http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ropa i wolność

Leonid Radzichowski
2008-12-11, ostatnia aktualizacja 2008-12-10 16:55

Felieton z cyklu "Z Rosji o Rosji"

Putin przyszedł do władzy w 2000 r., kiedy baryłka ropy była po 18 dolarów. I tu się zaczęło!

Dwa lata później baryłka ropy kosztowała 24 dolary, w roku 2008 jej cena doszła do 140 dolarów!

Prawie tak samo podrożał gaz, metale, drewno, nawozy sztuczne, czyli wszystkie eksportowe skarby naszej osadzonej na surowcowym fundamencie gospodarki.

Jasne, że w tej sytuacji wydatki budżetowe, poziom życia obywateli rosły szybko i bez żadnych z naszej strony wysiłków. Na rencie surowcowej urosła też niesamowicie "renta administracyjna", jak w Rosji nazywamy korupcję. Pod niebo podniosły się też nasze ambicje. Obowiązkowym stylem publicznego zachowania się został agresywny antyamerykanizm i opowieści o naszej wielkości. Jak mantrę przy każdej okazji należy dziś powtarzać: "Rosja wstaje z kolan!".

Ulubionym słowem stało się słowo "Imperium", którego nieco wcześniej nieco się wstydziliśmy.

Apogeum naszej manii wielkości okazała się wojna w Osetii w sierpniu 2008 r. Nie będę się tu zajmować bezsporną dla mnie winą Gruzji za sprowokowanie wojny, ważniejsze wydaje mi się to, że społeczeństwo rosyjskie było moralnie gotowe wojować, pokazać w końcu światu tę swoją groźną potęgę!

A tu, jak na złość! Zaraz po naszej wielce zresztą wątpliwej wiktorii nad Gruzją na Rosję zwalił się kryzys gospodarczy. Przez trzy miesiące od zwycięstwa cena baryłki zjechała ze 140 do 40 dolarów. A budżet naszego wstającego z kolan kraju zbilansuje się jako tako, jeśli baryłka dotoczy się do 70 dolarów. W przeciwnym wypadku wpadamy w deficyt.

To jeszcze nie katastrofa. Kraj zgromadził spore zapasy kruszców i waluty, które zresztą szybko topnieją. Ale poziom życia na pewno u nas się obniży.

Jakie będę polityczne konsekwencje tego spadku?

W latach 2000-08 kraj zamienił wolność na ropę. Kiedy państwo mogło więcej i więcej płacić swoim ludziom, obywatele przestali się zajmować polityką. Tak powstał fundament reżimu Putina - obojętne podporządkowanie się władzy.

Czy teraz obudzi się w nas zainteresowanie polityką? I jaką? Dziś nastroje społeczne są nacjonalistyczne, imperialistyczne. Pod wpływem kryzysu staną się bardziej agresywne, mogą się zwrócić przeciw istniejącej władzy.

W początkach lat 90. kursowało u nas pojęcie "syndrom weimarski". Rosję porównywano z niemiecką Republiką Weimarską noszącą w swym łonie faszyzm. Teraz te analogie wracają.

W każdym razie w możliwość "zwrotu prozachodniego" nikt u nas nie wierzy. Wolność łatwo wymienić na ropę. Ale kiedy "ropa ucieka", wolność automatycznie nie wraca.



Autor - rosyjski komentator, publikuje swoje teksty na opozycyjnych witrynach internetowych i w rządowej "Rossijskiej Gaziecie"

tłum. ricz

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':