http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Najlepsza pogoda w całych Czechach

Monika Redzisz
2008-11-04, ostatnia aktualizacja 2008-11-02 17:06

Zaolzie: Czesi czy Polacy?

Antoni i Władysław Szpryc
Fot. Zorka Project
Antoni i Władysław Szpryc
Jesteśmy Polakami, ale...

Nazywamy się Antoni i Władysław Szpyrc. Urodziliśmy się w Jabłonkowie na południowych krańcach Śląska Cieszyńskiego.

Korzenie mamy polskie. Rodzina ojca osiedliła się tam w XVI stuleciu, mama pochodzi spod Wilna; oboje poznali się na robotach przymusowych w Niemczech.

Rośliśmy w przekonaniu, że jesteśmy Polakami; ojcu bardzo na tym zależało. Jeszcze w szkole staliśmy się członkami Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego. Ale nie byliśmy wychowywani w nienawiści. Rodzice kładli nam tylko do głowy, że musimy się zachowywać lepiej niż inni.

Antoni: Pracuję w hucie trzynieckiej na wydziale ekspedycji. W wolnym czasie maluję na szkle dawny Jabłonków ze starych fotografii.

W moim wewnętrznym świecie Jabłonków zawsze był polski. Ja w ogóle nie czuję się za granicą. Od małego miałem interes w tym, żeby udowodnić, że jestem stąd. Jak mi ktoś mówił: "Polak? A ty skąd się tu wziąłeś? Wynocha!"

- to ja odpowiadałem: "Ja jestem tutejszy, to ty idź sobie za Ostrawicę!".

Tutejsi Czesi są niedoinformowani. I chociaż wywodzą się z etnicznych rodzin polskich, w ogóle tego nie wiedzą. Dopiero jak im powiedzieć: spójrz na napisy w kościele, zobacz, że wszystkie czeskie szkoły powstały dopiero po 1920 roku, to oczy im się otwierają. Rodzimych Czechów w 1920 roku tutaj nie było w ogóle!

Polaków było 150 tysięcy; teraz zostało niecałe 40 tysięcy.

Moja żona jest Polką. Córka chodziła do polskiej szkoły, wnuk ze względu na zięcia chodzi już do czeskiej, ale nie robimy z tego powodu problemu, dbamy po prostu o to, żeby wiedział, jakie ma korzenie. Jestem nastawiony na porozumienie. Dla dobra nas wszystkich i tej ziemi.

Władysław: Ja i mój starszy brat, choć bardzo się przyjaźnimy, jesteśmy jakby z dwóch generacji. Moje zainteresowania poszły bardziej w kierunku sztuki współczesnej. W ośrodku kultury zająłem się organizowaniem wystaw. Pomiędzy 1980 a 1984 rokiem wielu znanych artystów było w Pradze na indeksie; zapraszałem ich do Cieszyna i wystawiałem tu ich prace.

Moja żona czuje się Czeszką, choć korzenie chyba ma tutejsze, polskie. Nasze dzieci chodziły do czeskiej szkoły, i to nie był dla mnie żaden problem. Moja córka w Irlandii przedstawia się dziś jako Czeszka. Gdybym miał wybór pomiędzy Pragą a Warszawą, wybrałbym chyba Pragę. Ma ładniejszą architekturę.

Czuję się niewątpliwie Polakiem, ale Starsze pokolenie wiąże polskość z folklorem, góralskością. Patrzą na wszystko, co nowoczesne, jak na wrogie, bo kosmopolityczne. Tożsamość polska to dla nich Wołodyjowski i Chopin.

Jak przyjeżdża do nas sztuka współczesna, alternatywna, trudno znaleźć na nią chętnych. Organizuję między innymi międzynarodowy Festiwal Teatralny "Bez Granic". Idea była taka, żeby Czesi chodzili na spektakle polskie i odwrotnie. Niestety, wszyscy chodzą tylko do swoich teatrów. Jak organizujemy "Kino na granicy", to na widowni jest 95 procent studentów z Polski; nie ma cieszyniaków. Kiedy odbywał się u nas Festiwal Filmowy "Era Nowe Horyzonty" - olbrzymia impreza, to samo.

Mimo to wydaje mi się, że idzie ku lepszemu. Młodzi dążą do globalizacji. Problemy narodowościowe się zacierają.

Jestem Polakiem, nie przeszedłem na Czecha

Nazywam się Jan Gazur. Jestem Polakiem. Światłość świata ujrzałem 30 listopada 1925 roku w miejscowości Jabłonków Piaseczno.

Ojciec był hutnikiem, ale posiadaliśmy też kilka hektarów pola. Biedy nie było, ale było dużo pracy. W niedzielę się szło do kościoła, a wieczorem znów pasać krówki.

Przed wojną byli tu, w Jabłonkowie, Polacy, i tacy, co się przyznawali do czeskiej narodowości; było też kilkunastu Niemców i Żydów. Każdy trzymał się kółka własnego. Bywało, że ktoś w knajpie na kogoś wyrył, ale chwała Bogu, na tym się kończyło.

Nasi sąsiedzi kiedyś byli Polakami, a potem z powodu pracy stali się Czechami. Bo jak przeszedł Polak na Czecha, to dostał wnet lepszą pracę.

Źródło: Duży Format
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':