Komunistycznej rzeźbie mówimy: nie!Zanim jeszcze zdefiniowano, co to w ogóle jest pomnik czczący komunizm czy nazizm, już szykują młotki i palniki, by usunąć rzeźbę Władysława Hasiora z Przełęczy Snozka.
To czyste barbarzyństwo. Chodzi bowiem o pracę jednego z najważniejszych polskich artystów II połowy XX w., którego winą jest to, że żył i tworzył w czasach zniewolenia. Owszem, można dziś dyskutować o moralności Hasiora, który przecież nie musiał stawiać pomnika "utrwalaczom". Czemu jednak ma służyć zniszczenie jego pracy, która w odróżnieniu od wielu socjalistycznych pomników jest prawdziwym dziełem sztuki? Czy Polska będzie lepsza bez grającej na wietrze abstrakcyjnej rzeźby, którą z komunizmem łączy jedynie napis, częściowo już zresztą zniszczony?
Propozycje posłanki Paluch i posła Rybickiego przypominają fanatyzm afgańskich talibów, którzy w 2001 r. wysadzili w powietrze bezcenne posągi Buddy, bo były sprzeczne z ich wiarą. Idąc za tą prymitywną logiką, trzeba by zniszczyć wiersze Ważyka i Broniewskiego, symfonie Prokofiewa, nagrania von Karajana. Wszystkim im można zarzucić, że tak czy inaczej czcili XX-wieczny totalitaryzm.
Przygotowywana w Sejmie ustawa otwiera drogę do cenzurowania sztuki i dzielenia jej na słuszną i niesłuszną. Ale wielka sztuka jest silniejsza i trwalsza od ideologii. Może to dobrze, że demontażyści z Podhala wyskoczyli przed szereg, bo dzięki temu można jeszcze naprawić ustawę przed uchwaleniem i wyłączyć spod jej działania dzieła sztuki. Inaczej - jak w Afganistanie - za parę lat będziemy zbierać kawałki rozwalonych pomników.