http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pomysł na Obamę

Paweł Świeboda
2008-11-15, ostatnia aktualizacja 2008-11-14 18:00

Przez kryzys finansowy zapomnieliśmy o tarczy antyrakietowej, terrorystach i innych nieszczęściach. Ale i do kryzysu można się przyzwyczaić. Po chwili wróciły zwyczajowe straszaki. Prezydent Miedwiediew wzniósł toast na cześć Baracka Obamy zapowiedzią dozbrojenia Kaliningradu. Premier Berlusconi skorzystał z okazji, aby w sprawie Rosji nie siedzieć cicho. I znowu zanurzamy się w realnych i urojonych animozjach wokół naszego wschodniego sąsiada.

Paweł Świeboda
Paweł Świeboda
ZOBACZ TAKŻE
Warto jednak wstrzymać oddech. Z powodu Baracka Obamy. I jego zupełnie nowej wizji aktywności międzynarodowej. Jest ryzyko, że ze względów honorowych będziemy chcieli wyszarpać zagrożoną tarczę. Tymczasem Obama ewidentnie planuje, aby zagrać nią w sposób bardziej wyrafinowany, i z Iranem i z Rosją. W polskiej debacie nie chodzi właściwie o samą tarczę i cele, którym ma służyć, a o skuteczność niecnych rosyjskich podchodów. My tarczę traktujemy jak gwarancję amerykańskiej odpowiedzialności za nasze bezpieczeństwo, a nie jak instrument powstrzymywania zapędów irańskich władców. Dla Polski tarcza ma być rekompensatą za to, że NATO nie ma planów obrony naszego regionu. Do leczenia kataru stosujemy więc masaż serca. Jak z każdym substytutem bywa, ten także nie jest idealny.

Natomiast amerykańscy wojskowi nie przejmują się podrygami rosyjskiej duszy. Ryzyko niezrównoważonego działania ze strony Rosji oceniają jako niskie, bo militarna przewaga Zachodu jest zbyt duża. Możemy oczywiście przekonywać Obamę, że jest inaczej, ale szansa na cudowną odmianę graniczy z zerem. Dlatego też bez nowego polskiego pomysłu na Amerykę się nie obejdzie.

Uzmysłowił nam to także epizod z telefonem Baracka Obamy do prezydenta Kaczyńskiego. Nie tylko wyeksponował małą wojenkę w dużym pałacu, ale też pokazał, że nowa amerykańska administracja będzie pozbawiona sentymentów i emocjonalnej słabości do Polski. Koniec z szumnymi deklaracjami prezydenta Busha, który kochał Polskę pełną piersią teksaskiego farmera. Koniec z kokietowaniem Polonii i jej strojów łowickich. Do głosu dochodzą interesy. Musimy wiedzieć, jak przekonać Amerykanów do siebie. To dobrze, bo Obama może otworzyć nam oczy na świat. Zupełnie nowy świat.

W polityce zagranicznej, tak samo jak w biznesie, będą liczyły się nie tyle piękne oczy, ile umiejętności i zdolność łączenia faktów. Aby rozmawiać z Ameryką jak równy z równym, nie trzeba koniecznie być dużym. Duńczycy opanowali to do perfekcji. Mają swoją specjalizację, są wyrocznią w dziedzinie klimatu i ekologii oraz modelu społecznego. Świetnie negocjują światowe porozumienie o redukcji emisji gazów cieplarnianych. I Amerykanie ich słuchają.

Nam pomysł, aby światu politycznie czymś zaimponować, jest mentalnie obcy. Dla nas dyplomacja to nie siła przykładu i sztuka perswazji, ale wyższość moralna i racja historyczna. Ale jeżeli chcemy pozyskać Amerykanów donaszych celów, a chcemy, to musimy się postarać. A może by tak sprzedać za oceanem flagowy okręt polskiej dyplomacji - Partnerstwo Wschodnie? Atlantycka wersja programu wsparcia dla Ukrainy, Mołdawi i Kaukazu byłaby jak najbardziej na miejscu.

Później mamy Afganistan, który dla Baracka Obamy będzie wczesną próbą ognia. Minister Sikorski zapowiadał w lipcu, że Unia Europejska powinna w Afganistanie utworzyć na wzór NATO swoje własne "prowincjonalne zespoły odbudowy", czyli zespoły fachowców wojskowych i cywilnych, którzy zajmą się poprawą warunków życia Afgańczyków. Może i to jest pomysł do wykorzystania dla Obamy?

Za czasów ministrów Cimoszewicza i Rotfelda Polska miała też swój pomysł na reformę ONZ. Teraz w debacie międzynarodowej dojrzewa myśl o tym, jak połączyć rozproszone działania w sferze polityki handlowej, klimatycznej, rozwojowej i energetycznej. Na razie jest tak, że handel sobie, a klimat sobie, o energii już nie wspominając. Tu częściowo rządzi rynek, częściowo producenci, a każdy kraj sam decyduje o swoim bilansie energetycznym. Nadchodzi więc czas na śmiałe propozycje dotyczące stworzenia energetycznego odpowiednika Światowej Organizacji Handlu. Warto też pomyśleć o inicjatywie w sprawie rozbrojenia i kontroli zbrojeń. W grudniu przyszłego roku wygasa traktat o redukcji broni strategicznych START I. Coś powinno go zastąpić. Skoro mamy być wysuniętą flanką obrony przeciwrakietowej, to nie od rzeczy byłoby i w tej sprawie mieć własne zdanie. Tak czy inaczej, gdy następnym razem zadzwoni Obama, premier i prezydent muszą wyjść poza wychwalenie uroków bazy w Radzikowie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':