Poseł
Jarosław Gowin, szef komisji, która szykuje rekomendacje, jak uregulować in vitro, od tygodni udziela się w mediach i przekonuje Polaków do swoich pomysłów. Pięknie, ale problem w tym, że pan poseł notorycznie popisuje się niewiedzą, żeby nie powiedzieć, że kłamie. Trzy świeże przykłady.
1. "Dziennik" zapytał Gowina: "Co z zarodkami już zamrożonymi?". Odpowiedź: "Umierają po pięciu latach".
To bzdura.
W metodzie in vitro lekarz stymuluje kobietę hormonalnie, pobiera komórki jajowe wytworzone w danym cyklu, zapładnia je, a uzyskane zarodki hoduje dwa do pięciu dni w laboratorium. Maksymalnie trzy z nich wszczepia do macicy, a resztę zamraża do wykorzystania w przyszłości przez tę samą parę lub do adopcji.
Dr Krzysztof Papis, embriolog, niedawno mówił "Gazecie": - Jeśli nie zajdą nieoczekiwane okoliczności, zarodki mogą być przechowywane ad infinitum. Nie ma biologicznych przesłanek, by sądzić, że dzieje im się jakakolwiek krzywda.
Tylko w jednej z warszawskich klinik z rozmrożonych zarodków urodziło się już ponad 1 tys. zdrowych dzieci, a jeden embrion spędził w ciekłym azocie ponad osiem lat. Na świecie rodziły się już dzieci z zarodków mrożonych 13 lat.
2. W poniedziałkowym "
Tomasz Lis na żywo" w
TVP 2 Gowin postraszył widownię, że z zarodkami ludzkimi dzieją się rzeczy straszne, np. że używa ich przemysł kosmetyczny. Jeśli poseł wie, że ktoś faktycznie robi u nas kremy z ludzkich embrionów, powinien dawno krzyczeć. A jeśli nie wie, to po co opowiada brednie?
3. W tymże programie Gowin stwierdził, że
Niemcy z równym powodzeniem uzyskują dzieci z rozmrożonych komórek jajowych co z rozmrożonych embrionów.
Znów pudło.
Ustawa zabrania Niemcom mrożenia ludzkich zarodków, mogą mrozić jedynie komórki jajowe, do których wniknęły już plemniki, ale nie doszło jeszcze do spotkania materiałów genetycznych mamy i taty. Niemcy zdają sobie sprawę, że przepis ten działa na niekorzyść niepłodnych par, gdyż wydajność in vitro jest u nich wyraźnie niższa niż np. w Czechach czy we Francji. I już planują zmianę ustawy.
Panie pośle, po kilku miesiącach pracy w komisji mógłby pan wreszcie przyswoić sobie porcję elementarnej wiedzy o in vitro. A do tego czasu zgodnie z zasadą, że "ignorantia non est argumentum" powinien pan powstrzymać się od pouczania Polaków, a także od szykowania prawa. Bo będzie to złe prawo.
Panie premierze, przykro to stwierdzić, ale w delikatnych kwestiach bioetycznych, postawił pan na nieodpowiedniego człowieka. Liczę na to, że będzie pan miał odwagę to zmienić.