http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Gigantyczny szwindel inwestycyjnego guru

Tomasz Grynkiewicz
2008-12-14, ostatnia aktualizacja 2008-12-15 13:43

Zaczynał w latach 60. od kilku tysięcy dolarów, które zarobił jako ratownik. Potem obracał miliardami. Wszystko okazało się gigantycznym szwindlem

Bernard Madoff
Bernard Madoff
ZOBACZ TAKŻE
- To wszystko było jedno wielkie kłamstwo, jeden wielki szwindel - wyznał Bernard Madoff swoim synom i pracownikom, zanim do jego apartamentu na Manhattanie zapukali agenci FBI. - Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie - miał dodać.



Dla Amerykanów to był szok - 70-letni Madoff był szanowanym biznesmenem, zasiadał w fotelu szefa giełdy Nasdaq. W jego funduszu - Bernard L. Madoff Investment Securities - wielkie instytucje finansowe lokowały miliardy dolarów. Przez wielu traktowany był jak inwestycyjny guru, wspierał polityków - m.in. przekazał ok. 100 tys. dol. senatorom Demokratów.

Teraz ma na karku prokuraturę. Zarzut: stworzenie największej piramidy finansowej w historii.

Jak twierdzi prokuratura, Madoff okradał klientów przynajmniej od 2005 r. Jego agresywne praktyki inwestycyjne w rzeczywistości okazały się klasyczną piramidą - zobowiązania wobec inwestorów, którzy powierzyli mu pieniądze, spłacał pieniędzmi inwestorów, których później skusił do funduszu. Ale każda piramida potrzebuje stałego dopływu kapitału albo upada.

Straty, na jakie naraził klientów, są szokujące - mówi się o blisko 50 mld dol. A grono funduszy i banków, które powierzyły Madoffowi pieniądze, rozpościera się od Tokio, przez Europę, po Stany Zjednoczone. Według nieoficjalnych informacji dziennika "The Wall Street Journal" w tym gronie jest francuski bank BNP Paribas, japońska Nomura Holdings, hiszpański Santander, szwajcarski Neue Privat Bank. Jak podaje agencja Bloomberg, Madoff obracał też środkami należącego do UniCredit funduszu Pioneer Alternative Investments.

Zaś wśród indywidualnych inwestorów wymienia się Freda Wilpona, właściciela drużyny baseballowej New York Mets, i Normana Bramana, byłego właściciela drużyny futbolowej Philadelphia Eagles.

- To podkopuje do reszty nadwątlone zaufanie do agresywnych funduszy. Kto żyw, będzie z nich wycofywał pieniądze - uważa Doug Kass, szef Seabreeze Partners Management.

Gdy jedni inwestorzy zastanawiają się, jak szwindel odbije się na giełdzie, inni zachodzą w głowę, jak to możliwe, że przez lata nikt nie wykrył jego manipulacji.

Bernard Madoff - częściej opisywany w mediach jako Bernie - dorastał w średnio zamożnej nowojorskiej dzielnicy Borough of Queens. Zaczął studiować prawo w Brooklyn Law School, ale studiów nie ukończył.

Firmę, która miała zająć się obrotem akcji poza rynkiem regulowanym, założył w 1960 r. Gdy zaczynał, na koncie miał 5 tys. dol., które zarobił jako ratownik na plaży Rockaway Beach i instalator podziemnych systemów nawadniania.

Szybko zrobił karierę dzięki jednemu z zapisów dotyczących handlu akcjami na nowojorskiej giełdzie, który zakazywał dużym domom maklerskim obrotu niektórymi akcjami. A Madoff przyciągał klientów, bo nie tylko nie pobierał od brokerów prowizji, ale nawet płacił im mały procent za to, by przekazywali mu zlecenia. Nawet w trudnych czasach pod koniec lat 80., gdy inni tracili, Madoff powiększał kapitał spółki ok. 8 mln dol. rocznie.

Przewagę dał mu też system komputerowy stworzony przez jego brata Petera - w efekcie w biurze Madoffa telefon rzadko dzwonił, bo tylko pakiety powyżej 3 tys. akcji były negocjowane. Pozostałe zlecenia - ok. 95 proc. wszystkich, jakie przechodził przez ręce Madoffa, w kilka sekund automatycznie załatwiał komputer.

Gdy inni nie dowierzali, jak jest w stanie przez tak długo utrzymywać tak dobre rezultaty i stopę zwrotu z inwestycji, odpowiadał, by nie tracili czasu na szukanie dziury w całym.

- Nie jestem zainteresowany, by opowiadać światu o naszej strategii, i nie będę wdawał się w niuanse, jak zarządzamy ryzykiem. Uważam, że zasługuję na uznanie jako makler działający przez 40 lat - mówił dziennikarzom.

Od początku opierał biznes na rodzinie - żona Ruth w pierwszych latach pomagała przy księgowości. Potem w biurze kolejno pojawiali się: młodszy brat Peter, potem jego dzieci: Charles i Shana oraz w końcu dwaj synowie Berniego: Mark i Andrew.

- To, co sprawia nam radość, to wejść do biura rano i widzieć resztę rodziny, która już tam siedzi. To wspaniałe uczucie. Dla Berniego i Petera to wszystko, co się tak naprawdę liczy - opowiadał Mark w jednym z wywiadów.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne