http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Proszę powiedzieć, gdzie leżą zwłoki

Katarzyna Bielas
2008-11-25, ostatnia aktualizacja 2008-11-23 14:37

"Jedni mówili: jedziesz zakosztować radości i splendorów kolonializmu, drudzy: jedziesz pomagać krajom Trzeciego Świata. Bzdura". Rozmowa z Wojciechem Albińskim, pisarzem od 40 lat mieszkającym w Afryce

Pożar w buszu
Zdjęcie z archiwum Wojciecha Albińskiego
Pożar w buszu
ZOBACZ TAKŻE
Według pana opowiadania "Czy ktoś z państwa popełnił ludobójstwo?" Joanna Kos-Krauze i Krzysztof Krauze będą w przyszłym roku kręcić film, dużą, międzynarodową produkcję. Rzecz dzieje się w Ruandzie. Młoda lekarka wychodzi za mąż za Francuza, wyjeżdżają, ratuje ją to przed rzezią. Po wojnie wybierają się na krótko do Ruandy, ona się tego wyjazdu obawia. Co jest najważniejsze w tym opowiadaniu?

- Dlaczego Klarysa tam została, nie wróciła z mężem do Grenoble.

Dlaczego została?

- Właśnie nie wiem. Nie rozumiem tego.

Nigdy nie uchodziłem przed rzezią. Byłem od niej odgrodzony o kilkaset metrów.

W Ruandzie?

- W Polsce, podczas wojny. To nie jest to samo.

Znał pan kogoś takiego jak Klarysa?

- Tak.

Jeden mam tylko wniosek na temat ludzi - nie wyciągać wniosków. Rzeczywistość można tylko obserwować, konstatować fakty. Wnioski po pewnym czasie zawsze okazują się uproszczone, fałszywe. Zwłaszcza w Afryce, zwłaszcza wśród ludzi wolnych.

Dlaczego tak pan to ujął?

- Bo wolni mogą czynić to, co chcą, a wtedy ujawniają się różne dążności naszych natur, w koszarach zachowania ludzi są podobne. W Afryce jest dużo ludzi wolnych, wielkie przestrzenie.

Pod koniec lat 60. pojechał pan - przeprowadził się - do Afryki. Dlaczego?

- Gdybym to ja wiedział! Człowiek działa pod wpływem jakichś idei, które przychodzą mu do głowy albo nie. Szczęśliwi ci, którym nie przychodzą.

Mieszkaliśmy z żoną już od kilku lat w Genewie, bo w 1963 roku nie wróciliśmy do Polski z wycieczki na Zachód. Mieliśmy oboje dobrą pracę. Którychś wakacji pojechałem do RPA odwiedzić znajomych, wtedy to była wielka wyprawa. Znajomi powiedzieli mi, że tuż obok otrzymuje niepodległość nowy kraj. Niewiele myśląc, pojechałem tam.

Nie chodzi mi o wakacje.

- Chwila! Wlokłem się pociągiem jak z westernu, który zatrzymywał się na każdej stacji, 300 km jechał 15 godzin, po drodze braliśmy węgiel, wodę. To było w Bechuanaland Protectorate, późniejszej Botswanie. Przyjechałem do Mafekingu, wysiadam na stacji, był czerwiec, więc myślałem, że będzie gorąco, a tu ziąb. Tu można iść, tam nie, tu dla białych, tam dla czarnych. Rozejrzałem się i poszedłem prosto do departamentu geodezji i kartografii.

No tak, opowiadaniami o Afryce zadebiutował pan po sześć-dziesiątce, z zawodu jest pan geodetą.

- Właściwie to geometrą, ale podobno to brzmi mniej poważnie.

Źródło: Duży Format

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne