http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Hołodomor. Ukraińcy wracają do historii

Jan Jacek Bruski*
2008-11-22, ostatnia aktualizacja 2008-11-21 18:27

Uczynienie z pamięci o Wielkim Głodzie fundamentu świadomości historycznej Ukraińców to bodaj najczytelniejsze przesłanie prezydentury Wiktora Juszczenki.

Prezydent Ukrainy na odsłonięciu pomnika upamiętniającego ofiary Wielkiego Głodu w Charkowie
Fot. Mykola Lazarenko AP
Prezydent Ukrainy na odsłonięciu pomnika upamiętniającego ofiary Wielkiego...
Wystawa poświęcona ofiarom Wielkiego Głodu na Ukrainie
Fot. SERGEI CHUZAVKOV AP
Wystawa poświęcona ofiarom Wielkiego Głodu na Ukrainie
Wystawa w Kijowie poświęcona ofiarom Wielkiego Głodu
Fot. SERGEI CHUZAVKOV AP
Wystawa w Kijowie poświęcona ofiarom Wielkiego Głodu
Tragiczne wydarzenia z lat 1932-33 stały się ostatnio kolejnym źródłem konfliktu na linii Kijów - Moskwa. Chodzi o ocenę Hołodomoru - straszliwej klęski głodu, która w latach pochłonęła nad Dnieprem co najmniej 3 mln ofiar.

Co najmniej - bo to szacunek minimalny.

Do wskrzeszenia pamięci o Wielkim Głodzie, jednym z największych kataklizmów XX stulecia, dąży Wiktor Juszczenko. Jeszcze w listopadzie 2006 r. udało się mu przeforsować w Radzie Najwyższej ustawę uznającą Hołodomor za "zbrodnię ludobójstwa przeciw narodowi ukraińskiemu". Stało się tak mimo oporu frakcji komunistycznej i (rządzącej wówczas!) Partii Regionów Wiktora Janukowycza.

Przeciwnicy ustawy obawiający się nadwerężenia stosunków z Rosją skłonni byli mówić o wydarzeniach z lat 1932-33 jako o największej "tragedii narodu ukraińskiego", krytykowali też wprowadzenie kar (zresztą o dość ograniczonym wymiarze) za negowanie Hołodomoru. Dziś to oni jednak są chyba w odwrocie.

Ukraińcy coraz częściej powracają do swojej historii, by się zmierzyć z długo wypieraną traumą. Publikowane są wspomnienia, opracowania historyczne, powstają filmy dokumentalne, a lokalne wspólnoty upamiętniają ofiary Głodu. Wielką w tym rolę odgrywa ukraiński IPN, który - w odróżnieniu od swego polskiego odpowiednika, dobrze zakotwiczonego w strukturach państwowych - jest raczej ciągle rodzajem pospolitego ruszenia entuzjastów pracujących na poły społecznych zasadach.

Do ofensywy przeszła też ostatnio dyplomacja Kijowa. W efekcie władze szeregu państw (w tym polski parlament) wydały oświadczenia solidaryzujące się z ofiarami tragedii i potępiające zbrodnie stalinowskie na Ukrainie. Ostatnio - 23 października - podobną rezolucję przyjął Parlament Europejski, który jednak zawahał się przed użyciem określenia "ludobójstwo". Spełzły natomiast na niczym próby postawienia sprawy Hołodomoru na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Ukraińska delegacja musiała we wrześniu wycofać swój wniosek z porządku obrad.

