http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Czy kraj może zbankrutować?

Ludzie i Pieniądze
2009-05-24, ostatnia aktualizacja 2009-05-24 23:26

Orliński pyta Orłowskiego

Wojciech Orliński: Co się właściwie dzieje, kiedy cały kraj ogłasza niewypłacalność? Czy takie Węgry albo nie daj Boże Polska mogłyby zbankrutować? Albo Niemcy? Czy strach pomyśleć - USA?

Witold Orłowski: Oj, kraj może zbankrutować, i to jeszcze jak! Może tak zbankrutować, że ludzie zapamiętają to na długo - Francuzi do dziś płaczą za utraconymi miliardami, gdy bolszewicy odmówili spłaty długów carskiej Rosji. Ale plajta państwa nie oznacza, że taki kraj jest, powiedzmy, dzielony między sąsiadów. Nie dziś w każdym razie. Być krajem bankrutem to nie jest koniec świata.

Musi pan sobie najpierw przypomnieć, na czym polega bankructwo. Mówiąc najkrócej - w kasie brakuje pieniędzy na regulowanie bieżących zobowiązań, a nikt już nie chce delikwentowi pożyczyć. Jeśli delikwentem jest firma, bankrutuje firma. Jeśli rząd, który zaciągnął zbyt duże długi i nie ma z czego spłacić, bankrutuje państwo.

Właśnie tak: długi robi rząd, a bankrutuje cały kraj.

Niestety, jest pan zbyt dociekliwy na tak proste wyjaśnienie. Spyta pan, jakim cudem w kasie państwa może zabraknąć pieniędzy. Przecież państwo zarezerwowało sobie prawo do ich drukowania, więc wystarczy, że uruchomi maszyny drukarskie (o ile jeszcze ma papier). No tak, ale wówczas najpewniej wybuchnie hiperinflacja. Formalnie bankructwa nie będzie, ale stanie się to kosztem ogromnego kryzysu i utraty na lata zaufania do krajowego pieniądza. Innymi słowy, przez długi czas nikt nie będzie już chciał temu rządowi nic pożyczyć, ani kupić od niego żadnej jego obligacji.

Ale rzecz jest jeszcze bardziej skomplikowana. Jak się pan domyśla, inwestorzy pożyczający rządowi pieniądze nie są głupi. Jeśli kupią obligacje w krajowej walucie, ryzykują, że kraj wyłga się z rzeczywistej spłaty. Doprowadzi do hiperinflacji i odda bezwartościowy papier zwany pieniądzem. Im mniej mają zaufania do rządu, tym większego zabezpieczenia spłaty będą żądać. Państwo w kłopotach musi więc emitować swoje obligacje w walutach obcych albo zabezpieczać spłatę długu częścią majątku lub złotem (tak właśnie robiła carska Rosja, ale nie zdało się to na nic, bo bolszewicy położyli łapę i na złocie). Wtedy inflacyjnej ucieczki już nie ma.

Jeśli kraj zapożyczył się w taki sposób, a teraz nie ma ani dewiz, ani złota na spłatę - po prostu bankrutuje. Tak jak sowiecka Rosja, jak wiele krajów Ameryki Łacińskiej na początku lat 80., jak gierkowska Polska, jak kilka lat temu Argentyna.

Oczywiście bankructwo kraju wygląda inaczej niż bankructwo źle zarządzanej firmy, której majątek idzie na licytację. Państwa są suwerenne i nikt nie ma prawa przysłać komornika i zająć szkół, szpitali oraz baz wojskowych, domagając się spłaty długu. Można próbować to i owo uszczknąć (podobno władze PRL na serio obawiały się, że wierzyciele zaaresztują samoloty LOT-u lądujące np. w USA).

Z żadnego państwa siłą długów ściągnąć się dziś nie da. Pozostaje nacisk pośredni - finansowy ostracyzm, odcięcie źródeł kredytu, żądanie, by za cały import kraj płacił z góry gotówką. Konsekwencje dla kraju bankruta są bolesne: załamanie importu, ciężki kryzys, drastyczny spadek poziomu życia. I zazwyczaj zmuszają bankruta do negocjowania częściowej choćby, rozłożonej na raty spłaty. Polska zrobiła to na początku lat 90., podpisując odpowiednie umowy z wierzycielami, a niedawno zwróciła ostatnie długi Gierka.

A czy wyobrażalne jest bankructwo kraju Unii Europejskiej? Jasne, w końcu każdemu może zabraknąć pieniędzy, czy to euro, czy funtów albo forintów. Jest to jednak mało prawdopodobne, choćby ze względu na unijne zasady, bo one nie dopuszczają do przekraczania bezpiecznych granic zadłużenia.

Możliwe do wyobrażenia jest też bankructwo USA. Ale dopiero wówczas, gdyby świat przestał akceptować amerykańskie dolary. I zażądał, by Amerykanie swoje kolosalne zobowiązania regulowali w jakiejś solidniejszej walucie.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

5

1 głos

Brak komentarzy
W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne