych rewolucji w Libanie, Gruzji i na Ukrainie. - Dziś każdy dyplomata USA ma w obowiązkach pomagać dysydentom i bojownikom o wolność - mówił odchodzący prezydent. - Dziś więcej ludzi na świecie żyje w wolności niż kiedykolwiek w historii.



Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne