Ks. Zaleski, entuzjasta lustracji w Kościele, powołuje się na książkę Sławomira Cenckiewicza "Sprawa Lecha Wałęsy?. Były szef Biura Edukacji Publicznej gdańskiego
IPN napisał, że ks. Życiński był w latach 1977-90 zarejestrowany przez Wydział IV
SB w Częstochowie jako tajny współpracownik "Filozof". Cenckiewicz podaje numery akt i nazwiska oficerów prowadzących oraz adres lokalu konspiracyjnego, gdzie "Filozof" miał się spotykać z bezpieką. Tyle że pod tym adresem mieściło się biuro paszportowe. "Abp
Józef Życiński to jednak TW Filozof", "TW Filozof był czynnym agentem" - to tytuły ostatnich wpisów na blogu ks. Zaleskiego. Już kolejny raz oskarża arcybiskupa o agenturalną przeszłość.
Ks. Tomasz Adamczyk, sekretarz abp. Życińskiego, mówi "Gazecie": - Nie pojawiły się w tej sprawie żadne nowe fakty. W archiwach IPN nie ma dokumentów świadczących o współpracy arcybiskupa z SB.
Po spekulacjach na swój temat metropolita poprosił historyków Andrzeja Grajewskiego i Piotra Gontarczyka o przeprowadzenie kwerendy w IPN. Upoważnił ich też, by znalezione dokumenty opublikowali w IPN. - Poza szczupłymi notatkami nie ma tam żadnych cytatów z naszych rozmów, nie ma niczego, co mógłbym skomentować, do czego mógłbym się odnieść, a tym bardziej niczego, za co mógłbym się wstydzić - wyjaśnia KAI metropolita lubelski. I dodaje, że przyzwyczaił się już do artykułów o swojej rzekomej współpracy z SB.
Ks. Zaleski wytyka Kościołowi brak odwagi, bo powołana przez Episkopat komisja historyczna ?milczy w tej sprawie, choć wie o tym od dwóch lat?. Zarzuca też kard. Stanisławowi Dziwiszowi, że ?z tego między innymi powodu publicznie domaga się betonowania akt IPN na 50 lat". Wczoraj napisał w blogu, że o winie abp. Życińskiego świadczy to, że... nie oddał sprawy do sądu.
- Czasami zastanawiałem się, o co chodzi w tych poszukiwaniach materiałów na Życińskiego. Ktoś, komu zadałem to pytanie, uśmiechnął się i odparł: Nie chodzi o to, żeby złapać króliczka, ale żeby go postraszyć - ironizuje metropolita.
W ub. roku w jednym z wywiadów abp Życiński tłumaczył, że z SB rozmawiał, gdy razem z ks. Józefem Tischnerem kierował Wydziałem Filozoficznym Papieskiej Akademii Teologicznej, a także przy okazji odbioru paszportu. Jeśli zaś faktycznie zarejestrowano go jako TW, to bez jego wiedzy i zgody, podobnie jak Andrzeja Przewoźnika czy o. Władysława Wołoszyna.