74-letni dziś Fritzl miał się przyznać do kolejnej zbrodni podczas sesji z biegłym psychiatrą. Według tabloidu Fritzl powiedział, że zamurował żywcem swoją matkę na poddaszu domu w Amstetten pod koniec lat 50. - Zamurowałem wszystkie okna, by już nigdy nie mogła ujrzeć światła dziennego. Nienawidziłem jej i kochałem ją - opowiadał lekarzom. Fritzl w ten sposób chciał zemścić się na matce za swoje dzieciństwo.
Jego rodzice, zadeklarowani naziści, mieli się nad nim znęcać. - Matka mnie kopała, dopóki nie upadłem na podłogę zalany krwią. Czułem się wtedy upokorzony i słaby. Nigdy nie okazała mi miłości. Nie pocałowała ani nie przytuliła, mimo że bardzo się starałem, aby była dla mnie dobra. Wspólnie chodziliśmy tylko do kościoła - opowiadał lekarzom.
Matka Fritzla zmarła dopiero w 1980 r. Wcześniej jej zniknięcia nikt nie zauważył, a Fritzl wmówił sąsiadom, że matka od dawna nie żyje.
O Fritzlu nazywanym potworem z Amstetten świat dowiedział się pod koniec kwietnia. Wówczas
policja odkryła, że w specjalnie przebudowanej piwnicy pod swoim domem przez ćwierć wieku więził córkę Elisabeth, którą regularnie gwałcił. Tłumaczył, że w ten sposób chciał chronić ją przed zdegenerowanym społeczeństwem.
Z kazirodczego związku na świat przyszło siedmioro dzieci. Jedno zmarło tuż po porodzie, troje Fritzl wychowywał z żoną, pozostałe więził z córką w piwnicy. Podobnie jak w przypadku matki nikt nie zainteresował się zniknięciem jego córki. Własnej żonie Fritzl wmówił, że Elisabeth od nich uciekła.
Potwór z Amstetten oczekuje na proces. Zarzuca mu się praktykowanie niewolnictwa, wielokrotny gwałt, a do tej listy być może dołączone też zabójstwo jednego z dzieci. Nie wiadomo, czy Fritzl będzie odpowiadał za śmierć matki - sprawa mogła się już przedawnić. Psychiatrzy orzekli, że Fritzl, choć ma zaburzenia osobowości, może być sądzony. Proces ruszy najpewniej na początku przyszłego roku.