Gdy na początku 'Happy-Go-Lucky' twojej bohaterce kradną rower, Poppy uśmiecha się tylko i mówi: 'Nie miałam nawet czasu się pożegnać'. Z początku nie wiemy - patrzy na świat przez różowe okulary czy może jest wariatką?
Ale czy to nie piękne szaleństwo? (śmiech) Nie, Poppy nie jest szalona - jest po prostu wolnym duchem, który wszędzie szuka szczęścia. Kocha ludzi, kocha życie, z którym próbuje się zaprzyjaźnić bez względu na to, jakie to trudne. Kocha nawet to, co nieznane, nieoswojone, przed czym inni odwracają oczy. Czy nie za często używam słowa 'kocha'? (śmiech) Ale to chyba klucz - Poppy cała jest uczuciem. Kiedy sama oglądałam 'Happy-Go-Lucky', zobaczyłam, jak głęboko czuje innych ludzi, jak chłonie świat wszystkimi zmysłami.
Ale w świecie takich osób jak jej ciężarna uporządkowana siostra czy złowrogi nauczyciel jazdy może być odbierana jako osoba powierzchowna, naiwna.
Poppy cały czas żartuje, wygłupia się, bo wie, że z życiem najlepiej radzić sobie śmiechem. Ale na pewno nie jest naiwna - ma w sobie otwartość dziecka, ale też mądrość 30-letniej kobiety. Nie ocenia innych, nie ma w sobie cienia zazdrości. Śmieje się z siebie, czasem z innych, bo chce, żeby życie było bardziej kolorowe. Jak jej ubrania czy mieszkanie. Ale kiedy spotyka kogoś, kto jest nieszczęśliwy, nie potrafi przejść obojętnie i naprawdę próbuje pomóc.
'Nie uszczęśliwisz wszystkich' - słyszy na koniec od swojej współlokatorki.
Ale Poppy odpowiada: 'Zawsze mogę przecież spróbować!'. To jej naturalna potrzeba - sprawić, żeby choć w małym stopniu świat był lepszy. Żeby ktoś się uśmiechnął, ktoś nie poczuł się samotny.
Ale czy ona sama gdzieś w środku nie jest samotna?
Chyba nie. Uwielbia żyć na własną odpowiedzialność. Jest pogodzona ze sobą i szczęśliwa. Nie dlatego, że wszystko idzie po jej myśli - Poppy wie, że szczęście to stan umysłu.
Jednak raz ta metoda się nie sprawdza. Podczas lekcji jazdy jej nauczyciel naprawdę staje się niebezpieczny, a Poppy chyba po raz pierwszy przestaje się uśmiechać.
Przekonuje się, że możesz chcieć jak najlepiej, a i tak ktoś z jakichś powodów poczuje się z twojego powodu zraniony. Nie zawsze to, co dobre, musi do ciebie wrócić. Tu jednak widać mądrość Poppy: jest nie tylko wyrozumiała wobec innych, ale potrafi też wybaczyć sobie.
Spotkałaś taką osobę jak Poppy?
Nie, chociaż dałam jej wiele cech z moich znajomych i przyjaciół.
To prawda, że wymyśliłaś tę postać razem z Mikiem Leigh?
To był długi, wspólny proces. Kiedy zaczynaliśmy, nie było ani historii, ani tematu, ani postaci. Przez sześć miesięcy spotykaliśmy się, rozmawialiśmy - za każdym razem Mike miał minę: już wiem więcej. Najpierw z tych naszych rozmów powstał szkielet - wiedzieliśmy, że Poppy będzie miała rower, będzie się uczyć jeździć samochodem i sama będzie nauczycielką dla dzieci. Ale potem ten szkielet trzeba było wypełnić.
Jak?
Wiedzieć jak najwięcej o postaci. Poznać całą jej przeszłość: wspomnienia z czasów, gdy była dziewczynką, pierwsze Boże Narodzenie, które pamięta, prezenty, jakie dostawała na urodziny. Rodziców, którzy mieszkali w Watford i byli śmiertelnie nudni, ciągle przygnębieni. Rozmawialiśmy o każdym detalu. Do tego stopnia, że te wspomnienia stały się nagle tak realne, jakby zdarzyły się naprawdę. Na przykład podróż Poppy do Tajlandii - wiem, obok kogo siedziała w samolocie, co jadła, a nawet jakie miała spojrzenie, kiedy dotarła na miejsce!
Na planie też improwizowaliście?
Nie, tu już wszystko było ustalone, rozpisane. Ale jeśli przez sześć miesięcy jesteś ze swoją bohaterką tak blisko, w czasie zdjęć wszystko odbywa się w sposób naturalny. Nie widzisz konkretnych scen i zadań, ale wchodzisz w inny świat, jakbyś zakładał czyjeś buty. Masz tę postać głęboko w sobie, jak drugą skórę. A to przydało się choćby w scenach w samochodzie z instruktorem jazdy - wszędzie porozstawiane są nowoczesne urządzenia, na lusterkach zainstalowane kamery, a ty kompletnie o tym zapominasz. Dajesz się nieść.
Zaczynasz myśleć i zachowywać się jak Poppy?
Niezupełnie. Mike jest nie tylko mądry, ale i zdyscyplinowany. Ma zasadę: o swoim bohaterze możesz mówić tylko w trzeciej osobie: 'ona zrobiła', 'ona czuła'. Między mną a Poppy była więc wyraźna linia - dzięki temu możesz na koniec dnia zdjąć kostium i wrócić do siebie. Pamiętam sytuacje podczas zdjęć: gadam jak najęta, jestem nabuzowana energią, nadekspresyjna. Mike słucha, patrzy przez kilka minut, po czym przerywa: 'Już dobrze, dobrze, ale najpierw zostaw Poppy!'. Parę razy przywołał mnie w ten sposób do porządku.
Źródło: Wysokie Obcasy