Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Masz pytanie? Napisz: pytanie o kryzys@gazeta.pl
>
Piotr Burgs, 38 lat, w 2005 r. wziął kredyt we frankach szwajcarskich na 20 lat: - Gdybym wiedział, że może dojść do takiego krachu, tobym się zastanowił.
Agnieszka, jego żona: - Domu byś nie kupił?
Piotr: - Kupiłbym, ale za złotówki. Wyobraź sobie, nagle franek rośnie do 5 zł. I co? Dramat!
Zbigniew, 50 lat, od 2005 r. ma kredyt we frankach na 15 lat: - Dziś rynek jest nieprzewidywalny, nie można ufać doradcom. Rano mówią, że złoty do końca roku będzie się umacniał. Następnego dnia złoty leci na łeb na szyję. Boję się, że frank urośnie do 3 zł. A z nim moja rata o 900 zł.
Dariusz Żukowski, 38 lat, w 2005 r. wziął kredyt we frankach na 30 lat: - Dobrze zrobiłem, bo inaczej dalej mieszkałbym w starej budzie na Pradze.
Dziś mieszka w sąsiedztwie Piotra i Zbigniewa na osiedlu Lewandów na warszawskiej Białołęce. Osiedle jest niewielkie. Przeważają domy bliźniaki budowane płot w płot. Przy nich małe podwórka, nowe samochody. Sporo się jeszcze buduje. Dopiero co oddano nową drogę.
Mieszkańcy wprowadzili się prawie trzy lata temu. Mniej więcej rok po tym, gdy uruchomili frankowe kredyty. Na osiedlu się poznali. Pomagali sobie wykańczać domy, teraz wspólnie grillują.
Wyłapać małpy Piotrek zaprasza do domu. W salonie połączonym z kuchnią pali się ogień w kominku. Na ścianie plazma, leci
TVN CNBC Biznes. Na piętrze bawią się dzieci: czteroletni Kacper, sześcioletnia Lidia i córka sąsiadów.
Piotrek sprawia wrażenie pewnego siebie. Jasna koszula włożona w dżinsy. Na szwajcarską walutę mówi "franek". - Jak postanowiliśmy, że weźmiemy kredyt na dom, robiłem symulacje: złotówki, euro, franki. Wyszło, że franek jest najtańszy. Między ratą kredytu w złotówkach a we frankach było 150 zł różnicy, więc każdy brał we frankach.
Piotrek pamięta, że w marcu 2005 r., gdy podpisał umowę kredytową, frank kosztował 2,47 zł. Dziś kosztuje 2,54 zł.
Od blisko trzech lat sprawdza kurs codziennie rano, po przyjściu do pracy. Większość kolegów w biurze też ma kredyty we frankach: - Na razie nikt nie panikuje. Płacimy więcej, ktoś bąka o przewalutowaniu, ale niewielu się zdecydowało.
Piotr płaci więcej nie tylko dlatego, że wzrósł kurs franka, ale też dlatego, że wzrosło oprocentowanie jego kredytu. W ciągu ostatnich tygodni rata urosła z 800 zł do ponad 900 zł.
- Stówa to niedużo. Na szczęście mieliśmy wkład własny. Gdybyśmy wzięli kredyt na 100 proc., na jakieś pół miliona, to już dziś płaciłbym z 500 zł więcej - rachuje. - Taką podwyżkę byśmy mocno odczuli.
Agnieszka przynosi herbatę. Mówi, że ich znajomi już przewalutowali. - Tak? Nie wiedziałem - dziwi się Piotrek. - Ale oni mieli dużo większy kredyt, na 30 lat. Wzięli jeszcze dodatkowy na samochód.
Piotrek uważa, że dopóki frank nie podskoczy do 3 zł, nie ma strachu. Ale odkłada większe wydatki na wiosnę, aż się wyjaśni, co z tym frankiem. Planował np. kupić napęd do bramy i nowe drzwi garażowe. - Teraz się wstrzymamy. No i na pewno nie pojedziemy teraz na żadną wyprawę za 20 tysięcy. Kryzys trzeba przeczekać.
- Mąż kazał mi już szukać pracy - wtrąca Agnieszka, która jest w domu od siedmiu lat.
- Tak będzie bezpieczniej. Nie chodzi tylko o kryzys, ale i o emeryturę - tłumaczy Piotrek.
On pracuje w firmie rafineryjno-chemicznej. Jej zarząd wstrzymał ostatnio przyjęcia nowych pracowników: - A jeszcze rok temu był hurraoptymizm. Ludzie brali kredyty na 110 proc. wartości nieruchomości. Na 40 lat. Ale kto przypuszczał, że bankowa bańka pęknie? To jest tak jak w kawale o małpach. Znasz?