http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bez seksu i luksusów, czyli życie w zaścianku Europa

Tony Judt* w "Świątecznej"
2008-11-15, ostatnia aktualizacja 2008-11-14 19:23

Oświata i moralność pod opieką Kościoła. W BBC ani słowa o seksie. Luksusy niedostępne. Tak wyglądało 60 lat temu europejskie życie codzienne - fragment książki "Powojnie"

ZOBACZ TAKŻE
„Młode lata spędziłem w miastach przemysłowych i na ich przedmieściach, pośród cegieł, sadzy, kominów fabrycznych i brukowanych ulic. Na każdy posiłek kupowaliśmy świeżą żywność, nie dlatego, że byliśmy smakoszami, ale z braku lodówki (artykuły trudniej się psujące trzymaliśmy w piwnicy). Matka wstawała codziennie w porannym ziąbie i rozpalała ogień w kuchence. Bieżąca woda miała tylko jedną temperaturę - lodowatą. Kontaktowaliśmy się za pomocą poczty, a informacje czerpaliśmy głównie z gazet (byliśmy jednak dość nowocześni, ponieważ mieliśmy radio wielkości z grubsza połowy szafy). W salach lekcyjnych w pierwszych latach szkoły stały pękate piece i podwójne ławki z kałamarzami, w których zanurzaliśmy stalówki. Chłopcy nosili krótkie spodnie do czasu komunii świętej, do 12. roku życia. I tak dalej. Ale to nie był jakiś zapomniany zakątek Karpat - to była powojenna Europa Zachodnia, gdzie słowo »powojenny « odnosiło się do okresu trwającego niemal 20 lat”.

Ten opis uprzemysłowionej Walonii lat 50. pióra belgijskiego pisarza Luca Santego pasowałby do większej części ówczesnej Europy Zachodniej.

Autor tej książki, dorastając po wojnie w Putney, podupadłej śródmiejskiej dzielnicy Londynu, często zachodził tam do pewnego mrocznego sklepu ze słodyczami. Prowadziła go pomarszczona staruszka, która informowała go z wyrzutem: "Sprzedaję słodkości takim chłopczykom jak ty od złotego jubileuszu królowej", to znaczy od 1887 r. - miała oczywiście na myśli królową Wiktorię. Podłoga sklepu spożywczego (Sainsbury's) przy tej samej ulicy była pokryta trocinami, a za ladą stali w nim zwaliści mężczyźni w koszulach w paski i dziarskie młode kobiety w wykrochmalonych fartuchach i czepkach. Przypominało to sceny z wiszących na ścianie sepiowych fotografii zrobionych podczas otwarcia tego sklepu w latach 70. XIX w.

To samo poczucie zawieszenia w czasie panowało również nad znaczną częścią Europy kontynentalnej. Życie na belgijskiej wsi można byłoby przedstawiać jak na obrazach Jean François Milleta - siano wciąż zgarniano drewnianymi grabiami, młócono cepem, ręcznie zbierane owoce i warzywa wożono furmankami. Podobnie jak Francja, gdzie na prowincji mężczyźni wciąż chodzili w beretach i naprawdę kupowali w drodze do domu bagietkę w jednej z narożnych Café de la Paix (nazwanych tak w 1919 r.), czy zastygła w skostnieniu autorytarnych rządów Franco Hiszpania, Belgia i Wielka Brytania trwały jakby w opóźnionym edwardiańskim zawieszeniu.

Powojenną Europę wciąż grzał gasnący żar rewolucji gospodarczej XIX w., która niemal dobiegła kresu, pozostawiając osad zwyczajów kulturowych i stosunków społecznych coraz bardziej niepasujących do epoki samolotów i broni atomowej. Wojna wcale nie przyspieszyła przemian, wręcz przeciwnie. Wygasł modernizacyjny zapał lat 20., a nawet 30. XX w., ustępując przed dawniejszym porządkiem rzeczy. We Włoszech, podobnie jak na dużej części rolniczych obszarów Europy, dzieci nadal wkraczały na rynek pracy, ukończywszy (a częściej nie ukończywszy) szkołę podstawową - w 1951 r. tylko jedno włoskie dziecko na dziewięć kontynuowało naukę po 13. roku życia.

Kościół rośnie

Religia, szczególnie wyznanie rzymskokatolickie, przeżywała krótki okres chwały przywróconego autorytetu. W Hiszpanii hierarchia katolicka miała i środki, i poparcie polityczne, żeby ponownie wszcząć kontrreformację: w konkordacie z 1953 r. Franco nie tylko zwolnił Kościół z podatków i zapewnił mu całkowitą nieingerencję państwa, lecz również przyznał prawo cenzurowania każdego słowa pisanego czy mówionego. W zamian hierarchia kościelna podtrzymywała i narzucała konserwatywny związek religii z tożsamością narodową.

W pozostałej części Europy Zachodniej Kościół katolicki musiał się liczyć z konkurencyjnymi żądaniami powszechnego posłuszeństwa, ale nawet w Holandii hierarchia katolicka czuła się tak pewnie, że ekskomunikowała wyborców, którzy w pierwszych powojennych wyborach głosowali na jej lewicowych przeciwników.

