http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

List córki generała, który zginął w katastrofie CAS-y

Klaudyna Andrzejewska
2008-10-31, ostatnia aktualizacja 2008-10-30 18:21

20 lotników, który zginęli w katastrofie samolotu CASA w Mirosławcu
20 lotników, który zginęli w katastrofie samolotu CASA w Mirosławcu

Dziewięć wejściówek na pogrzeb taty

ZOBACZ TAKŻE
Skończyły się w jednej chwili wyjazdy na grzyby, zakupy w Biedronce, koszenie trawnika, noce przerywane chrapaniem, porozrzucane skarpetki, zachlapane lustro w łazience po każdym porannym goleniu Rzeczy tak małe, że aż nieistotne, których nie pamięta się na co dzień, których brakuje jak powietrza od tamtej środy.

*****

To jednak prawda katastrofa, WSZYSCY!!!... chcesz coś na uspokojenie?

Jak gdyby to „coś” mogło mi wymazać pamięć - najlepiej ostatnie 10-15-20-25 lat- tak, żebym nie czuła tego strasznego bólu, który nie pozwala mi myśleć. Najlepiej, żebym nic już nie czuła.

Nic nie wiemy. Nie możemy ci nic powiedzieć. Nie, nie możesz go zobaczyć, nic nie zostało, nie ma czego oglądać, musisz mi uwierzyć na słowo - ZAUFAJ MI!!!!

Mam uwierzyć, że dorosły, silny, wielki facet wyszedł 23.01.2008 rano do pracy, wsiadł o samolotu, a o 19 rozpłynął się w powietrzu? Jak to nic nie zostało? Może wcale nie było go w tym samolocie?

Nie wiem, kiedy pogrzeb. Muszą wypełnić wszystkie procedury. Nie denerwuj się. To przez szacunek dla nich, nie będzie pogrzebów w walentynki - no tak, tak, wszystko przesunie się o jakiś tydzień.

Słuchaj, tu jest oficjalny program pogrzebu - przyszedł z Warszawy, zapoznaj się. Już jest ustalone, kto, kiedy i gdzie będzie chowany. Tu jest plan, tu miejsca do siedzenia dla rodziny. No wiesz, no tylko dziewięć. Nie, nie tu już nie ma miejsca, tu minister, tu były minister, tu pani z kancelarii, tu attaché, tu ambasador No wiesz, reszta będzie musiała na zewnątrz, za hangarem. Tu masz dziewięć identyfikatorów - musicie je przypiąć, bo was nie wpuszczą do hangaru, gdzie stoją trumny. Wiesz, chodzi o bezpieczeństwo - będzie prezydent, premier, minister.

Nie, nie, nie - już nic nie można zmieniać. To już ustalone. Jak to, że ty się nie zgadzasz?! Jak ci się nie podoba, to będę musiał zadzwonić do Warszawy i powiedzieć, że wszystko odwołujemy, bo tobie się kolejność nie podoba! Warszawa wszystko wymyśliła i tak ma być!!!

Chcą go pochować, byle szybko i z głowy, bo orkiestra musi jechać dalej, turnée po Polsce, czas, czas, grafik, kolejność. Boże, jakie to szczęście, że nie pochowali ich w zbiorowej mogile!!!!

Dziewięć biletów wstępu na pogrzeb męża. Wejściówki jak na Rolling Stones, kogo wybrać do szczęśliwej dziewiątki? Kto jest ważniejszą rodziną, kto mniej ważną, kto go kochał bardziej, kto mniej?

Żandarm stojący na straży bezpieczeństwa w hangarze szarpie mnie za rękaw i pyta: „Pani, to kto?”.

Proszę Pani, proszę się przesiąść. Ja wiem, że to tata, że pani by chciała blisko, ale tu miejsca są zarezerwowane dla pana prezydenta, premiera, ministra

No tak, najbliższa rodzina

Szanowna pani, będziemy pamiętać!

Może pani na nas liczyć.

Gdybym tylko mogła jakoś pomóc!

Drogie rodziny, nie zostaniecie same, zadbamy o was, o wasze bezpieczeństwo, o waszą przyszłość!!

******

Niestety, pamięć ludzka jest zawodna. Nagle nie pamiętamy drogi do domu "serdecznego przyjaciela", nie odbieramy komórki, bo nie poznajemy numeru telefonu jego żony, kiedy ta - kolejny już zresztą raz - dzwoni zapewne z tym samym pytaniem: co dalej?

Nie pamiętamy, jak na spotkaniu z "wdowami" obiecywaliśmy, że załatwimy tę i tamtą sprawę. Jak zapewnialiśmy je, że nie ma się czym martwić, że nie zostawimy ich samych, bez mieszkań, na bruku, bez środków do życia. W końcu byli elitą polskiego lotnictwa - tego też się nie zapomina.

Nie pamiętamy, że daliśmy wdowom telefon do swojej asystentki, która miała się nimi zająć, a w rzeczywistości stała się wygodnym buforem niedopuszczającym tych rozhisteryzowanych, wciąż czegoś żądających kobiet do ministerialnego majestatu.

Nie pamiętamy, jak deklarowaliśmy, że nasze wiceministerskie serce jest po właściwej stronie, kiedy na pytanie wdów o pomoc dla rodzin ofiar katastrofy odrzekliśmy, że trzeba się ubezpieczać, jak pan wiceminister właśnie, który wylatując do Iraku, ubezpieczył się na 600 tys. zł. No cóż, jednym słowem sami sobie winni: zginęli i się nie poubezpieczali. Cóż za lekkomyślność.

Nie pamiętamy, że razem z nimi umarło 20 rodzin, żon, dzieci, wnuków, matek, sióstr, braci. Nie pamiętamy, że zostali sami sobie, otoczeni znieczulicą i, o zgrozo, zawiścią. Tak, tak - ludzie i tak wiedzą swoje, że na pewno te wdowy wszystko dostały, że wojsko dało, że wojsko zadbało, przecież wszyscy obiecywali przed kamerą Owszem, obiecywali. A kiedy pogasły lampy kamer, wszyscy odwrócili się na pięcie i popędzili do swoich gabinetów zająć się tym, co w tym czasie było najważniejsze - trzymaniem oburącz stołków, żeby w wyniku zamieszania wokół tej strasznej katastrofy nikt im tych stołków nie wysunął spod tyłka.

Spoczywajcie w pokoju.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 70 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów