http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Lepiej nie być kobietą w Kairze

Marta Kazimierczyk
2008-12-05, ostatnia aktualizacja 2008-12-04 16:14

Większość Egipcjanek i prawie wszystkie przyjeżdżające do Egiptu cudzoziemki padają ofiarą molestowania seksualnego - alarmuje Egipskie Centrum Praw Kobiet. Rząd upiera się, że problem nie istnieje, chociaż może przez niego stracić wpływy z turystyki

84 proc. Egipcjanek i 98 proc. cudzoziemek jest codziennie molestowanych na ulicach egipskich miast - podaje Egipskie
Centrum Praw Kobiet. 62 proc. mężczyzn otwarcie przyznaje, że molestuje przypadkowe kobiety
Fot. AMR NABIL AP
84 proc. Egipcjanek i 98 proc. cudzoziemek jest codziennie molestowanych na...
"To może być twoja siostra, matka albo żona. Nie rób tego, szanuj swój honor!" - takie plakaty zawisły jakiś czas temu na kairskich ulicach. I szybko znikły w przeciwieństwie do problemu, który egipskie organizacje pozarządowe nazywają "społecznym rakiem Egiptu".

84 proc. Egipcjanek i 98 proc. cudzoziemek jest codziennie molestowanych na ulicach egipskich miast. 62 proc. mężczyzn otwarcie przyznaje, że przy każdej okazji molestuje przypadkowe kobiety - podaje Egipskie Centrum Praw Kobiet (ECWR). Sposobów jest mnóstwo - od obraźliwych komentarzy poprzez proponowanie pieniędzy za seks do dotykania i fizycznej przemocy.

Same się o to proszą

- Kiedy dziewczyna wychodzi na ulicę w obcisłych spodniach, dostaje to czego chce - mówi dziennikarzom gazety "Al Ahram" 29-latek z Kairu.

Nie jest to odosobniona opinia. W programie telewizji al Dżazira pt. "Każda kobieta" parlamentarzysta Jahja Wahdan z pobłażliwym uśmieszkiem tłumaczy, że "mężczyzna nigdy nie zaatakuje dziewczyny, która jest odpowiednio ubrana i chodzi w przyzwoity sposób". Inny deputowany Muhsin Rida twierdził, że "skoro młodzieży nie stać na małżeństwo, trochę molestowania to chyba normalna rzecz".

I nawet żona prezydenta Hosniego Mubaraka Suzanne Mubarak, która jako szefowa Narodowej Rady ds. Kobiet ma dbać o Egipcjanki, twierdzi, że media przesadzają. - Jeśli zdarzyły się dwa czy trzy takie przypadki, to przecież nie znaczy, że mamy do czynienia z groźnym zjawiskiem - mówiła w telewizji al Arabija. - Egipcjanie zawsze szanowali kobiety i twierdzenie, że nasze ulice są niebezpieczne dla kobiet, to bzdura!

Żeby się przekonać, jak bardzo pani Mubarak nie ma racji, wystarczy przejść się ulicą prawie 20-milionowego Kairu. Szybki slalom, groźna mina i zdecydowane unikanie chodników to niektóre sposoby na utrudnienie działania tłumowi potencjalnych napastników.

Po kilku miesiącach mieszkania w Kairze byłam tak zdesperowana, że chciałam zakryć włosy muzułmańską chustą, ale to nic by nie zmieniło. Z badań ECWR i opowieści moich egipskich koleżanek jasno wynika: strój nie ma znaczenia. Ofiarą molestowania padają zarówno dziewczyny w obcisłych dżinsach, jak i te zasłonięte od stóp do głów.

- Nie ubieram się wyzywająco, nie noszę biżuterii, staram się nie zwracać na siebie uwagi. Co z tego, skoro i tak prawie codziennie ktoś łapie mnie za pupę albo obraża na ulicy lub w autobusie - opowiada mi Aisza, 21-letnia studentka. Lubi długie spódnice i luźne T-shirty, nie nosi chusty.

Amira nosi się za to bardzo skromnie, zasłania włosy muzułmańską chustą. - Myślisz, że to ma jakieś znaczenie? To bzdura, dla nich to nie ma żadnego znaczenia, najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z domu bez męża - wścieka się.

