http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Schwarzenegger szuka oszczędności

Tomasz Deptuła, Nowy Jork
2008-12-07, ostatnia aktualizacja 2008-12-07 21:26

Grupowe zwolnienia, strach przed utratą pracy i kłopoty lokalnych budżetów paraliżują amerykańską gospodarkę. Oprócz rynku nieruchomości największą ofiarą kryzysu są firmy finansowe, gdzie tysiące pracowników otrzyma na święta tzw. pink slips, czyli zawiadomienia o zwolnieniu

Arnold Schwarzenegger
Fot. Stephan Savoia / AP
Arnold Schwarzenegger
Według National Bureau of Economic Research (NBER), instytucji orzekającej o początku i końcu cykli ekonomicznych w USA, początki recesji widać już było w grudniu ubiegłego roku. Bo choć przez pierwsze trzy kwartały tego roku notowano wciąż pozytywne wskaźniki wzrostu PKB, to już wtedy trwał kryzys na rynku pracy. Najwyższy poziom zatrudnienia odnotowano w grudniu 2007 r. Potem gospodarka USA już tylko traciła miejsca pracy. A do końca tego trendu - zdaniem ekonomistów - daleko. Bo sytuacja na rynku pracy stale się pogarsza.

Tysiące firm redukuje zatrudnienie lub rezygnuje z przyjmowania nowych pracowników. Ostatnim przejawem kłopotów może być zapowiedź, że 9,2 tys. osób straci pracę w banku Washington Mutual w wyniku przejęcia przez JP Morgan Chase & Co.

Prognoza firmy konsultingowej Challenger, Gray & Christmas, nie pozostawia wątpliwości - w tym roku zostanie pobity ubiegłoroczny rekord zwolnień w sektorze finansów, kiedy to pracę straciło 151 tys. osób. Nie można więc się dziwić, że konsumenci - od aktywności których zależy aż 71 proc. amerykańskiego PKB - rezygnują z poważniejszych zakupów. Co jeszcze bardziej nakręca spiralę recesji.

I już dziś wielu ekonomistów przewiduje, że potrwa ona dłużej niż 16 miesięcy - okres najdłuższych kryzysów z lat 1973-74 i 1980-81.

Recesja wywołuje poważne kłopoty dla lokalnych (stanowych) budżetów. W Nowym Jorku burmistrz Michael Bloomberg już zapowiedział ostre cięcia, spodziewając się dużo mniejszych wpływów z podatków od firm z Wall Street. W jeszcze trudniejszej sytuacji znalazła się Kalifornia, gdzie gubernator Arnold Schwarzenegger ogłosił fiskalny "stan wyjątkowy", wzywając stanową legislaturę do jak najszybszego znalezienia 11,2 mld dol. potrzebnych do zamknięcia budżetu. - Bez natychmiastowych działań, stan zmierza w kierunku finansowej katastrofy - ostrzegł Schwarzenegger. Stanowy Kongres nie może się jednak dogadać, komu podwyższyć, a komu obniżyć podatki. Ta przedłużająca się bezczynność może Kalifornię drogo kosztować: według prognoz analityków do połowy 2010 roku deficyt tego stanu może wzrosnąć do 28 mld dol.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':