http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pierwszy aresztowany za mówienie o kryzysie

Rozmawiał w Ventspils Leszek Baj
2008-12-08, ostatnia aktualizacja 2008-12-08 20:31

Kryzys finansowy na Łotwie to już nie tylko problem spadającego PKB, produkcji czy sprzedaży detalicznej. Problemem jest, jak o tym mówić, by nie trafić za kratki. Dmitrijs Smirnovs trafił

Łotwa, przez lata prymus wzrostu gospodarczego w Europie, teraz jest w głębokiej recesji. W trzecim kwartale jej gospodarka skurczyła się aż o 4,2 proc. Bez 5 mld euro pomocy, którą ma otrzymać m.in. z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, nie poradziłaby sobie z kryzysem.

Problemy gospodarcze tego bałtyckiego kraju zaczęły się już w 2007 roku. Łotysze wysyłali sobie wtedy SMS-owe plotki, że ich waluta - łat - może zostać zdewaluowana. Władze postanowiły z tym walczyć ustawą. Od marca 2007 r. osobom, które świadomie rozpowszechniają nieprawdziwe informacje na temat łotewskiego systemu finansowego, grozi do dwóch lat więzienia. To nie żart. Jako pierwszy przekonał się o tym Dmitrijs Smirnovs, wykładowca Ventspils University College, którego zatrzymała tajna policja. Policja wszczęła też śledztwo w sprawie muzyka Valtersa Fridenbergsa, który podczas koncertu żartował, zachęcając publiczność do wycofywania swoich pieniędzy z banków.

Wielu ekonomistów boi się wyrażać publicznie swoje opinie na temat stabilności łata. Łotewskie Centrum Praw Człowieka protestuje, że nowe prawo narusza wolność wypowiedzi na Łotwie.

Leszek Baj: Łotewskie władze oskarżają pana o próbę zdestabilizowania łotewskiego systemu finansowego. Jak tego może dokonać nauczyciel akademicki z 45-tysięcznego Ventspils?

Dmitrijs Smirnovs*: Nie znam takiego przypadku na świecie, żeby nauczyciel akademicki miał moc wpływania na system finansowy całego państwa. Ale zdaniem tajnej łotewskiej policji moje słowa mogły spowodować panikę, sprowokować ludzi do wypłacania oszczędności z banków, a w rezultacie do załamania systemu finansowego.

Co pan takiego powiedział?

- W dyskusji, której zapis ukazał się na początku października w małej regionalnej gazecie "Venta Balss" w Ventspils, poradziłem ludziom, by nie trzymali oszczędności w bankach i w łotewskich łatach.

Dlaczego?

- Duże banki upadały już w USA, Europie Zachodniej. Widzieliśmy, co się stało z bankami na Islandii. Podobne problemy mogłyby wystąpić na Łotwie. Agencje ratingowe Fitch, Moody's czy Standard & Poor's już obniżyły oceny wiarygodności kredytowej Łotwy. Mamy wysoki deficyt na rachunku bieżącym, wysokie zadłużenie zagraniczne, głównie prywatne. Negatywnie o naszej gospodarce już w zeszłym roku wyrażał się Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Ja też kilka razy w publicznych wypowiedziach negatywnie oceniałem sytuację gospodarczą na Łotwie. 19 listopada tajna policja zadzwoniła do mnie do domu, mówiąc, że chcą ze mną rozmawiać. Kiedy wyszedłem z domu, zabrali mnie do Rygi i trzymali za kratkami przez 48 godzin. Dostałem adwokata z urzędu.

O co pana pytali?

- Pytali, dlaczego udzieliłem takiego wywiadu. Tłumaczyłem im, że nie powiedziałem nic nowego. Nie moja przecież wina, że pacjent jest chory. Tłumaczyłem, że na całym świecie jest kryzys finansowy. Mówiłem, że o ryzykach makroekonomicznych na Łotwie mówiły już wcześniej międzynarodowe instytucje. Ale oni mówili, że to co innego, jeśli mówią ludzie za granicą, a co innego, jak w kraju.

Zmienił pan poglądy od tego czasu?

- Teraz dokładnie widzimy, co się u nas dzieje. Duży bank komercyjny Parex ma kłopoty, został znacjonalizowany. Łotwa ubiega się o pomoc finansową z MFW. To, co powiedziałem, okazało się prawdą.

Co pana zdaniem czeka łotewską gospodarkę?

- Z oczywistych względów boję się prognozować. Ale na pewno mogę powiedzieć, że kryzys na Łotwie dopiero się zaczyna. Rząd prognozuje nawet 5-proc. spadek PKB w przyszłym roku. Może będzie większy. Na pewno wzrośnie bezrobocie.

A co czeka pana?

- Nadal uczę studentów ekonomii i finansów. Ale stałem się rozpoznawalny na ulicach, moje zdjęcia obiegły łotewskie gazety. Niedawno dzwonili do mnie dziennikarze z BBC, wcześniej z "Wall Street Journal". W tym tygodniu ma przyjechać szwedzka telewizja.

Nie sądziłem, że to, co mówię, jest nielegalne. Teraz nie mogę opuszczać kraju. Nadal toczy się śledztwo w mojej sprawie. Teoretycznie mogę nawet pójść do więzienia, choć nie sądzę, by to się stało.

*Dmitrijs Smirnovs - wykładowca Ventspils University College, na wiosnę broni doktoratu z polityki monetarnej łotewskiego banku centralnego

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 39 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Fedorowicz: Jestem dziadek ciacho

''Długo dojrzewałem do bycia odpowiedzialnym, dla moich wnuczek jestem rycerzem, całej rodzinie zapewniam poczucie bezpieczeństwa''

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W piątek z ''Gazetą'':

  • Gazeta Telewizyjna
  • Rynek wtórny - poradnik