Nieoczekiwanie spadł na ciebie deszcz łask ze strony tych, którzy cię do tej pory nie poważali. Wystarczyło, że napisałaś sztukę o tym, że gehenna wojenna ma wpływ na najmłodsze pokolenia Polaków, a już konserwa wzięła cię za swoją. "Rzeczpospolita" sugeruje, że "mówisz Rymkiewiczem", "Polska" pisze o Masłowskiej "zafascynowanej owieczkami ojca Rydzyka". Jak się z tym czujesz? - Głównie czuję coś, co i tak czułam, to znaczy, że media mają dynamikę cyrku: "teraz nowa lepsza Masłowska tylko u nas", "tego jeszcze nie widzieliście", "teraz ona idzie z nami". Oczywiście pośród tego na pewno nasłucham się, że teraz robię się na milucha i że na pewno to zagranie marketingowe.
Najbardziej zastanawia mnie, że coś myślę, coś robię, ale i tak to dopiero różni panowie muszą ustalić między sobą, co ja naprawdę myślę i robię. To mnie nastraja refleksyjnie, jak jednak mikrofon w tym kraju należy ostatecznie do mężczyzn.
Niedawno oświadczyłaś, że irytują cię dowcipy z Radia Maryja. To jak to jest z tym Rydzykiem? - Dowcipy z Radia Maryja doprowadzają mnie do szału, same w sobie też, ale raczej widzę w nich synonim myślowego gotowca - gotowych poglądów do uważania. Bo z tych ludzi strasznie łatwo się śmiać.
Są fanatyczni, są oderwani od rzeczywistości i właśnie ta łatwość powiedzenia "oni są głupi" mnie rozsierdza - pseudowywrotowość i bezpieczeństwo takiego stwierdzenia, takie mruganie do siebie oczkiem - nas, ludzi mądrych i realnych.
Parę lat temu to było myślenie buntownicze. Za taką myśl trzeba było coś zapłacić. A potem zespół Big Cyc nagrał piosenkę o moherowych beretach, wszyscy powtarzają w kółko: "Jak ja nienawidzę tych kaczorów", a każdy student wie, że fajnie jest mieć koszulkę: "Nie płakałem po papieżu". To się zrobiło za łatwe. To ja już wolę fanatyków. Przynajmniej mają odwagę być fanatyczni.
Parę razy słuchałam Radia Maryja, idee tam głoszone i ich szkodliwość społeczna wydały mi się grozą. Ale jeśli słucha tego dwa czy ileś milionów osób, to coś znaczy. To są ludzie bez żadnego potencjału konsumpcyjnego, nie ma im czego sprzedać, nie ma gdzie ich zaprosić, nie ma po co do nich kierować żadnej fali telewizyjnej i radiowej, bo i tak nic nie kupią. Nie wiem, kto jest w naszym kraju bardziej izolowany - staruszka z emeryturą 700 zł czy fryzjer gej z Warszawy?
Ojciec dyrektor jako umiejętny hochsztapler robi na tym doskonały interes. I to jest podłe. Ale jak długo możemy mówić: oni są głupi.
To jest właśnie tolerancja po polsku: Toleruj fryzjera geja, idiotko w moherowym berecie!
To co z nimi zrobić? - Jedyne, co ja mogę zrobić, to nie mówić, że to są oni. Tylko, że to są także my. My mamy coś zrobić z nami, a nie z nimi.
W twoim dramacie "Między nami dobrze jest" też jest to pytanie, kto to są my, a kto to są oni. W jednym pokoju żyją trzy kobiety: babcia, mama i wnuczka. Pozornie jest między nimi przepaść. Babcia wspomina o trupach w Wiśle w czasie wojny, a dla wnuczki trupy w Wiśle to zużyte prezerwatywy.... - Gdzieś jest tu odniesienie do mojego domu rodzinnego, ja też wychowywałam się z babcią i z mamą. Trzy wiecznie siedzące sobie na głowie osoby, dla których jedno pojęcie znaczy totalnie co innego. Teraz moja babcia nie żyje, ja mieszkam 500 km od mamy. Dopiero teraz widzę egzotykę tamtego doświadczenia.
Magazyny kobiece są zawsze o marzeniach, są zawsze "nie dla ciebie", są festiwalem nieistniejących rzeczy. Ich fałsz jest jak szyba wystawy, którą liżesz
Główna myśl, jaka mi się przewijała, kiedy pisałam tę sztukę, to to, że niesiemy nie swoje traumy. Że my pokolenie internetu zostaliśmy wychowani przez osoby, które widziały człowieka od wewnątrz. Mam na myśli flaki.
W tej sztuce przestała mnie interesować językowa żonglerka, efekty specjalne. Zaczęłam zastanawiać się nad tym, z czego to, co mówimy, wynikło, na czym się oparło. To ma też związek z poszukiwaniami psychologicznymi - dlaczego myślimy tyle rzeczy, których naprawdę nie myślimy. Kto nam je wprawił w głowę?
Przykład? - Miałam okres rozwiązywania jakichś swoich zaszłości psychologicznych, oskarżeń wobec rodziców: jak oni mnie wychowali! Dlaczego ciągle słyszałam: "Po śmiechu przyjdzie płacz", dlaczego przekazali mi lęk. Dlaczego moja mama martwi się, że jest dobrze, bo jeśli jest dobrze, to znaczy, że zaraz będzie źle.
Łatwiej jest zdefiniować siebie, gdy wyjedziesz za granicę i konfrontujesz swój sposób myślenia z myśleniem ludzi, którzy mają kompletnie inne dziedzictwo.