A jak Twoja rodzina i znajomi radzą sobie z kryzysem? Podziel się doświadczeniem: listydogazety@gazeta.pl
Nie zrezygnujemy z kolejnego dziecka 
Co będzie, jeśli kryzys nas dopadnie? Dostosujemy się. Mamy wprawę, bo całe wspólne życie musieliśmy liczyć się z każdym groszem. Na pewno nie zrezygnujemy z kolejnego dziecka, edukacji dla wszystkich i wspólnie spędzanych wakacji, choćby pod gruszą, byle razem i poza domem. Aha. I z dużego stołu w nowym mieszkaniu. Żebyśmy wszyscy mogli się przy nim pomieścić i gości usadzić wygodnie.
Rodzina Wronów z Częstochowy To kredyt z nas nie zrezygnuje 
- Oszczędności? - Darek się śmieje. - Nie mamy, wydajemy wszystko, co zarabiamy. Półtora roku temu kupiliśmy 30-metrowe, dwupokojowe mieszkanie z 40-metrowym tarasem w nowym budownictwie na gorzowskim osiedlu. Gdy co dzień rano słucham w
radiu o kryzysie, to sobie myślę, że może i lepiej by było, gdyby wszystkie banki kompletnie zbankrutowały. Wtedy może nie musielibyśmy spłacać kredytu! Fantazjuję tylko.
Gosia Karbownik i Darek Rut z Gorzowa Wielkopolskiego Nie zrezygnuję z imprez 
Z imprez nie zrezygnuję mimo kryzysu. Większość odbieranej co piątek tygodniówki rozpływa mi się w weekend. Lubię się przewłóczyć po knajpach, kupić kilka piw i wpaść do znajomych, wybrać się do kawiarni z miłym dziewczęciem. W kryzysowych sytuacjach pozostaje metoda startowej pięciozłotówki. Wychodzisz, płacisz za pierwszego strzała, a potem zwykle znajduje się ktoś, kto ci stawia. Następnym razem to ty otoczysz opieką duszę w potrzebie.
Dariusz Turkiewicz z Poznania Nie zrezygnuję z fryzjera i dentysty 
Kawę zaparzę. Z mlekiem? Właściwie nie mam za dużo czasu na rozmowę. Za trzy dni wyjeżdżam na dwa i pół miesiąca do Stanów Zjednoczonych, a nawet się jeszcze nie spakowałam. Tam, na parapecie, leży moja nowa kolekcja, proszę sobie obejrzeć. Wysyłam ją klientce do Szwajcarii, żeby miała towar przed świętami. W Ameryce poznam moich klientów, będę miała wystawę w Pensylwanii.
Dorota Gulbierz z Sopotu Nie zrezygnuję z internetu 
Jak na razie odczułam kryzys tylko raz, we wrześniu. Córka, która pracuje w firmie konsultingowej w Londynie, przez tydzień nie dawała znaku życia. Zamejlowałam do niej. Odpisała: "Mamo, ty nie wiesz, co tutaj się dzieje. W ciągu jednego dnia u nas w firmie zwolnili 20 proc. ludzi".
Elżbieta Bartz z Gostynia Nie zrezygnujemy z niczego! 
Tak naprawdę mam mocne przekonanie, że nie będziemy musieli z niczego rezygnować. Na razie - poza tym jednym zleceniem, które się sypnęło - mam roboty full. Londyn jest duży, zawsze komuś będzie ciekło z dachu, bojler pęknie, zawsze ktoś tam - mimo kryzysu - chce mieć lepszą łazienkę czy kuchnię. A ja świetnie znam angielski, mam doświadczenie - no i umiem pracować po 24 godziny na dobę. Serio, bez ściemy: pracowałem kiedyś dla korporacji, to się nauczyłem.
Andrzej i Magdalena Gładysz z Londynu Czekamy na Wasze listy: listydogazety@gazeta.pl