http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak amerykańskie spółki wspierały polityków

Tomasz Deptula, Nowy Jork
2008-12-15, ostatnia aktualizacja 2008-12-14 20:44

Wielkie amerykańskie spółki finansowe sfinansowały milionami dolarów konwencje wyborcze obu głównych partii w USA. Działo się to krótko przed przyznaniem zagrożonym bankructwem bankom miliardów dolarów pomocy. Inwestycja w polityków, jak widać, opłaciła się. I była legalna

Obama i McCain podczas debaty
Fot. J. Scott Applewhite AP
Obama i McCain podczas debaty
Fakty dotyczące dotacji dla partii politycznych ujawnili analitycy dwóch ponadpartyjnych i pozarządowych organizacji: Center for Responsive Politics (CRP) i Campaign Finance Institute (CFI).

Okazuje się, że ubezpieczeniowy kolos American International Group (AIG) wsparł obie konwencje wyborcze (Republikanów i Demokratów) sumą 1,5 mln dol., rozdzielając pieniądze po równo między obie partie.

Zaledwie kilkanaście dni później AIG dostał od rządu kredyty o wartości 85 mld dol. A do dziś nominalna wartość pakietu pomocy dla ubezpieczeniowego giganta przekroczyła 150 mld dol. Również Freddie Mac tuż przed przejęciem przez amerykański skarb państwa podzielił pół miliona dolarów między obie partie.

Pozostałe kolosy finansowe lekko faworyzowały Republikanów. Citigroup korzystający z pomocy liczonej w dziesiątkach miliardów dolarów wydał na konwencje 600 tys. dol., ale tylko 250 tys. trafiło do partii Baracka Obamy. Goldman Sachs (10 mld dol. rządowej pomocy) z 505 tys. dotacji aż 255 tys. dol. dał Republikanom. Wyłamał się tylko Bank of America. który 100 tys. dol. przekazał wyłącznie Demokratom.

Nie próżnował także przemysł samochodowy, który dziś zabiega o pomoc rządową. Miliarder Kirk Kerkorian, właściciel akcji Forda, wyłożył z własnej kieszeni 3,5 mln dol., z czego 2 mln dla Partii Republikańskiej. Zupełnie niezależnie Ford ofiarował obu partiom równo po 100 tys. dol., zaś General Motors dostarczył na konwencje 735 nowych samochodów.

Wszystko odbyło się zgodnie z prawem, bo wspieranie partyjnych konwencji przez biznes nie jest zabronione. To jedna z ostatnich furtek pozwalających wielkim spółkom, związkom zawodowym i osobom prywatnym chcącym wpływać na proces polityczny w USA na ofiarowanie większych sum pieniędzy. (Inne rodzaje dotacji dla partii są zabronione od 2002 r.).

W sumie firmy z wszystkich sektorów gospodarki dołożyły do obu konwencji łącznie aż 118 mln dol. Demokraci otrzymali z tego 61 mln, a Republikanie - pozostałe 57 mln.

Jaki zysk mają wielkie spółki, wspierając niemal po równo obie partie wielkimi sumami pieniędzmi? Na konwencjach, które od wielu lat są wielkimi politycznymi show, a nie formalnymi zjazdami partii, nie zapadają żadne kluczowe decyzje. Jednak w zamian za wsparcie biznesmeni mają zapewniony dostęp do najważniejszych przedstawicieli obu partii. - Jeśli dyrektorzy, którzy przyjechali po prośbie do Waszyngtonu, wyglądali znajomo dla członków Kongresu, to dlatego, że wszyscy spotkali się latem na konwencjach - mówi Sheila Krumholz, dyrektorka Center for Responsive Politics.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':