Film Brauna pt. "Plusy dodatnie, plusy ujemne" stawia tezę, że w latach 70. Wałęsa był agentem
SB o pseudonimie "Bolek". Film nie przeszedł kolaudacji i w marcu 2006 r.
TVP odmówiła jego emisji. Braun oświadczył, że nie podpisał protokołu, uważając, że sfałszowano przebieg kolaudacji.
Druga część sądowego orzeczenia brzmi, że Wałęsa nie musi przepraszać Brauna za sformułowania z książki "Moja III RP. Straciłem cierpliwość", gdzie b. prezydent napisał o reżyserze, że jest "usłużnym dziennikarzem" i że działa "na zamówienie polityczne".
Sędzia Małgorzata Kuracka gruntownie skrytykowała książkę Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka "SB a Lech Wałęsa". To ta publikacja była osnową filmu Brauna. Sędzia uznała, że książka nie zawiera żadnych istotnych dowodów potwierdzających tezę o współpracy Wałęsy z SB, którą to tezę w związku z tym uznała za nieuprawnioną.
-
Lech Wałęsa jest wielkim bohaterem, przywódcą ruchu, który wywalczył w Polsce wolność i za życia stał się postacią historyczną - dlatego musi się liczyć z krytyką - także niesprawiedliwą. To paradoksalny aspekt wolności, którą sam wywalczył - dodała sędzia. Jednocześnie oddaliła ona żądanie Wałęsy, by Braun go przeprosił - uznając, że adwersarze używając ostrych słów działali jednak w granicach prawa.
- Niesprawiedliwości stało się zadość - komentował Braun po wyroku. Jego zdaniem, sąd zezwolił Wałęsie na "kłamliwe pomawianie" go, co świadczy o tym, że w Polsce są równi i równiejsi - dlatego zapowiedział apelację. Nie wyklucza jej także pełnomocnik Wałęsy mec. Andrzej Tomaszewski.
Braun i Wałęsa pozwali się nawzajem - sąd badał ich pozwy w jednym procesie. Oba powództwa sąd oddalił.
Zakończony dwa tygodnie temu proces był pełen ostrych sporów - adwersarze nie szczędzili sobie mocnych słów.