Jeszcze w 1956 r., dwa lata przed tym, jak śmierć Piusa XII wyznaczyła koniec dawnego porządku, siedmiu na dziesięciu Włochów regularnie chodziło na niedzielną mszę. Artykuł siódmy włoskiej konstytucji przyjętej w marcu 1947 r. potwierdzał warunki konkordatu, który w 1929 r. zawarł ze Stolicą Apostolską Mussolini - hierarchia katolicka zachowała swoje wpływy w szkolnictwie i nadzór nad wszystkim, co ma związek z małżeństwem i moralnością. Pod naciskiem Togliattiego nawet Włoska Partia Komunistyczna, niechętnie co prawda, oddała głos za tą regulacją prawną, chociaż nie powstrzymało to Watykanu przed ekskomunikowaniem Włochów, którzy w następnym roku głosowali na PCI.

We Francji hierarchowie katoliccy oraz ich polityczni stronnicy mieli dostatecznie pewną pozycję, żeby domagać się specjalnych przywilejów w oświacie. Głównym polem bitwy była stara kwestia finansowania przez państwo szkół katolickich.

W latach 40. i 50. z tradycyjnych wyznań europejskich jedynie katolicyzm mógł się cieszyć przyrostem głosujących po jego myśli wyborców. Stało się tak po części dlatego, że tylko Kościół katolicki miał bezpośrednio powiązane ze sobą partie (niekiedy oglądające się na jego pomoc) w Niemczech, Belgii, Włoszech, Francji i Austrii, częściowo zaś z tego powodu, że katolicyzm był tradycyjnie zakorzeniony w tych krajach, które wówczas zmieniały się najwolniej w Europie. Ale przede wszystkim Kościół katolicki mógł zaoferować swoim wiernym coś, czego w tamtym czasie bardzo brakowało - poczucie ciągłości, bezpieczeństwa i pewności w świecie, który w minionym dziesięcioleciu gwałtownie się zmieniał. To właśnie powiązanie Kościoła katolickiego z dawnym porządkiem, jego stanowczy sprzeciw wobec nowoczesności i zmian sprawiał, że był w tym przejściowym okresie szczególnie atrakcyjny.

Różne Kościoły protestanckie północno-zachodniej Europy nie miały takiej siły przyciągania. W Niemczech znaczna część niekatolickiej ludności znalazła się teraz pod rządami komunistów, a pozycja tamtejszych Kościołów ewangelickich osłabła w wyniku zawarcia przez nie kompromisu z Hitlerem. Ale największym problemem w Niemczech Zachodnich i w innych państwach było to, że Kościoły protestanckie nie proponowały przeciwstawnej wersji współczesnego świata, lecz nauczały, jak żyć z nim w harmonii.

Kościoły protestanckie zwyczajowo nie uważały się za konkurenta państwa, lecz za jego młodszego partnera. Ale w czasie, gdy państwa zachodnioeuropejskie zaczynały w coraz większej mierze pełnić funkcję duchowego i materialnego opiekuna swoich obywateli, podział pomiędzy Kościołem i państwem jako arbitrami obyczajów i moralności stał się nieostry. Późne lata 40. i 50. były zatem okresem przejściowym, w którym wciąż obowiązywały stare zasady hierarchii społecznej i autorytetu, choć nowoczesne państwo zaczynało już zastępować Kościół jako arbiter zbiorowego postępowania.

Króliki, niebezpieczny temat

Charakter tego okresu dobrze oddaje broszura instruktażowa "BBC Variety Programmes. Policy Guide for Writers and Producers", którą ta publiczna rozgłośnia opracowała w 1948 r. do użytku wewnętrznego, ewidentnie kierując się poczuciem moralnej odpowiedzialności: "Wpływ, jaki [BBC] może wywierać na swoich słuchaczy, jest ogromny, a odpowiedzialność za wysoki poziom odpowiednio wielka".

Zakazane były żarty z religii, a także opatrywanie staromodnych musicali skrótem B.C., czyli Before [Bing] Crosby [nawiązanie do Before Christ, przed Chrystusem]. Nie wolno było żartować na temat zniewieściałości mężczyzn. Autorom zakazano wykorzystywać dowcipy popularne w swobodniejszej atmosferze wojny czy dwuznacznie wspominać o damskiej bieliźnie. Zakazane były wszelkie aluzje seksualne - nie można było napomykać w tym kontekście nawet o królikach czy zwyczajach innych zwierząt.

Ponadto posłom do parlamentu nie wolno było pojawiać się w programach, które mogłyby się okazać niegodne pozycji osoby publicznej, zabroniono też jakichkolwiek żartów czy aluzji, które mogłyby sprzyjać "strajkom czy sporom branżowym" oraz "czarnemu rynkowi, spekulantom i darmozjadom". Określenia te - spekulantami i darmozjadami nazywano oszustów i drobnych przestępców, czarnym rynkiem zaś handel z pominięciem systemu kartkowego i innych ograniczeń - świadczą, jak żyło się w Wielkiej Brytanii przez kilka lat po wojnie.

Jeszcze w końcu lat 50. BBC mogła udzielić nagany Peterowi Etonowi, producentowi popularnego słuchowiska komediowego "The Goon Show", za to, że pozwolił, by "major Dennis Bloodnok" (w tę postać wcielił się Peter Sellers) został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego za "opróżnianie w ogniu walki koszy na śmieci" (i za to, że pozwolił aktorowi "naśladować głos królowej próbującej przegonić gołębie z Trafalgar Square").

Takie ograniczenia, a także towarzyszący im ton sztywnego, edwardiańskiego reformizmu, mogły być charakterystyczne dla Wielkiej Brytanii, ale ich istota była typowa dla całego kontynentu. W szkole, kościele, publicznym radiu, w protekcjonalnym stylu poważnych gazet, a nawet tabloidów, w sposobie mówienia i ubierania się postaci publicznych Europejczycy wciąż stosowali się najczęściej do przedwojennych obyczajów i zasad.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 64 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':