Ich życie skończyło się bezimienną śmiercią. Ostatnie pożegnanie bez żegnających: żałoby bliskich, nekrologu, wyrazów współczucia, kwiatka i znicza. Czasem są grzebani jak śmieci, w czarnym foliowym worku. Szybko, tanio, bo lokalna władza nie lubi na takich wydawać za dużo pieniędzy: po co inwestować w niczyjego trupa?
Ale bywa i tak, że jest trumna, kwiatek i ksiądz. Choć nie wiadomo, czy zmarły wierzył w Chrystusa Pana, jest również i krzyż. Wieczne odpoczywanie bez wieku, bez płci (jeśli znaleziono jedynie szczątki), bez tożsamości. Świętej pamięci Bezimienny.
Jedyne, co taki ma, to inicjały: N.N.
Nomen Nescio: imienia nie znam.
Dobrze, jeśli N.N. wierzył w Tego, który wszystko wie i - by nas u siebie powitać - nie potrzebuje naszych PESEL-i, NIP-ów, adresów, loginów i kodów dostępu.
Ale czy N.N. wierzył w wiekuistą światłość? Pewności nie ma.
***
Być może (raczej na pewno), zanim anonimowo wyzionął ducha, był poszukiwanym zaginionym. Spawaczem, bankowcem, profesorem? Synem, mężem, ojcem? Biedak? Może jednak bogacz? Tego wykluczyć nie można. Dostał zawału, udaru, czy zapił się na śmierć? Kto go teraz szuka?
A może N.N. to zaginiona? Matka i żona? Może kucharka albo lekarka? Może wracała do domu i poślizgnęła się. Uderzyła głową o lód? Wstała, otrzepała płaszcz, ale już nie podniosła z ziemi torebki, w której były dokumenty? Poszła przed siebie z wymazaną pamięcią? Wsiadła w jakiś pociąg, pojechała na drugi koniec kraju? Weszła do lasu? Zmęczona, głodna? Położyła się gdzieś w rowie? Spadł śnieg? Ktoś ją tam znalazł po roku? Czy po trzech latach?
Teraz leży już na cmentarzu pogrzebana na koszt gminy. Bezimienna ziemna mogiła jakoś szybciej zapada się od tych, co imię na tabliczkach mają. Krzyż już się chyli, butwieje, rdzewieje albo go już nie ma.
A rodzina wciąż szuka: ktokolwiek widział, niech nam pomoże, bezsenne noce nie dają nam żyć, człowiek bez przerwy rozmyśla, wpada w panikę: gdzie ona się podziewa? gdzie on? czy pamięta, kim jest? czy ma ciepło? czy nie cierpi głodu? a może go ktoś męczy? więzi? a może już nie żyje? gdzie nie żyje? może w jakiejś studzience kanalizacyjnej czeka, aż ktoś się nad jego resztkami pochyli?
Mijają miesiące, rok, drugi: chcemy wreszcie wiedzieć, nawet o najgorszym, to lepsze, niż nie wiedzieć nic, chcemy mieć grób, by zapalić świecę, mamy prawo do grobu.
***
Mijają kolejne lata, niebawem anonimową mogiłę rozkopią grabarze. Naodpoczywałeś się już, człowieku, w spokoju. Twój grób jest przeterminowany. Za grób trzeba płacić, a nie ma kto. Time is over!
Robotnicy cmentarni zbiorą zmurszałe kości i wrzucą je do wielkiego dołu razem z innymi ludzkimi resztkami, do których też nikt nie chce się przyznać. Lub nie ma jak.
Albo stanie się inaczej: grabarze pogłębią grób. Na nieznane kości położą świeżego nieboszczyka, za którego zapłaciła rodzina. Może to i lepiej: nowy nieboszczyk będzie miał to, co człowiek po śmierci mieć powinien: imię, nazwisko i szacunek bliskich. Przyjdą na 1 listopada, zapalą świeczkę. Poświeci i temu na spodzie.
Może stać się i tak: robotnicy otworzą przeterminowany grób w celu tak zwanej likwidacji i natychmiast go zamkną. Bo, mimo upływu lat, ciało w plastikowym worku nie rozłożyło się, jak powinno. I nie ma takiego mocnego, by je z grobu podniósł. Wtedy administracja cmentarza zwykle rezygnuje z cennego miejsca i nieznanym zwłokom daje święty spokój.
***
Prawo do grobu z własnym imieniem i nazwiskiem to podstawowe prawo człowieka. Prawo do szacunku, jaki należy się każdemu, dlatego że był człowiekiem. Godność człowieka jest źródłem wszystkich wolności i praw.
Jak ważne jest to prawo - co jakiś czas, to tu, to tam - uświadamiają nam sprawcy ludobójstwa. Tak było w Auschwitz, w Katyniu, w Jedwabnem, w Sobiborze, w Bośni, w Ruandzie i w tysiącach innych miejsc na świecie. Tam ludzie mordowali ludzi i wrzucali do pieców albo do masowych grobów wykopanych w ukryciu. Bez żadnego imienia, nazwiska. Bo chcieli na zawsze wymazać ich z naszej pamięci.
Źródło: Duży Format