Do niedawna
Francja przodowała w Europie w zużyciu antybiotyków. Teraz staraniem rządu i tamtejszego ubezpieczyciela udało się to ograniczyć. Lekarze dostali szybkie testy wykrywające, czy zakażenie jest bakteryjne, czy wirusowe. Taki test kosztuje 70 eurocentów.
Polski Instytut Leków zrobił podobną akcję, ale na mniejszą skalę. Zaprosił lekarzy opolszczyzny na warsztaty edukacyjne. Chodziło o przypomnienie lekarzom, że najważniejsze jest wnikliwe zbadanie pacjenta. Wszyscy zapewne wiedzieli, że zapalenie gardła tylko w 15 do 20 proc. przypadków ma podłoże bakteryjne. Jeśli przy czerwonym gardle występuje kaszel, to na pewno przyczyną nie jest bakteria.
Instytut kupił też 1000 testów. Po szkoleniu o 40 proc. spadła liczba recept na antybiotyki dla dzieci w wieku od niemowlęcia do 6 lat.
Opowiedziała o tym wczoraj w Urzędzie Rejestracji Leków prof. Waleria Hryniewicz, krajowy konsultant w dziedzinie mikrobiologii lekarskiej i kierownik Narodowego Programu Ochrony Antybiotyków.
Antybiotyki należą do największych osiągnięć medycyny XX w. Teraz grozi nam, że w tej cudownej broni w walce z bakteriami zabraknie amunicji. Bo bakterie w przerażającym tempie uodporniają się na antybiotyki, a winą za to można obarczyć zarówno lekarzy, jak pacjentów.
Jeśli pacjent sam bierze sobie antybiotyk, który został mu z poprzedniej kuracji, w dodatku bierze go w niedostatecznej dawce, hoduje drobnoustroje odporne na działanie antybiotyku. Może przekazać je innym.
Jeśli lekarz zapisuje dziecku antybiotyk na infekcję wirusową, nie pomaga mu zwalczyć choroby, ale naraża na powstawanie szczepów bakterii opornych na leczenie.
Do niedawna lekarze nie przejmowali się zbytnio rosnącą opornością drobnoustrojów, bo powstawały coraz to nowe antybiotyki. Ale od kilku lat nie powstały nowe substancje czynne. Firmy farmaceutyczne - według prof. Hryniewicz - straciły zainteresowanie badaniami nad antybiotykami nowych generacji, bo bardziej opłacalna jest produkcja leków na choroby przewlekłe jak nadciśnienie czy
cukrzyca.