Kielczanin pan Łukasz wystawił na sprzedaż w Allegro używaną konsolę Play Station. Zaproponował na początek wysoką cenę - 650 zł - aby zorientować się w rynku. Jakież było jego zdziwienie, kiedy chętni na zakup konsoli znaleźli się w Afryce w mieście Agege w prowincji Lagos w Nigerii. 14 listopada dostał w języku angielskim aż dwie oferty, i to jak atrakcyjne - Nigeryjczycy chcieli mieć jego konsolę za 380 lub 420 euro.
- To mnie zaniepokoiło. Nie wiedziałem, co mam robić, jeszcze nigdy nie sprzedałem nic za granicę przez Allegro. Zacząłem się zastanawiać, czy to nie jakieś oszustwo? - mówi pan Łukasz.
Ostatecznie na ofertę nie odpowiedział. I dobrze, bo na 99 procent była to właśnie próba wyłudzenia zwana "nigeryjskim oszustwem" lub "oszustwem 419" (od paragrafu z kodeksu karnego w Nigerii). - Jesienią nasiliła się fala podobnych ofert z Nigerii. Pewnie ktoś się zorientował, że to skuteczny sposób wyłudzenia i wiadomość szybko się rozeszła, jak to w internecie - twierdzi Patryk Tryzubiak, rzecznik prasowy Allegro.
Na czym polega oszustwo? Gdy odpowiemy na maila i podany numer swojego konta bankowego z prośbą o zapłatę, dostaniemy w odpowiedzi prawdopodobnie sfałszowany dowód wpłaty z adnotacją, że bank zablokował przelew do czasu otrzymania potwierdzenia wysłania paczki. Ma to być tzw. program ochrony kupującego. Naiwni, skuszeni atrakcyjną ceną, wysyłają paczki do Afryki i nadaremnie czekają na pieniądze.
"Nie wiem, co mnie napadło, ale też się dałem oszukać na dwa laptopy wartości 8 tys. zł. Przedstawiali się jako Camelo Anthony i Emma Daniels z Nigerii, Ejigbo Lagos" - pisze na forum Allegro pan Maciej, jedna z ofiar nigeryjskiego oszustwa. Udało nam się z nim porozmawiać. - Na pieniądze czekam od maja, już straciłem nadzieję, że je dostanę. Utrzymuję kontakt z jeszcze jedną osobą, która dała się też oszukać. Napisałem maila do Standard Bank. Okazało się, że potwierdzenie przelewu, jakie dostałem z Nigerii było fałszywe - mówi pan Maciej.
Eksperci są zgodni, że oszukani mają małe szanse na odzyskanie pieniędzy. "Nie macie co liczyć na pomoc rządu Nigerii. W sprawie takich oszustw najlepszą bronią jest prewencja" - czytamy na stronie internetowej poświęconej zwalczaniu "nigeryjskiego oszustwa". - Nigeria i Polska to są tak odległe światy, że trudno o sukces w jakimś dochodzeniu swoich praw. To skomplikowane przestępstwo do wytropienia - przyznaje Tryzubiak.
Allegro, żeby chronić swoich użytkowników, zablokowało komputerom z Nigerii możliwość rejestracji na wszystkich swoich serwisach w Polsce, Bułgarii, na Węgrzech, Ukrainie i w Rosji. Było to konieczne, bo ostatnio nigeryjscy oszuści przedstawiali się np. jako Rumuni, rejestrując w tamtejszym serwisie, i prosili o wysłanie paczki do swojego krewnego w Nigerii.
- Wprowadziliśmy wszystkie możliwe zabezpieczenia - zapewnia Tryzubiak.
A użytkownikom serwisu radzi nie odpowiadać na superatrakcyjne oferty z zagranicy i nie zawierać transakcji poza serwisem. - Nie chodzi o to, że my na tym tracimy. Chronimy użytkowników, oferując im rekompensatę do 10 tys. zł w razie oszustwa, ale tylko za transakcje zawarte w ramach serwisu - dodaje Tryzubiak.
Dla "Gazety" wypowiada się Tomasz Ejtminowicz, radca prawny, specjalista ds. zagadnień internetu
- Nie wydaje mi się, żeby można prawnie zakazać serwisowi Allegro takiego ograniczenia rozszerzonego nawet na cały kraj. Właściciel serwisu daje usługę, określa regulamin korzystania z niej, więc może ograniczać do niej dostęp. Serwisy coraz bardziej chronią się przed odpowiedzialnością za oszustwa, których ofiarami padają ich użytkownicy, więc robią różne ograniczenia. Można to zresztą ująć inaczej - serwis prowadzi działalność na całym świecie, z wyjątkiem Nigerii. Biznesmen ma prawo wybierać, gdzie działa, a gdzie nie. Zresztą trudno sobie wyobrazić dochodzenie prawa do korzystania z Allegro przez Nigeryjczyków.
Źródło: Gazeta Wyborcza