http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zgwałcone przez Armię Czerwoną

Włodzimierz Nowak, współpraca Friederike Lippold
2008-12-09, ostatnia aktualizacja 2008-12-09 10:55

Max Färberböck, 58 lat, reżyser filmowy i teatralny, scenarzysta, mieszka w Hamburgu. Po studiach na Monachijskiej Akademii Filmowej i Telewizyjnej reżyserował spektakle w teatrach w Heidelbergu, Kolonii i Hamburgu. Potem kręcił filmy telewizyjne. Na dużym ekranie zadebiutował w 1999 r. filmem
Max Färberböck, 58 lat, reżyser filmowy i teatralny, scenarzysta, mieszka w Hamburgu. Po studiach na Monachijskiej Akademii Filmowej i Telewizyjnej reżyserował spektakle w teatrach w Heidelbergu, Kolonii i Hamburgu. Potem kręcił filmy telewizyjne. Na dużym ekranie zadebiutował w 1999 r. filmem "Aimée & Jaguar" - ekranizacją historii wojennej miłości Niemki Lily, żony nazisty, i Żydówki Felice,
Fot. Paweł Kozioł

Anonima opisuje, jak wiele kobiet szukało u Rosjan ochrony. Jak sprzedawały swoje ciało, żeby przeżyć. Tego nie chciano jej wybaczyć. Rozmowa z Maksem Färberböckiem, niemieckim reżyserem i scenarzystą filmu "Anonima. Kobieta w Berlinie"

Kiedy usłyszał pan pierwszy raz o sowieckich gwałtach na Niemkach?

- Jak byłem mały, słyszałem o "Ruskim". To był wróg nieobliczalny i niebezpieczny. O gwałtach roku 1945 usłyszałem pierwszy raz w szkole, na historii. Miałem chyba 17 lat, to musiało być w 1967 roku. Ale jak to w szkole, to było bardzo abstrakcyjne, czułem tylko, że "Ruscy" byli dla kobiet niedobrzy, taki obraz nosiłem w głowie. 40 lat później trafiłem na książkę Anonimy "Kobieta w Berlinie, zapiski z 1945" i zaimponowała mi bolesna szczerość autorki. Im dłużej czytałem, tym bardziej podziwiałem jej odwagę.

Po co berlinianka gwałcona przez czerwonoarmistów zapisuje to wszystko w dzienniku?

- Chciała zrozumieć, co się stało. Ona to bezlitośnie relacjonuje. Zacząłem myśleć o filmie, kiedy przeczytałem opis jej miłosnej nocy z rosyjskim majorem. Wtedy dużo zrozumiałem. Ta kobieta mimo gwałtów, których doznała od Rosjan, dostrzega w tym żołnierzu człowieka. Łamie tabu.

Rosjanie to dla niej już nie tylko gwałcąca masa, ale pojedynczy normalni ludzie. Z 1,5 mln czerwonoarmistów w Berlinie nie wszyscy to gwałciciele i mordercy. Zauważyłem, że my w Niemczech nie mamy pojęcia, jaka była Armia Czerwona, potrzebujemy tylko wroga, który był równie zły i okrutny jak my.

Anonima pokazuje także, jak niemieckie kobiety uwielbiały bohaterów, jak popadały w stan chorej adoracji Hitlera. I zapisała też, z jakim dystansem te zgwałcone kobiety patrzyły potem na swoich złamanych mężów wracających z wojny. Wtedy sobie powiedziałem: tyle wiesz o tej kobiecie, byłbyś tchórzem, gdybyś nie zrobił tego filmu.

Książka ukazała się w 1959 roku, dlaczego przez pół wieku Niemcy nie chcieli jej czytać?

