http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sprawa członkostwa Ukrainy i Gruzji w NATO może wróci za dziesięć lat

Rozmawiał w Waszyngtonie Marcin Bosacki
2008-11-27, ostatnia aktualizacja 2008-11-26 19:06

Wypowiedź Frieda jest oczyszczaniem przedpola do manewrów dyplomatycznych ekipy Obamy. Pokazuje, że zmieniają się priorytety, Ukraina i Gruzja spadają na dalsze miejsce - mówi amerykański analityk Wess Mitchell

Wess Mitchell
Wess Mitchell
Marcin Bosacki: Dlaczego rząd USA wycofuje się akurat teraz z propozycji ofiarowania Gruzji i Ukrainie planu wejścia do NATO, choć jeszcze półtora miesiąca temu na to naciskał?

Wess Mitchell: To mnie zupełnie nie dziwi, bo jest to uznanie rzeczywistości. Przy sprzeciwie największych sojuszników europejskich ofiarowanie Gruzji i Ukrainie planu na rzecz członkostwa (tzw. MAP) jest niemożliwe.

Jestem pewien, że wynikało to z ustaleń obecnej ekipy z zespołem Baracka Obamy w Departamencie Stanu, który, tak jak we wszystkich ministerstwach, od trzech tygodni przygotowuje się do przejęcia władzy w USA. Wypowiedź Dana Frieda to więc wysłanie trzech sygnałów naraz, i to częściowo w imieniu, a nawet w interesie Obamy.

Po pierwsze - do państw takich jak Francja i Niemcy Ameryka mówi: Nie będziemy z wami szli na wojnę z powodu Ukrainy i Gruzji.

Po drugie - sojusznikom z Europy Środkowej, w tym Polski, którzy mogą być zawiedzeni tą decyzją, Ameryka mówi: Nie wińcie w pierwszych tygodniach Obamy, że opuszcza Ukrainę i Gruzję, tę decyzję podjął już Bush.

Po trzecie wreszcie - to geostrategiczny sygnał w kierunku Rosji: My łagodzimy retorykę w sprawie rozszerzenia NATO, a zapewne też w sprawie tarczy antyrakietowej, ale w zamian oczekujemy że wy złagodzicie retorykę, a może też będziecie mocniej współpracować w ważnych sprawach, np. programu atomowego Iranu.

Czy to powiedzenie przez Amerykę Rosji: Zapominamy o Ukrainie i Gruzji?

- Nie. W wersji minimum Obama potrzebuje teraz od Rosji spokoju. Wypowiedź prezydenta Dmitrija Medwiediewa o rakietach wycelowanych w Europę z Kaliningradu spowodowała, że Obama musi kierować swą energię na Rosję i Europę Środkową, choć chciałby się skupić na Iraku, Afganistanie i Iranie. Gdy napięcia z Rosją będą mniejsze, Obama będzie mógł skoncentrować się na swych głównych priorytetach. W wersji maksimum Obama może dostać od Rosji ważne poparcie, głównie w sprawie Iranu.

Jakkolwiek będzie, Obama nie może w swych pierwszych stu dniach powiedzieć: Zapominam zarówno o Ukrainie i Gruzji w NATO, jak i o tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach. To byłoby bliskie politycznemu samobójstwu młodego, niedoświadczonego prezydenta. Obama nie może też otwarcie targować się z Rosjanami, np. Ukraina za nacisk na Iran. To nie jest w tradycji amerykańskiej, zwłaszcza prezydentów demokratów.

Wypowiedź Frieda jest więc oczyszczaniem przedpola do manewrów dyplomatycznych, próbą odświeżenia atmosfery. Pokazuje, że zmieniają się priorytety, Ukraina i Gruzja spadają na dalsze miejsce. Ale jeśli Rosja nie będzie z nami współpracować w ważnych sprawach, rozszerzenie NATO może znów wrócić na szczyt listy priorytetów.

Obama i jego ekipa w najbliższych miesiącach i latach będą powtarzać, że miejsce Ukrainy i Gruzji jest w NATO - tylko będą o tym mówić jak Fried, czyli mniej konkretnie i w dalszej perspektywie.

Jaka może być przyszłość Ukrainy i Gruzji za 10-12 lat? Czy ich wejście do NATO jest wówczas możliwe?

- Oprócz decyzji samej Ukrainy bardzo wiele zależy od równowagi sił między Rosją a Zachodem, zwłaszcza USA. W tej chwili, po wojnie w Gruzji i latach wysokich cen ropy, siła Rosji jest sztucznie zawyżona. Z kolei USA jest sztucznie zaniżona - z powodu dwóch wojen i kryzysu finansowego.

Ale kryzys w Ameryce nie będzie trwał wiecznie, wojny w Iraku i w Afganistanie zapewne się skończą. Z kolei Rosja już zaczęła mocno cierpieć z powodu niższych cen ropy i braku poważnych reform gospodarczych w ostatnich latach. Niedługo może okazać się, że bogactwo Rosji to tylko wioska potiomkinowska.

Jeśli tak się stanie, to za mniej więcej dziesięć lat będziemy mieli więcej sił i środków na priorytety drugiej kategorii. Do nich właśnie zaliczam sprawę Ukrainy i Gruzji. Wówczas ich członkostwo w NATO, zakotwiczenie na Zachodzie może stać się sprawą bardziej konkretną.

Jak w tym kontekście Waszyngton odebrał zeszłotygodniowe przemówienia szefa polskiego MSZ Radka Sikorskiego, który domagał się wytyczenia Rosji jasnej granicy: Od Ukrainy wara?

- Z jednej strony było to świetne przemówienie, bo przypomniało Obamie i jego ekipie, że Polska i Europa Środkowa są ważne, że USA mają w tej części świata ważne interesy. Z drugiej jednak strony NATO politycznie nie jest w tej chwili gotowe zaakceptować doktryny Sikorskiego: każdy atak Rosji na Ukrainę potraktujemy jako atak na nas.

To potęguje wrażenie, że Polska jest w NATO najbardziej wobec Rosji wojowniczo nastawiona. Wrażenie, że Warszawa jest, zwłaszcza w Europie, bytem osobnym, by nie powiedzieć izolowanym.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':