Gdyby fuzja się udała, powstałaby światowa supergiełda. Frankfurt i Nowy Jork należą w końcu do najważniejszych parkietów świata. Zdaniem niemieckich ekspertów pomysł ma sens.
- Dzięki połączeniu parkiety będą lepiej funkcjonować na globalnym rynku. Będą dysponować większym kapitałem, będzie można zredukować część kosztów - mówi Reutersowi Wolfgang Gerke, członek rady nadzorczej niemieckiej giełdy.
Niemcy dwa lata temu zamierzali połączyć się z Euronextem, firmą, która prowadzi giełdy m.in. w Brukseli, Amsterdamie, Paryżu i Londynie. Z transakcji nic nie wyszło, a z Euronextem połączyła się giełda nowojorska.
Teraz według "Spiegla" władze niemieckiej giełdy miały przygotować 13-stronicowy dokument poświęcony temu, jak przeprowadzić przejęcie. Deutsche Börse AG (firma zarządzająca frankfurckim parkietem) i jej amerykański odpowiednik NYSE Euronext miałyby powołać w Holandii holding, który odkupiłby akcje niemieckiej giełdy i założył spółkę-córkę w
USA. Ta z kolei połączyłaby się z NYSE. Reto Francioni, szef niemieckiej giełdy, zostałby szefem rady nadzorczej transatlantyckiej supergiełdy, szef nowojorskiego parkietu Duncan Niederauer stanąłby na czele zarządu. Resztę stanowisk obsadzono by menedżerami z obydwu stron Atlantyku po połowie.
Oficjalnie we Frankfurcie nad Menem doniesień "Spiegla" się nie komentuje. Wczoraj po południu agencje podały, że według informatorów zbliżonych do zarządu niemieckiej giełdy z Amerykanami jedynie rozmawiano, nie prowadzono natomiast żadnych negocjacji. Same rozmowy miały nie przynieść żadnych efektów, bo Niemcy i Amerykanie nie zgodzili się co do wyceny obydwu spółek.
Sprawa stanie zapewne dziś na posiedzeniu rady nadzorczej niemieckiej giełdy. Jej członkowie twierdzą, że o planach budowy supergiełdy nic do tej pory nie wiedzieli.