- To jest temat tabu. Czas powojenny można było przetrwać, nie zadając pytań. Żony nigdy nie pytały mężów: co robiłeś na froncie? A mężowie nie pytali: co przeżyłaś, kiedy wkroczyli tu Rosjanie? Na tym milczeniu budowano życie rodzinne. Pisano, że wizerunek mężczyzny się pogorszył, że w oczach kobiet mężczyźni głęboko upadli. Mężczyźni byli słabi i kobiety musiały same sobie radzić, odbudowywać kraj. Nie tylko ulice i domy, ale także tych złamanych mężczyzn, swoich mężów. Żeby mężczyzna znowu mógł usiąść przy stole jako głowa rodziny. Za to wszystko płaciły milczeniem.

Jest w filmie taka scena: żona, ofiara sowieckich gwałtów, robi skarpetki na drutach. Mąż, który wrócił z wojny, siedzi i patrzy przed siebie. Milczą. Ta scena trwała w niemieckich domach 60 lat?

- Tak. I jest jeszcze coś, co trzeba zrozumieć. Kupiłem kiedyś amerykańskie wydanie książki i znalazłem w niej wycinek z niemieckiej gazety z 1959 roku z recenzją książki. Autorka pisała, że Anonima przynosi hańbę niemieckiej kobiecie. Że nie warto czytać tych obrzydliwości.

Anonima napisała książkę, żeby pokazać, jak się zachowują ludzie, kiedy im się zdarza to, co zdarzyć się nie powinno. Jej zdarzył się nawet orgazm z ''Ruskim''. I ma odwagę o tym pisać



Skąd taka ostra krytyka? Bo Anonima opisuje, jak wiele kobiet szukało u Rosjan ochrony. Jak sprzedawały swoje ciało, żeby przeżyć. Próbowałem sobie wyobrazić, co myślały kobiety, które przez całe życie nie mogły o tym mówić. Anonima zrobiła ten krok. Opowiedziała o kobietach, które żyły jak prostytutki, ratując swoje życie. I tego nie chciano jej wybaczyć.

Pan, rocznik 1950, też brał udział w tym milczeniu?

- Tak. Należę do pokolenia, które choć zadawało pytania, jednak nigdy tak naprawdę nie dostałem odpowiedzi. W szkole podstawowej oglądaliśmy film o obozie koncentracyjnym. Pamiętam, że na początku nie poznałem, co ten traktor tak spycha. To były ciała. Nigdy nie zapomniałem tego obrazu.

Anonimę gra Nina Hoss. Strasznie trudna rola: ofiara gwałtu wybiera sobie gwałciciela na opiekuna i płaci mu ciałem, a jeszcze dostrzega w nim człowieka, też ofiarę wojny. Jak pracowaliście nad rolą?

- Nie chciałem Ninie za dużo tłumaczyć. Zostawiłem ją samej sobie. Tamte kobiety w Berlinie żyły, nie wiedząc, co je spotka za chwilę. Zostały zgwałcone, sponiewierane, są załamane, a jednocześnie myślą: chcę przeżyć. I jeszcze ta myśl: tam jest mężczyzna, który może mnie chronić, dać jedzenie. Taki splot skrajnych uczuć.

Dlatego aktorom też dałem niepewność. O każdej scenie mówiłem tylko dwa, trzy zdania. To szczególne przeżycie, kiedy reżyser chowa w scenie tajemnicę, a aktor sam ją odnajduje. Z Niną często tak było. Dużo improwizowaliśmy, szczególnie sceny z Rosjanami.

Anonima jest dziennikarką - faszystką, która uwielbiała Hitlera.

- Rosjanin dwa razy ją pyta: "Czy jest pani faszystką?", bo nie może pojąć, że kobieta może być faszystką. Rosjanie tego nie rozumieli, tysiące razy pytali o to kobiety. Kiedy próbowaliśmy tę scenę, Nina zaczęła się tłumaczyć. Wtedy powiedziałem: "Stop, Nino, nie reaguj. Anonima nigdy by się do tego nie przyznała i nie tłumaczyła".

I w filmie Nina po prostu milczy. Patrzy temu Rosjaninowi w oczy jak równa. Są wrogami, ale oboje mają podobne wykształcenie, oboje są dumni. To przyciąga ich do siebie.

Źródło: Duży Format
  • 1
  • 180 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':