Intensywną kampanię prowadzi również strona rosyjska. Nie negując samego głodu z lat 1932-33, sprzeciwia się uznaniu go za zbrodnię ludobójstwa wymierzoną przeciw Ukraińcom. Głośno mówi przy tym o "amerykańskim spisku", wygrywaniu historii dla skłócenia Rosji z Ukrainą i wciągnięcia tej ostatniej w orbitę NATO. Ostro atakowane są też władze w Kijowie. Nagłaśniając kwestię Hołodomoru, mają rzekomo odwracać uwagę od gloryfikacji prawdziwych zbrodniarzy - "ukraińskich popleczników nazizmu", a więc OUN i UPA. Taka argumentacja ma nie tylko dyskredytować ekipę Juszczenki za granicą. Chodzi również o rozegranie wewnątrzukraińskich podziałów, przyprawienie prezydentowi gęby "nacjonalisty" i "banderowca". Moskwa nie waha się też uderzyć w najwyższe tony. "Za świętokradztwo - głosi rosyjski MSZ - uznajemy polityczne spekulowanie Kijowa pamięcią milionów ofiar tragedii, która dotknęła narody byłego Związku Sowieckiego". Za słowami tymi kryje się kluczowa dla stanowiska rosyjskiego teza, iż głód na Ukrainie stanowił jedynie element ogólnego kryzysu żywnościowego w ZSRR na początku lat 30. Rosyjskiej irytacji nie sposób zrozumieć bez uwzględnienia wątków natury prestiżowej i - last but not least - finansowej (odszkodowania!). Postawę charakterystyczną dla władz w Moskwie - uznających się za spadkobierców państwa sowieckiego, a nie chcących ponosić za to państwo odpowiedzialności - zaprezentowała jakiś czas temu w Kijowie wiceprzewodnicząca Dumy Państwowej: "Od Rosji żąda się przeprosin za wszystko i za wszystkich, tymczasem ludzi, którzy są odpowiedzialni za wydarzenia z przeszłości nie ma już wśród żywych, pozostali tylko w podręcznikach historii i na kartach tajnych dokumentów" - powiedziała.



W cieniu tych dyplomatycznych potyczek toczy się dyskusja historyczna i poważni badacze Hołodomoru dochodzą powoli do konsensusu - przynajmniej jeśli chodzi o katalog pytań, na które trzeba jeszcze odpowiedzieć. Nikt nie ma już dziś wątpliwości, że głód z lat 1932-33 - będący następstwem brutalnego "wypompowania" z ukraińskiej wsi wszelkich rezerw żywności - był zjawiskiem wywołanym w sposób sztuczny.

Czy jednak Hołodomor stanowił "produkt uboczny" obłędnej polityki rolnej bolszewików, czy też został sprowokowany celowo?

A jeśli został sprowokowany, to czy chodziło o uderzenie w chłopstwo ukraińskie jako we "wroga klasowego" czy też warstwę będącą oparciem dla ruchu narodowego?

Jaki był związek między Hołodomorem a falą prześladowań inteligencji ukraińskiej od roku 1933, z kulminacją w dobie Wielkiej Czystki?

Jak oszacować całkowite liczby ofiar tragedii?

Pojawiają się wciąż nowe źródła. Są wśród nich i dokumenty stalinowskiego kierownictwa, i sowieckich służb specjalnych, i relacje świadków, którzy przeżyli katastrofę Głodu. Są wreszcie raporty dyplomatów i agentów wywiadu państw, które w latach 30. miały swoje placówki na terenie ZSRR. Opublikowano już podobne dokumenty z archiwów niemieckich, włoskich i brytyjskich. Mało kto pamięta jednak, iż państwem najlepiej poinformowanym o wydarzeniach na Ukrainie była Polska. Dyplomacja i wywiad II Rzeczypospolitej śledziły rozwój wydarzeń nad Dnieprem, analizowały mechanizmy, które doprowadziły do Hołodomoru, przedstawiały propozycje działań warszawskiej Centrali. Ta jednak - podobnie jak Paryż, Londyn, Rzym, Waszyngton - milczała

Do niedawna polskie dokumenty na temat Wielkiego Głodu pozostawały poza kręgiem zainteresowań historyków. Wpłynął na to m.in. fakt rozproszenia tych materiałów przechowywanych w kilku archiwach - w tym w mało znanych zbiorach "trofiejnych", przechwyconych w 1945 r. przez Armię Czerwoną i wywiezionych na Wschód. Sytuacja ulega jednak zmianie. Pierwsze publikacje, wykorzystujące polskie raporty dyplomatyczne i wywiadowcze, już się ukazały, zaś w najbliższych dniach ujrzy światło dzienne obszerny zbiór dokumentów przygotowany przez Polski Instytut Spraw Międzynarodowych. Proces przywracania pamięci o ukraińskiej tragedii trwa - również nad Wisłą.



Jan Jacek Bruski jest historykiem, pracownikiem Instytutu Historii UJ, współautorem (razem z Andrzejem Chojnowskim) syntezy dziejów Ukrainy w XX w. Zredagował i opatrzył wstępem zbiór dokumentów: Hołodomor 1932-1933. Wielki Głód na Ukrainie w dokumentach polskiej dyplomacji i wywiadu, która ukaże się nakładem PISM. Jest również konsultantem naukowym filmu Żywi, wchodzącego na ukraińskie ekrany 22 listopada)



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':