Zmowa milczenia przerwana na krótko

Kilka dni temu światowe media oburzyła wiadomość, że kairska policja aresztowała kilkuset nastoletnich chłopców na ulicach, przed szkołami i uniwersytetami. Zamknięto ich za "flirtowanie", co według zachodnich standardów wydaje się nie do pomyślenia, ale to właśnie tacy ludzie zamieniają życie Egipcjanek w koszmar.

W egipskim prawie nie ma definicji molestowania seksualnego, ale istnieją trzy przepisy, które można stosować w takich sprawach: obraza, nieprzyzwoite zachowanie i napaść seksualna. Parlament debatuje teraz nad projektem nowego prawa, które ma wprowadzić rok więzienia i 1000 dol. grzywny za molestowanie. Nawet jeśli prawo zostanie przyjęte, może to niewiele dać, bo tylko 2 proc. ofiar zgłasza się na policję.

Przyczyn tego milczenia jest kilka. Policjanci zwykle bagatelizują sprawę, a często to właśnie oni molestują. Poza tym dziewczyna boi się, że przyznanie, iż ktoś dotknął ją na ulicy, zaszkodzi jej reputacji.

Zdaniem socjologów to właśnie konserwatywne zwyczaje, które nie pozwalają na seks pozamałżeński, a małżeństwo z przyczyn finansowych odsuwają w daleką przyszłość, przyczyniły się walnie do ulicznego koszmaru Egipcjanek.

- Ludzie, od których czasem do czterdziestki oczekuje się seksualnej abstynencji, na co dzień oglądają zachodnią telewizję, mają dostęp do internetu. To musi powodować konflikt - tłumaczy w al Dżazirze prawnik Abier el Barbary.

Zmowa milczenia na krótko została przerwana jesienią 2006 r., kiedy w dniu święta Eid al Fitr z okazji zakończenia Ramadanu w centrum Kairu kilkudziesięciu chłopaków przez kilka godzin polowało na dziewczyny. Te, które udało im się okrążyć, dotykali, rozbierali. Najsłynniejszy egipski bloger Wail Abbas nagrał to wszystko kamerą. To dzięki niemu sprawa trafiła do oficjalnych egipskich gazet, które zwykle bardzo niechętnie opisują takie przypadki. Kilka dni później na ulice Kairu po raz pierwszy wyszły kobiety, protestując przeciwko molestowaniu.

Ale od tego czasu niewiele się zmieniło. W tym roku z tej samej okazji 2 października w kairskiej dzielnicy Muhandisin ponad setka młodych mężczyzn atakowała na ulicach kobiety. Tym razem policja aresztowała 38 napastników, ale niemal natychmiast wyszli oni z powodu braku dowodów.

- I tak się cieszymy, że były aresztowania - tłumaczy Ingy Gozlan z centrum praw kobiet. - Po raz pierwszy rząd przyznał, że w ogóle istnieje jakiś problem. Jeszcze w 2006 r. egipskie MSW twierdziło, że nic się nie stało, bo przecież nikt nie zgłosił się na policję.

Egipskie władze nie tylko nic nie robią, żeby rozwiązać problem molestowania, ale same się do niego przyczyniają. W 2005 r. po ulicznych demonstracjach na rzecz zmiany konstytucji zachodnie media pisały, jak demonstrujące dziewczyny i dziennikarki były wyciągane z tłumu i rozbierane przez agentów służb specjalnych.

Mona Eltahawy, egipska publicystka z Nowego Jorku pisząca m.in. dla brytyjskiego "Guardiana", dla agencji Reutersa i dla panarabskiej gazety "Asz Szark al Awsat" w czerwcu tego roku opisała, jak żyje się kobiecie w Kairze: "Za każdym razem, kiedy mijam grupę mężczyzn, trzymam torbę między sobą a nimi. W uszach zawsze mam słuchawki, żeby nie słyszeć świństw, które do mnie mówią. Nauczyłam się ich odpychać, a nawet uderzyć. Palący wstyd, jaki wtedy czuję, jest jeszcze gorszy, kiedy proszę o pomoc policjanta, który odsyła mnie z kwitkiem, albo kiedy zostaję pomacana właśnie przez niego. Cóż to za straszny czas, żeby być kobietą w Egipcie".





Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.2

5 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne