Wszyscy trzej wydalani księża od lat prowadzili działalność duszpasterską na Białorusi. - Ta decyzja była dla mnie zaskoczeniem. Nigdy nie miałem konfliktów z władzami, a mieszkam tu od dziewięciu lat - mówi "Gazecie" proboszcz Jan Skonieczny z parafii w miasteczku Porozowo, ok. 30 kilometrów od polskiej granicy.
Oficjalny powód wydalenia polskich księży nie jest znany. Władze odmawiają komentarza. Ale ogólne zarzuty białoruskiego reżimu stawiane księżom Polakom są jasne. - Nie znają języka, mają inną mentalność i inną kulturę. Nie zawsze rozumieją procesy społeczno-polityczne, które tu się odbywają - oświadczyła Marina Cwilik z biura pełnomocnika białoruskiego rządu ds. religii i narodowości.
Wierni w Porozowie obawiają się, że wraz z polskimi księżmi z kościołów zniknie polski język. Często miejsce po wyrzucanych księżach zajmują młodzi księża Białorusini.
- Władze wywierały presję na proboszcza, by prowadził msze po białorusku, ale my chcemy modlić się po polsku, ksiądz mówił to urzędnikom i im to się nie podobało - mówi "Gazecie" Danuta Jakuta, parafianka z Porozowa.
Wierni zapowiadają, że w wypadku przymusowego wprowadzenia mszy po białorusku będą protestować.
Katolicyzm to drugie co do wielkości wyznanie na Białorusi. Według różnych ocen katolicy stanowią od 12 do 20 proc. obywateli, w zachodniej części kraju przytłaczająca większość z nich to Polacy. Teraz jest tu ok. 400 katolickich księży, z czego 180 to obcokrajowcy (ponad 90 proc. z nich to Polacy).
Przyczyną dużej ilości księży obcokrajowców jest niewielka liczba powołań na Białorusi i straty, jakie poniósł
Kościół w czasach ZSRR.
Pierwsze grupowe wyrzucenie polskich księży odbyło się w 2006 r. Wtedy
Białoruś opuściło siedmiu proboszczów z parafii w diecezji grodzieńskiej. Były protesty wiernych, zebrano kilkadziesiąt tysięcy podpisów pod apelem do władz o cofnięcie decyzji, a w jednej z parafii odbył się nawet strajk głodowy. Ale władze się nie ugięły.
- Władze otwarcie mówią, że w najbliższych latach wszyscy polscy księża opuszczą Białoruś, ale na razie działają delikatnie i czekają, jaka będzie reakcja - mówi "Gazecie" zastrzegający anonimowość polski ksiądz, który od siedmiu lat prowadzi działalność duszpasterską na Białorusi.
Wszyscy trzej wyrzucani teraz polscy księża, podobnie ci wydaleni w 2006 r., są z diecezji grodzieńskiej, która zdecydowanie różni się od reszty kraju. - Tu w kościołach nadal dominuje język polski, gdzie indziej zastąpiono go białoruskim. Dlatego nie dziwie się, że najmocniejsze uderzenie władze kierują właśnie tu - mówi "Gazecie" Igor Bancer, rzecznik nieuznawanego przez Mińsk Związku Polaków na Białorusi.