MySpace to jedna z najbardziej rozpoznawanych marek w internecie. W 2005 r. za niespełna 600 mln dol. ten serwis społecznościowy został przejęty przez News Corp., koncern Ruperta Murdocha. Od początku stawiający mocno na muzykę, MySpace stracił w tym roku pozycję lidera na rzecz Facebooka. W październiku spółka oficjalnie uruchomiła polską wersję serwisu. O pozycji MySpace, nowym projekcie muzycznym, współpracy z
Google i organizacjami zarządzającymi prawami artystów i o tym, czy kryzys finansowy już dotyka serwisy społecznościowe, rozmawiamy z Joelem Bergerem, dyrektorem zarządzającym MySpace w krajach Europy Środkowej i Północnej
Tomasz Grynkiewicz: To chyba nie był najlepszy rok dla MySpace - jeszcze w czerwcu 2007 r. mieliście ponad 112 mln użytkowników, dwukrotnie więcej niż drugi na liście Facebook. Wystarczył rok, aby Facebook was wyprzedził Joel Berger: Facebook rzeczywiście szybko przyciągnął internautów, ale my nie musimy być numerem jeden pod względem liczby użytkowników. W naszej strategii chodzi o to, aby mieć jak najwięcej pieniędzy z reklam. Facebook ma wielu użytkowników, np. z Filipin, z niektórych krajów azjatyckich. Umówmy się są to miejsca, w których fajnie być, nic ponadto. MySpace jest za to mocny tam, gdzie firmy wydają najwięcej na reklamę - w
USA wciąż mamy dwa razy tyle użytkowników, co Facebook, podobnie w Niemczech, największym rynku europejskim.
Z przychodami jednak nie jest tak różowo. Rupert Murdoch planował, że Fox Interactive Media, spółka, do której należy MySpace, osiągnie w tym roku miliard dolarów. - Ale było blisko. Zebraliśmy prawie 900 mln dol. A Google czy Yahoo? Im dojście do pierwszego miliarda zajęło pięć czy osiem lat. My na rynku jesteśmy dopiero cztery lata, a międzynarodową ekspansję zaczęliśmy dwa lata temu. I powoli wychodzimy na swoje - np. oddział niemiecki już jest rentowny.
Do miliarda dolarów wystarczyłoby jednak, by na każdym użytkowniku MySpace w ciągu roku zarobił niecałe 10 dol. Młodzież w serwisach społecznościowych nie poddaje się reklamie? - W serwisie społecznościowym spędzasz znacznie więcej czasu niż np. w portalu informacyjnym. Użytkownicy nie lubią być napastowani reklamą. Nie ma miejsca na banery krzyczące: "kliknij teraz", "kup teraz". To zupełnie inna filozofia reklamy, bardziej liczy się rekomendacja od znajomych. W reklamę w MySpace kliknie może mniej osób niż w portalu informacyjnym. Jednak od klientów wiemy, że są to bardziej zaangażowane osoby.
Google podpisało z MySpace trzyletnią umowę na sprzedaż reklam. I choć jest w tym mistrzem, Eric Schmidt, szef Google, nie wydawał się zadowolony z wyników. - Powiem tylko tyle, że Google zgłosiło się do nas, aby przedłużyć umowę. Być może liczą, że mówiąc takie rzeczy, obniżą cenę. Jak to w negocjacjach.
Kryzys finansowy MySpace nie tyka? Cały biznes opiera się dziś na przychodach ze Stanów, a tam firmy tną wydatki na kampanie - Atmosfera nie jest najlepsza. I prawdopodobnie firmy będą ostrożniej planowały swoje budżety reklamowe. Tego jeszcze nie odczuwamy, ryzyko jednak jest. Jednak e-reklama jest na fali. Najgorsze, co może się przytrafić, to że wzrost internetowej reklamy będzie mniejszy, niż się spodziewano.
A zwolnienia? Yahoo zwalnia, Pandora zwalnia... - ...eBay zamknął swój polski oddział.