- Mogliśmy wówczas obrać taktykę defensywną, schować się przed światem i bronić swych granic, mogliśmy wybrać taktykę odwetu, wybraliśmy świadomie trzecią drogę - twierdził Bush, przemawiając w Akademii Wojennej w Pensylwanii.
Po raz kolejny podkreślił, że jego zdaniem zarówno zaatakowany w 2001 r.
Afganistan, jak i w 2003 r.
Irak "były zagrożeniami dla świata i regionu". Mówił, że jest dumny, że "nie zastąpiliśmy tam jednych tyranów drugimi", ale "pomagamy w budowie młodych demokracji", które "są przykładem dla całego Bliskiego Wschodu".
Bush, podkreślił, że nad strategią wojny z terroryzmem podczas jego rządów można i trzeba dyskutować. - Ale nie da się dyskutować o rezultatach naszej walki o utrzymanie bezpieczeństwa w samej Ameryce - mówił prezydent. - Nikt 11 września nie spodziewał się, że już ponad 7 lat uda nam się nie dopuścić do kolejnych ataków na
USA.
Wymienił też kilka udaremnionych prób zamachów al Kaidy na Amerykę: na zbiorniki z paliwem na lotnisku JFK w Nowym Jorku, na centrum handlowe w okolicy Chicago, na najwyższy wieżowiec w Los Angeles.
Bronił też systemu podsłuchów, który oburza wielu obrońców praw obywatelskich. - Musimy szybko wiedzieć, z kim rozmawiają terroryści i o czym - mówił Bush.
Zaznaczał też sukcesy swej strategii pomocy ruchom wolnościowym na świecie i "rozszerzania strefy demokracji", wspominał o poparciu dla bezkrwawych rewolucji w Libanie, Gruzji i na Ukrainie. - Dziś każdy dyplomata USA ma w obowiązkach pomagać dysydentom i bojownikom o wolność - mówił odchodzący prezydent. - Dziś więcej ludzi na świecie żyje w wolności niż kiedykolwiek w historii.